Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Pokaż wątki - reprezentant

Strony: [1]
1
Zdrowie / Naturalny rytm dobowy a praca zmianowa
« dnia: Kwiecień 11, 2018, 04:21:28 pm »
Witam.
Na wstępie może troszkę teorii faktów i to co większość ludzi mam nadzieje już zna, ale jest szalenie ważne dla naszego zdrowia, czyli dostateczna ilość, spokojnego nieprzerwanego snu, zwłaszcza fazy REM, aby odpowiednio zregenerować organizm.
Teraz kilka faktów:
Zgodnie z rytmem dobowym wydzielany jest wiele hormonów w tym kortyzol, testosteron, gh, tarczycy, czy melatonina, ale to bardziej w związku z brakiem światła dziennego. Oczywiście szalenie ważny wpływ sen ma również na nasza wrażliwość insulinową czy poziomy neuroprzekaźników.
Co budzi nas rano? Znienawidzony przez wszystkich kortyzol podnosi się w komencie kiedy pierwsze blaski świtu wpadają nam przez okna do sypialni, poziom melatoniny wtedy zaczyna spadać. Powinnismy wtedy wstać i zacząć dzień, to najbadziej optymalna sytuacja dla naszego organizmu. Z rana będziemy mieli jeszcze podwyższony poziom gh, tarczycy, a testosteron osiągnie swój maks pik wydzielania w okolicach 9 rano.
Co powoduje praca zmianowa, jeszcze w dodatku na magazynie bez dostępu światła dziennego. Otóż wszystko się pierdoli mówiąc krótko:
a) gdy mamy ranna zmianę wstajemy niby komfortowa sytuacja dla naszego organizmu latem, zimą trochę gorzej, ale wstawianie o 5, a często nawet przed nie koniecznie musi być optymalne. Najczęściej występującymi problemami tej zmiany, jest niedostateczna regeneracja i poziom kortyzolu od rana. O ile po przebudzeniu, dojeździe do pracy i ogarnięcie się, starcza nam energii na ok 3-4h. Problem zaczyna się w okolicach przerwy śniadaniowej ok godziny 10h. Poziom kortyzolu musi opadać dość szybko, dodatkowo kalorie po śniadaniu sprzyjają senności, kolejna już kawa niekoniecznie działa jak byśmy sobie tego życzyli, a głowa staje się tak ciężka ze tylko myślimy o tym jak dotrwać do 14.... wielu ludzi tak ma, nawet Ci którzy nie ćwiczą. Z moich obserwacji wynika ze jest to ok 50% osób pracujących na zmiany. Problem niestety nasilają drzemki po pracy, które nieraz koncxą się o 19, bo wtedy człowiek wyspany budzi się wieczorem, odpala światło niebieskie typu chociażby telefon i długo znowu nie może zasnąć. Bywa ze problem z zaśnięciem przedłuża się o kilka godzin powodując nawarstwienie niedostatecznej regeneracji w dzień następny i błędne koło.
b) zmiana popołudniowa: tutaj zazwyczaj wielu długo spi, a a Ci którzy chcą coś załatwić wstają o w miarę ludzkiej porze i robią co trzeba, energia raczej dobrze się rozkłada w ciągu dnia, pod wieczór spada. Warto wtedy wieczorem unikać światła niebieskiego 2h przed snem i położyć się o 23.
c) nocna zmiana. Moim zdaniem najlepsza opcja na tą zmianę jest zasłonięcie okien roletami i stopery do uszu. Podczas samej nocki większość osób ciężko wytrzyma bez kawy. Z umiarem myśle ze nie zaszkodzi. Raczej nic więcej nie da się zrobić.
Wracając jeszcze raz do najbardziej problemowej rannej zmiany: jedyne co mi naprawdę pomagało to nawet nie kładzenie się spać o 21, bo przez te ciagle mieszanki coś jest nie tak z organizmem i nie ustawi rytmu dobowego w 2 dni jak należy, ale intermittet fasting. Gdy postanowiłem kiedyś ze nic nie zjem do 14, to była wyraźna różnica, która objawiła się brakiem zamulenia. Niestety po posiłku był mocny zjazd co zniechęcało do pójścia na trening.
Regularne chodzenie spać? Jeśli jest zmiana caly tydzień, to pod koniec tygodnia się polepsza, ale co z ludźmi którzy mąka 4-brygadowke?
Jako ze specjalizujecie się w ziołach wpadłem na pomysł żeby od rana, jeszcze na czczo zapodawac lukrecję z l-tyrozyną, albo NALT, a dalej w pracy na spokojnie wypić sobie jeszcze kawkę na czczo i przedłużyć post chociaż do tej 7-8 rano, zamiast jeść w domu. Zastanawiam się tylko czy starczy 1 kaps lukrecji czy może odrazu 2 kaps, albo 1+1 po kilku godzinach np druga do śniadania ok 10godziny.
Kolejne pytanie czy lukrecja się nie będzie gryzła z innymi adaptogenami? Trening w tej sytuacji polecany jak najszybciej po pracy np godz: 15.00
Po treningu kolacji l-teanina, brak światła niebieskiego, melatonina, może gaba jakiś, adaptogeny? Tylko z tym ostatnim to niewiem jak będą współdziałać z Lukrecją? Czy np ashwe można łączyć z Lukrecją?

Co o tym myślicie? Jakieś porady? Doświadczenia z podobnymi stanami?

2
Zdrowie / Metabolic Damage
« dnia: Kwiecień 10, 2018, 10:32:56 pm »
Witam.
Chciałbym poruszyć kwestię, popularnego ostatnio sformułowania "metabolic damage" i kwestii radzenia sobie z tą przypadłością.

Na wstępie chciałbym poruszyć czym jest metabolic damege w moim rozumowaniu i jakimi problemami/objawami może się wiązać.
Będę pisał całkowicie ze swojej głowy i doświadczeń, nie podpierając się w tej chwili żadnymi dowodami naukowymi, ale mając nadzieje na rozwinięcie dyskusji.
Btw, w literaturze fachowej raczej nie spotkamy się z takim hasłem, ale już na forach popularnonaukowych, medycyny holistycznej, dietetyki niekonwencjonalnej o wiele częściej.

"Metabolic damage" jest to najprościej mówiąc stan "uszkodzenia" metabolizmu, w którym podczas ujemnego bilansu kalorycznego, zamiast redukować, waga się nie zmienia, a czasem nawet potrafi rosnąć. Oczywiście podłoże takiego stanu, może być bardzo złożone, ale zanim zacznę rozpisywać się bardziej naukowymi hasłami, zacznę od języka ogółu i logicznego stwierdzenia, że bezpośrednią przyczyną rozwijania się patologii o których będę w dalszej części tekstu się rozpisywał, są najczęściej takie błędy jak: zbyt częste redukcje w tym długotrwałe deficyty, śmieciowe jedzenie, nie umięjętne, nie rozważne kombinowanie z dietami (od ketozy do high carbu w krótkim czasie),  higiena życia w tym snu, stres w kontekście czynników psychologicznych, problemy hormonalne, predyspozycje genetyczne.
Może to nie wiele nam mówi, ale jednak nie licząc sporadycznych przypadków, głębokich mutacji genetycznych (jak np genetyczny niedobór leptyny), moim zdaniem 99% z nas rodzi się zdrowymi i choć część tych ludzi dziedzicząc po matkach skłonności do otyłości, bo w czasie ciąży np było za mało ruchu, zbyt niska/wysoka waga urodzeniowa, alkohol, używki, cukrzyca ciążowa, infekcje, to nadal moim zdaniem nie jest jeszcze wyrokiem, aby ktoś musiał być całe życie gruby i z całą pewnością rodzimy się zdrowi, albo względnie zdrowi, ale od naszych rodziców, a później od nas samych bardzo dużo zależy jak ukształtuje się nasz metabolizm i których genów nastąpi ekspresja.

Wróćmy zatem trochę do sztywnej nauki. Zdrowi ludzie, czy względnie zdrowi, nawet Ci z podwyższoną glukozą na czczo, czy za wysokim ciśnieniem, zgodnie ze wzorem harrisa benedicta, redukują, kiedy ustawimy im bilans, -20% w stosunku do zapotrzebowania kalorycznego. Nawet jeśli mamy pierwsze objawy insulinooporności, której symptomy mogą się pojawić nawet po 3 dniach bilansu 200% kcal (jemy 6000kcal zamiast 3000kcal i po 3 dniach, następuje hiperglikemia i hiperinsulinemia). Jest to typ insulinooporności postreceptorowej, która zaburza sygnały GLUT 4 i komórki stają się niewrażliwe na glukozę. Nie ma co się dziwić jak bak jest pełny to więcej nie nalejemy, wątroba i mięsnie nie chcą więcej glukozy, więc trzeba coś z nią zrobić żeby nie krążyła we krwi, więc wraca do wątroby i jest szybko zamieniana w tłuszcz.
Oczywiście w takim przypadku, aktywność fizyczna, spożycie odpowiedniej ilości kcal (bilans 0, lub lekki minus), jakieś delikatne cardio na czczo i szybko wrażliwość insulinowa wraca do normy. A co w przypadku kiedy stan nadwyżki trwał bardzo długo? - Zbudowaliśmy bardzo dużą ilość dodatkowej tkanki tłuszczowej która jest aktywna metabolicznie i produkuje związki prozapalne (cytokiny), wzmacniając patologiczne stany w naszym organizmie, powodując jeszcze większą niewrażliwość receptorów, czy przemęczenie trzuski, która produkuje olbrzymie ilości insuliny, a w przyszłości, mogąc nawet doprowadzić do jej uszkodzenia i powstania cukrzycy typu II.
OK, ale dajmy na to, że w porę się zorientowaliśmy, że pojawiły się boczki i zaczęliśmy kombinacje z dietami...
Na początku coś tam zawsze pójdzie, jeśli nasz organizm nie jest jeszcze wrakiem, ale w pewnym momencie zaczyna wszystko spowalniać. Czujemy się sfrustrowani...
Kiedy jeszcze mamy motywację najczęściej obcinamy kolejne kcal, raz drugi, trzeci.
Efekt od kompleksowości diety bywa różny. Dietetyk konował, jak będzie redukował na 10% białka, bez aktywności fizycznej, to doprowadzi do znacznego spadku masy mięśniowej, więc nasz organizm pozbywając się mitochondriów w mięsniach (piecy energetycznych/silników). Mocno obniża spoczynkowe wydatkowanie energii.
Efekt sylwetkowy nie jest najlepszy, bo traci się trochę wody, trochę tłuszczu, dużo mięsni i powstaje sylwetka skinny fat.
Co dalej? Dochodzimy do momentu, że nie ma już z czego ucinać, a nawet kolejne ucinanie, nie powoduje redukcji masy ciała, bo zestresowany organizm wytwarza tak ogromne ilości kortyzolu, że "puchniemy" od gromadzenia się wody podskórnej. Dochodzi do hiperkotyzolemii, która może spowodować hiperinsulinemię, a u kobiet PCOS, hiperandrogenizm. Permanetny deficyt energetyczny obniża drastycznie ilość hormonów płciowych, hormony tarczycy. Rozwijają się stany depresyjne, zaburzenia erekcji, czy zanik miesiączki. Ogólne uśpienie cech rozrodczych, bo organizm nastawia się na tryb przetrwania, a nie rozmnażania. Narastająca frustracja, a także obniżenie leptyny, czy nawet leptynoopoprność, w powiązaniu ze spadkiem nastroju będzie kusiła do coraz częstszego "grzeszenia", aby pocieszyć się wyrzutami dopaminy, po obżarstwie, ale niekoniecznie serotoniny, kiedy najdą nas wyrzuty sumienia. Obżarstwa będą zazwyczaj kiepskiej jakości odżywczej, więc tylko nasilimy stany zapalne tłuszczami trans, insulinooporność przez mega dawki kaloryczne, a organizm nadal będzie pozostawał w stanie niedożywienia makro i mikroelementami, których bardzo często dużo brakuje przy takim permanętnym odchudzaniu i głodówkach. Należy także mieć na uwadzę, że organizm w ramach mechanizmów kompensacji, bardzo zmniejsza NEAT (spontaniczną aktywność fizyczną) co się objawia krótko mówiąc lenistwem, z punktu widzenia osoby trzeciej.

W takim razie jak z tego wyjść? Jeden z bardzo znanych i cenionych dietetyków sportowych , w Polsce, zwolennik high carb, prowadzący wiele szkoleń i seminariów, proponuje, aby obliczyć jeszcze raz zapotrzebowanie, najbardziej aktualne i odrazu "wskoczyć" na bilans -10 -15% zapotrzebowania.... Po długotrwałej redukcji i kilku ówczesnych cięciach kalorii, ostatnie trzymanie diety opierało się przykładowo o 1200kcal, przy zapotrzebowanie zerowym 2500kcal.
Propozycja jest taka żeby przykładowo pierwszy tydzień ustawić ok 2200kcal i dalej co tydzień dążyć do zerowego bilansu. Według zapewnień tego sympatycznego mościa, w wielu przypadkach "podbicie" kcal powoduje już od pierwszych dni wzrost enegii, spadek masy ciała, spowodowany przez usuwanie nadmiaru wody podskórnej. Powracanie organizmu do homeostazy. Wzrost poziomu hormonów. A co jeśli nie zadziała?
Przyczyny mogą leżeć w daleko posuniętych zmianach hormonalnych... ale na to wszystko powinny dać odpowiedź badnia: krzywa glukozowo insulinowa, kortyzol, hormony płciowe, hormony tarczycy, wskaźniki stanów zapalnych?
W tym wypadku należy uświadomić pacjenta/klienta, daną osobę, że należy skupić się na naprawianiu, a nie odchudzaniu, bo tego drugiego organizm ma dość w obecnej chwili i tego nie ogarnie.

I teraz chciałem dojść do sedna sprawy: co jeśli dana osoba na zerowym bilansie przy rygorystycznych założeniach przybiera na wadzę, chociaż od kilku miesięcy dieta jest bardzo zbilansowana, zdrowa, mniej niż 10% cukrów, niewiele fruktozy, przewaga tłuszczy jednonienasyconych i wielonienasyconych, bardzo dobre proporocje mikroelementów, suplementacja, wyniki badań bardzo ładne, żadnych śladów patologii w diagnostyce?
Przy ustaleniu podaży -15% -20% (nadal bardzo rygorystycznie zaniżanej) dana osoba zaczyna delikatnie chudnąć, bardzo powoli, ale ryzykownie ocierając się w tym momencie o granice rozsądku, gdyż, dalej obniżając spowodujemy nawrót problemów hormonalnych i obniżenia metabolizmu...
Pojawia się w tym momencie pytanie o genetykę i genetyczne predyspozycje do większej aktywności spontanicznej, hormonów t3, innego polimorfizmu wrażliwości insulinowej, czy tak nielubiany w świecie naukowym nigdy nie udowodniony somatotyp?
Inna osoba o identycznych parametrach wzrostu, wagi, chudła by jak szalona spożywając ok 300kcal więcej, a tutaj bardzo mozolne postępy.  :-\

Kontynuując ekperyment i chcąc przełamać mizerne efekty, postanowiono tymczasowo doładować organizm przyjmując t3 w dawce 50mcg.
W pełni świadomie rozumiejąc tymczasowe zablokowanie endogennej produkcji hormonów tarczycy, chcemy zmusić organizm do powstania większej ilości receptorów t3, urochomić całą kaskadę reackji, nakręcające metabolizm, poprzez termogenezę czy większą spontaniczną aktywność fizyczną. Po ok 2-3 tygodniach eksperymentu widać wyraźną poprawę, kalorie są już na poziomie ok +5% w stosunku do rygorystycznego zapotrzebowania, a waga spada, spontaniczna aktywność fizyczna wzrosła, jak i subiektywne odczucia ciepła. Chcemy jeszcze podbić o ok 200-300 kcal, tak aby "dojść" do ok +10 +15% i wtedy pomału schodzić z t3. Dodać na zejściu przez kilka dni oryginalny oxandrolon, i dietę very high carb, cynk, selen, b complex, l-tyrozynę, albo NALT. I zobaczyć czy efekt się utrwali.

Interesuje mnie temat pobudzenia większej ilości receptorów t3, czy tworzenia nowych? gdzieś mi się obiło to o uszy w literaturze, ale nie mogę znaleźć ciekawszych, czy praktyczniejszych informacji. Temat jest bardzo ciekawy, warty przemyślenia w kontekście "przyspieszenia" pracy nad odpowiednim tempem metabolizmu, czy "wychodzenia" z metabolic damage. Oczywiście w przypadkach zioła typu insulean, adaptageny, lukrecja, kurkumina czy inne antyoksydanty mogą świetnie wspomóc "wyjście" z tego ślepego zaułku, ale najlepiej żeby były dobrane po ówczesnych badaniach. Gorzej jak w omawianym przypadku, na badaniach wszystko było w normach, wskaźnik HOMA-IR był świetny, krzywa glukometrem, robiona kilka razy, kortyzol, ładnie w normie chyba 18, hormony tarczycy: T4 było około połowy widełek, czyli bez szału, ale T3 było już znacznie więcej niż połowa, mniej więcej na 70% maksa, więc konwersja niezła, a pomimo tego efekty bardzo mozolne, mizerne, momentami nawet żadne, co demotywowało dziewczynę i "odpuszczała", ale też bez znacznego obżarstwa, bo je ogólnie mało.

3
Bazar / [K] enan prop master tren cyber/keifei
« dnia: Marzec 08, 2018, 04:25:32 pm »
Witam,
Jak w temacie szukam wymienionych underów, ewentualnie cos bardzo zblizonego, ale na podobnym poziomie.
Wiekszość underówek ma obecnie mega słabe stężenia, taki tren acetat swissa, czyli labu ktory jest uwazany za dobry, 100mg klepie jakby tam 20mg siedziało, więc coś jest nie tak.  Szukam czegoś prawilnego, może być gotowaniec.
pozdro

4
Bazar / [K] sibutramine
« dnia: Marzec 05, 2018, 11:47:00 pm »
Witam. Jak w temacie.
Cena, ilość w 1 tabletce i ilość tabletek na pw poprosze

5
Sterydy ,EPO ,PH ,SARM / HCG by Droga sportu
« dnia: Październik 31, 2017, 05:38:42 pm »
Na wstępie zaznaczam, że artykuł nie jest mojego autorstwa i wklejam go tylko w celach nawiązania dyskusji nt kilku tez w nim zawartych.
Treść artykułu:
"HCG - brać, czy nie brać, czyli po co mi normalne jaja jak mam bicki.
HCG, czyli tak popularny PREGNYL (gonadotropina) jest środkiem imitującym wytwarzane przez podwzgórze i przysadkę hormony gonadotropowe odpowiedzialne za stymulacje jąder do produkcji Testosteronu. Od razu zdementuje plotki, mówiące iż nie będzie wcale dostępny w polskich aptekach. Pojawi się od stycznia lub wcześniej. Podobno była to zmowa kobiet w ciąży, które nie chciały sikać do baniaków na porodówce.
Wskazania z ulotki:
Niepłodność u kobiet z potwierdzonym niedoborem gonadotropin. W przygotowaniu do zapłodnienia in vitro. Niepłodność u mężczyzn z osłabioną czynnością jąder z towarzyszącym niedoborem gonadotropin, zbyt niską ilością plemników w nasieniu. Zaburzenia zstępowania jąder, nie wywołane przeszkodami anatomicznymi.
Wskazania
Pregnyl stosowany jest w leczeniu hipogonadyzmu czy płodności – jest mimikerem hormonu luteinuzujacego (udaje LH) lub pod inna nazwa Lutropiny, który dla stosujących HTZ (Hormonalną Terapię Zastępczą) jest ważny właśnie ze względu na odpowiedzialność za prawidłowe funkcjonowanie komórek śródmiąższowych jader, czyli tych odpowiedzialnych za produkcje testosteronu, a w zasadzie za prace jąder w ogóle.
Mówiąc prosto: dostarczając z zewnątrz testosteron wytłaczają nam się jądra które nie widzą potrzeby pracy i produkcji testosteronu, a tym samym schnął nam jajca i co najgorsze mamy mało spermy. 
Środek ten bardzo szybko staje się aktywny – już po kilku godzinach stymuluje jądra do pracy a ogólny czas działania (stymulacji jąder) to okres do 5’ciu dni przy jednej iniekcji.
Możliwe skutki uboczne:
Najczęstszymi skutkami ubocznymi jakie mogą wystąpić są przede wszystkim ginekomastia, obrzęki, trądzik, przedwczesne dojrzewanie płciowe, podwyższone ciśnienie krwi. Można także doświadczyć częstych erekcji, podwyższonego popędu seksualnego, częstych zmiany nastrojów, nudności, wymiotów, bólu głowy, rozdrażnienia, depresja, uczucie znużenia.
Zwiększone prawdopodobieństwo ciąży mnogiej. Przerost gruczołu piersiowego u mężczyzn.
Ból w miejscu wstrzyknięcia. Wbił ktoś stary PREGNYL ? Gule jak kasztany (pozdro 666 Jacek).
HCG występuje pod postacią krystalicznego proszku, który należy zmieszać z dołączonym rozpuszczalnikiem. Proszek jest wrażliwy na zmiany temperatury, dlatego nie powinien być wystawiany na działanie wysokich temperatur. PROSZEK KURWA !!! NIE TYLKO PO ROZROBIENIU BO TO JUŻ OCZYWISTE …. chyba….
Teraz proszę pomyśleć i jebnąć w łeb dila, który przyniósł wam PREGNYL i mówi że ma ostatni i leżał na półce pół roku. Efekt użytkowania to efekt PLACEBO, bo nic w środku nie ma. Robiliśmy testy. Nierozrobiony też przechowuje się w lodówce. Bo kurwa tak. Pani Jadzia z apteki się nie myli i nie podskakuj.
Tak więc powinien być przechowywany w lodówce. Zmieszany może być przechowywany w lodówce przez okres kilku dni po czym należy go wykorzystać. Praktyka pokazuje że miesiąc może sobie leżeć w lodówce w insulinówkach. Można go przyjmować domięśniowo jak również podskórnie, czyli strzał w brzuch i tadam mamy jajka.
Ważne Info za świnią : ze HCG nie stymuluje pracy tarczycy, a piszę to bo ponoć są TRENEJRO którzy usiłują namówić na „dietę” HCG (o kurwa hahahaha). To nie T3.
Następną ważną rzeczą jest mit o odczuleniu na LH- nie istnieje jeśli HCG będzie podawane w dawkach fizjologicznych, czyli podawane w dawce poniżej 500ui dziennie nie nastąpi odczulenie komórek Leydiga. Wyższe dawki również dodatkowo potęgują działanie enzymu aromatazy, co skutkuje podniesieniem poziomu estrogenów (również tych kancerogennych).
Nie będę ściemniał – mi mądra świnia poradziła jeść DIM (diindolylmethene).
Dlaczego ?
Blokuje konwersje 2-hydroksyestronu w stosunku do 16a-hydroksyestronu, któremu przypisuje się działanie kancerogenne. DIM powinien być w suplementacji stałej każdego na HTZ.
Dawkowanie ?
100mg z rańca i jest dobrze
Kilka słów do TRENEJRO MASTERO CYKLO rozpisujących na odblok po 2 x 5000ui hcg i chuj:
Wersja prosta jednozdaniowa do zapamiętywania żeby powtarzać na siłce może beton zmięknie – TWOJE JAJA I TAK NIE PRZYJMĄ WIĘCEJ NIŻ 1000ui !!!
Wersja dla chcących wiedzieć więcej – zbyt wysokie dawkowanie (czyt. powyżej) powoduje dehydrataze komorek Leydiga na LH, czyli indukujemy wtórny hipogandyzm - zastępujemy jedynie to co utraciło zahamowanie HPTA, czyli efekt tak zwanego braku odczuwania pozytywnego działania HTZ (źle się czuje, libido spadło, mózg siada, brak motywacji etc.).Dzieje się tak dlatego, że posiadamy receptory LH na całym ciele no i niestety w mózgu (jak ktoś ma, czasem nie warto bo boli), a co gorsza w większości w obszarze który jest odpowiedzialny za emocje i libido.
Natomiast receptory którym jest dostarczane codziennie LH, a nagle w związku z powyższym nie dostają go to koniec końców przestaje prawidłowo funkcjonować i powstaje problem w głowie.
Największym błędem betonu jest w takiej sytuacji jest zwiększenie dawek towaru. Bo nie czujesz to dowal więcej. OMG !!! Nowy klient 
To podawać przy HTZ to HCG czy nie ?
Jest cholernie ważny powód dla którego HCG w małych dawkach powinno być podawane non stop przy HTZ - enzym p450. Wiąże się to z brakiem mineralkotykoidow, glukokortykoidow, pregnenolonu, progesteronu itd. Enzym p450 odcina boczne łańcuchy i dzięki temu cholesterol przekształca się w pregnenolon, a tak naprawdę wszystkie 3 hormonalne ścieżki metaboliczne CHOL które bez niego nie będą poprawnie funkcjonować.
Dawkowanie:
Zaczynamy od 250ui co 3 dni (ja na przykład bije środa i sobota) i idziemy do max 500ui. Wsłuchujemy się w nasz organizm (mi mówi że trzy dziennie to za mało i jak obroża ty tylko czerwona).
Porada za 500 pln (konto w komentarzu). W paczce PREGNYLU rozpuszczalnika jest za mało na rozrobienie do 250ui. Najlepiej rozrobić 5000ui w wodzie do iniekcji w 2,5ml. Wtedy nabieramy do strzykawki i 0,1ml, czyli 1 kreseczka w strzykawce to 250ui. Potem tylko kupujemy insulinówki TUBERKULINOWE ze zdejmowaną igłą wtedy z naszej zbiorczej strzykawki od góry wstrzykujemy 0,1ml i mamy w insuli nówce 250ui, a tuberkulinówka gwarantuje że całość do ostatniej kropli wejdzie w nas. (a teraz bez pieprzenia wiem że nie wiedziałeś tego, wszystko spieprzyłeś więc nie bądź cygan  bez honoru i rzygaj hajsem chociaż 2703 złocisza).
Pregnyl a seks: wbijmy 1000ui, bierzemy coś na szybkie zbicie estro, zalewamy partnerkę wszyscy szczęśliwi. 
Następny artykuł: wieloletnie HTZ, jaja, HCG i zapłodnienie partnerki wykazane na badaniach. Kolegi z Internetów 
Grzegorz Borowy"

6
Sterydy ,EPO ,PH ,SARM / Gw dawkowanie
« dnia: Maj 29, 2017, 10:21:01 pm »
Każdy pisze o standardowym dawkowaniu 10mg pod stamine, 20mg pod redukcje fatu..
A co myślicie zapodać 30-40mg? Przyspieszy redukcje? Opclsci się? A może dać jeszcze więcej?

Kiedyś z ciekawości dałem stack 30mg gw i 20mg sr to tak mnie grzało przez kilka godzin jakbym miał 40stopni gorączki. Co prawda było lato wiec miało prawo, ale nawet pijąc zimna wodę i nic nie robiąc pocilem się jakbym biegał cardio. Aż wstyd bo to było w robocie i stasznie śmierdzielem od potu 😂, jak wrzucałem koszulkę do prania to sam się aż wygiąlem od tego. Po Ok 6-8h sr chyba puściło i już było znośnie...

7
Zdrowie / Szczepionki
« dnia: Październik 12, 2016, 05:18:00 pm »
Witam.

Chociaż pewnie nic merytorycznego nie wniosę do tego działu, ale chciałem zacząć wątek dość mocno kontrowersyjny mianowicie szczepionki.

Jak wiadomo krąży po sieci mnóstwo informacji jakoby szczepionki były zanieczyszczone, czy po prostu szkodliwe, a niestety często obowiązkowe.

Mam obecnie taki dylemat: potrzebuje zaświadczenie ze miałem szczepienie przeciw wzw typu b, a najprawdopodobniej nie miałem tego szczepienia.
Niestety potrzebuje potwierdzenie ze miałem i za bardzo nie wiem jak to obejść, a nie bardzo chce się świadomie szczepic. Jedyna myśl jaka mi chodzi po głowie to znaleźć lekarza, który niedrogo mi takie zaświadczenie wypisze ;-)

Nawiazując do sedna tematu ciekaw jestem czy moje obawy są słuszne, czy raczej bezpodstawnie?

Może ktoś jest bliżej przemysłu farmaceutycznego i wie jaka jest prawda?

Strony: [1]