* * *

New Post's

[Dzisiaj o 08:38:50 am]

[Wrzesień 17, 2018, 09:26:53 am]

[Wrzesień 16, 2018, 08:10:13 pm]

[Wrzesień 15, 2018, 06:37:00 pm]

[Wrzesień 15, 2018, 12:47:58 pm]

[Wrzesień 13, 2018, 04:51:09 pm]

by r90
[Wrzesień 10, 2018, 11:38:44 am]

by tumi
[Wrzesień 06, 2018, 03:31:04 pm]

[Wrzesień 05, 2018, 12:39:23 pm]

[Wrzesień 05, 2018, 09:45:25 am]

[Wrzesień 05, 2018, 09:43:29 am]

by maxz
[Wrzesień 05, 2018, 06:54:55 am]

[Wrzesień 04, 2018, 10:37:35 am]

[Sierpień 27, 2018, 04:06:03 pm]

[Sierpień 27, 2018, 03:59:37 pm]
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Wrzesień 18, 2018, 06:07:56 pm

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

13 Gości, 13 Użytkowników

Autor Wątek: Metabolic Damage  (Przeczytany 416 razy)

Offline reprezentant

  • Full Member
  • ***
  • Wiadomości: 103
  • Karma: +6/-0
    • Zobacz profil
Metabolic Damage
« dnia: Kwiecień 10, 2018, 10:32:56 pm »
Witam.
Chciałbym poruszyć kwestię, popularnego ostatnio sformułowania "metabolic damage" i kwestii radzenia sobie z tą przypadłością.

Na wstępie chciałbym poruszyć czym jest metabolic damege w moim rozumowaniu i jakimi problemami/objawami może się wiązać.
Będę pisał całkowicie ze swojej głowy i doświadczeń, nie podpierając się w tej chwili żadnymi dowodami naukowymi, ale mając nadzieje na rozwinięcie dyskusji.
Btw, w literaturze fachowej raczej nie spotkamy się z takim hasłem, ale już na forach popularnonaukowych, medycyny holistycznej, dietetyki niekonwencjonalnej o wiele częściej.

"Metabolic damage" jest to najprościej mówiąc stan "uszkodzenia" metabolizmu, w którym podczas ujemnego bilansu kalorycznego, zamiast redukować, waga się nie zmienia, a czasem nawet potrafi rosnąć. Oczywiście podłoże takiego stanu, może być bardzo złożone, ale zanim zacznę rozpisywać się bardziej naukowymi hasłami, zacznę od języka ogółu i logicznego stwierdzenia, że bezpośrednią przyczyną rozwijania się patologii o których będę w dalszej części tekstu się rozpisywał, są najczęściej takie błędy jak: zbyt częste redukcje w tym długotrwałe deficyty, śmieciowe jedzenie, nie umięjętne, nie rozważne kombinowanie z dietami (od ketozy do high carbu w krótkim czasie),  higiena życia w tym snu, stres w kontekście czynników psychologicznych, problemy hormonalne, predyspozycje genetyczne.
Może to nie wiele nam mówi, ale jednak nie licząc sporadycznych przypadków, głębokich mutacji genetycznych (jak np genetyczny niedobór leptyny), moim zdaniem 99% z nas rodzi się zdrowymi i choć część tych ludzi dziedzicząc po matkach skłonności do otyłości, bo w czasie ciąży np było za mało ruchu, zbyt niska/wysoka waga urodzeniowa, alkohol, używki, cukrzyca ciążowa, infekcje, to nadal moim zdaniem nie jest jeszcze wyrokiem, aby ktoś musiał być całe życie gruby i z całą pewnością rodzimy się zdrowi, albo względnie zdrowi, ale od naszych rodziców, a później od nas samych bardzo dużo zależy jak ukształtuje się nasz metabolizm i których genów nastąpi ekspresja.

Wróćmy zatem trochę do sztywnej nauki. Zdrowi ludzie, czy względnie zdrowi, nawet Ci z podwyższoną glukozą na czczo, czy za wysokim ciśnieniem, zgodnie ze wzorem harrisa benedicta, redukują, kiedy ustawimy im bilans, -20% w stosunku do zapotrzebowania kalorycznego. Nawet jeśli mamy pierwsze objawy insulinooporności, której symptomy mogą się pojawić nawet po 3 dniach bilansu 200% kcal (jemy 6000kcal zamiast 3000kcal i po 3 dniach, następuje hiperglikemia i hiperinsulinemia). Jest to typ insulinooporności postreceptorowej, która zaburza sygnały GLUT 4 i komórki stają się niewrażliwe na glukozę. Nie ma co się dziwić jak bak jest pełny to więcej nie nalejemy, wątroba i mięsnie nie chcą więcej glukozy, więc trzeba coś z nią zrobić żeby nie krążyła we krwi, więc wraca do wątroby i jest szybko zamieniana w tłuszcz.
Oczywiście w takim przypadku, aktywność fizyczna, spożycie odpowiedniej ilości kcal (bilans 0, lub lekki minus), jakieś delikatne cardio na czczo i szybko wrażliwość insulinowa wraca do normy. A co w przypadku kiedy stan nadwyżki trwał bardzo długo? - Zbudowaliśmy bardzo dużą ilość dodatkowej tkanki tłuszczowej która jest aktywna metabolicznie i produkuje związki prozapalne (cytokiny), wzmacniając patologiczne stany w naszym organizmie, powodując jeszcze większą niewrażliwość receptorów, czy przemęczenie trzuski, która produkuje olbrzymie ilości insuliny, a w przyszłości, mogąc nawet doprowadzić do jej uszkodzenia i powstania cukrzycy typu II.
OK, ale dajmy na to, że w porę się zorientowaliśmy, że pojawiły się boczki i zaczęliśmy kombinacje z dietami...
Na początku coś tam zawsze pójdzie, jeśli nasz organizm nie jest jeszcze wrakiem, ale w pewnym momencie zaczyna wszystko spowalniać. Czujemy się sfrustrowani...
Kiedy jeszcze mamy motywację najczęściej obcinamy kolejne kcal, raz drugi, trzeci.
Efekt od kompleksowości diety bywa różny. Dietetyk konował, jak będzie redukował na 10% białka, bez aktywności fizycznej, to doprowadzi do znacznego spadku masy mięśniowej, więc nasz organizm pozbywając się mitochondriów w mięsniach (piecy energetycznych/silników). Mocno obniża spoczynkowe wydatkowanie energii.
Efekt sylwetkowy nie jest najlepszy, bo traci się trochę wody, trochę tłuszczu, dużo mięsni i powstaje sylwetka skinny fat.
Co dalej? Dochodzimy do momentu, że nie ma już z czego ucinać, a nawet kolejne ucinanie, nie powoduje redukcji masy ciała, bo zestresowany organizm wytwarza tak ogromne ilości kortyzolu, że "puchniemy" od gromadzenia się wody podskórnej. Dochodzi do hiperkotyzolemii, która może spowodować hiperinsulinemię, a u kobiet PCOS, hiperandrogenizm. Permanetny deficyt energetyczny obniża drastycznie ilość hormonów płciowych, hormony tarczycy. Rozwijają się stany depresyjne, zaburzenia erekcji, czy zanik miesiączki. Ogólne uśpienie cech rozrodczych, bo organizm nastawia się na tryb przetrwania, a nie rozmnażania. Narastająca frustracja, a także obniżenie leptyny, czy nawet leptynoopoprność, w powiązaniu ze spadkiem nastroju będzie kusiła do coraz częstszego "grzeszenia", aby pocieszyć się wyrzutami dopaminy, po obżarstwie, ale niekoniecznie serotoniny, kiedy najdą nas wyrzuty sumienia. Obżarstwa będą zazwyczaj kiepskiej jakości odżywczej, więc tylko nasilimy stany zapalne tłuszczami trans, insulinooporność przez mega dawki kaloryczne, a organizm nadal będzie pozostawał w stanie niedożywienia makro i mikroelementami, których bardzo często dużo brakuje przy takim permanętnym odchudzaniu i głodówkach. Należy także mieć na uwadzę, że organizm w ramach mechanizmów kompensacji, bardzo zmniejsza NEAT (spontaniczną aktywność fizyczną) co się objawia krótko mówiąc lenistwem, z punktu widzenia osoby trzeciej.

W takim razie jak z tego wyjść? Jeden z bardzo znanych i cenionych dietetyków sportowych , w Polsce, zwolennik high carb, prowadzący wiele szkoleń i seminariów, proponuje, aby obliczyć jeszcze raz zapotrzebowanie, najbardziej aktualne i odrazu "wskoczyć" na bilans -10 -15% zapotrzebowania.... Po długotrwałej redukcji i kilku ówczesnych cięciach kalorii, ostatnie trzymanie diety opierało się przykładowo o 1200kcal, przy zapotrzebowanie zerowym 2500kcal.
Propozycja jest taka żeby przykładowo pierwszy tydzień ustawić ok 2200kcal i dalej co tydzień dążyć do zerowego bilansu. Według zapewnień tego sympatycznego mościa, w wielu przypadkach "podbicie" kcal powoduje już od pierwszych dni wzrost enegii, spadek masy ciała, spowodowany przez usuwanie nadmiaru wody podskórnej. Powracanie organizmu do homeostazy. Wzrost poziomu hormonów. A co jeśli nie zadziała?
Przyczyny mogą leżeć w daleko posuniętych zmianach hormonalnych... ale na to wszystko powinny dać odpowiedź badnia: krzywa glukozowo insulinowa, kortyzol, hormony płciowe, hormony tarczycy, wskaźniki stanów zapalnych?
W tym wypadku należy uświadomić pacjenta/klienta, daną osobę, że należy skupić się na naprawianiu, a nie odchudzaniu, bo tego drugiego organizm ma dość w obecnej chwili i tego nie ogarnie.

I teraz chciałem dojść do sedna sprawy: co jeśli dana osoba na zerowym bilansie przy rygorystycznych założeniach przybiera na wadzę, chociaż od kilku miesięcy dieta jest bardzo zbilansowana, zdrowa, mniej niż 10% cukrów, niewiele fruktozy, przewaga tłuszczy jednonienasyconych i wielonienasyconych, bardzo dobre proporocje mikroelementów, suplementacja, wyniki badań bardzo ładne, żadnych śladów patologii w diagnostyce?
Przy ustaleniu podaży -15% -20% (nadal bardzo rygorystycznie zaniżanej) dana osoba zaczyna delikatnie chudnąć, bardzo powoli, ale ryzykownie ocierając się w tym momencie o granice rozsądku, gdyż, dalej obniżając spowodujemy nawrót problemów hormonalnych i obniżenia metabolizmu...
Pojawia się w tym momencie pytanie o genetykę i genetyczne predyspozycje do większej aktywności spontanicznej, hormonów t3, innego polimorfizmu wrażliwości insulinowej, czy tak nielubiany w świecie naukowym nigdy nie udowodniony somatotyp?
Inna osoba o identycznych parametrach wzrostu, wagi, chudła by jak szalona spożywając ok 300kcal więcej, a tutaj bardzo mozolne postępy.  :-\

Kontynuując ekperyment i chcąc przełamać mizerne efekty, postanowiono tymczasowo doładować organizm przyjmując t3 w dawce 50mcg.
W pełni świadomie rozumiejąc tymczasowe zablokowanie endogennej produkcji hormonów tarczycy, chcemy zmusić organizm do powstania większej ilości receptorów t3, urochomić całą kaskadę reackji, nakręcające metabolizm, poprzez termogenezę czy większą spontaniczną aktywność fizyczną. Po ok 2-3 tygodniach eksperymentu widać wyraźną poprawę, kalorie są już na poziomie ok +5% w stosunku do rygorystycznego zapotrzebowania, a waga spada, spontaniczna aktywność fizyczna wzrosła, jak i subiektywne odczucia ciepła. Chcemy jeszcze podbić o ok 200-300 kcal, tak aby "dojść" do ok +10 +15% i wtedy pomału schodzić z t3. Dodać na zejściu przez kilka dni oryginalny oxandrolon, i dietę very high carb, cynk, selen, b complex, l-tyrozynę, albo NALT. I zobaczyć czy efekt się utrwali.

Interesuje mnie temat pobudzenia większej ilości receptorów t3, czy tworzenia nowych? gdzieś mi się obiło to o uszy w literaturze, ale nie mogę znaleźć ciekawszych, czy praktyczniejszych informacji. Temat jest bardzo ciekawy, warty przemyślenia w kontekście "przyspieszenia" pracy nad odpowiednim tempem metabolizmu, czy "wychodzenia" z metabolic damage. Oczywiście w przypadkach zioła typu insulean, adaptageny, lukrecja, kurkumina czy inne antyoksydanty mogą świetnie wspomóc "wyjście" z tego ślepego zaułku, ale najlepiej żeby były dobrane po ówczesnych badaniach. Gorzej jak w omawianym przypadku, na badaniach wszystko było w normach, wskaźnik HOMA-IR był świetny, krzywa glukometrem, robiona kilka razy, kortyzol, ładnie w normie chyba 18, hormony tarczycy: T4 było około połowy widełek, czyli bez szału, ale T3 było już znacznie więcej niż połowa, mniej więcej na 70% maksa, więc konwersja niezła, a pomimo tego efekty bardzo mozolne, mizerne, momentami nawet żadne, co demotywowało dziewczynę i "odpuszczała", ale też bez znacznego obżarstwa, bo je ogólnie mało.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 10, 2018, 10:41:07 pm by reprezentant »

Offline eciupeciu

  • Newbie
  • *
  • Wiadomości: 13
  • Karma: +1/-0
    • Zobacz profil
Odp: Metabolic Damage
« Odpowiedź #1 dnia: Kwiecień 11, 2018, 09:19:20 am »
czemu na kilka dni oxandrolon?
i na jaki % btw w high carb będziecie schodzić?

Offline reprezentant

  • Full Member
  • ***
  • Wiadomości: 103
  • Karma: +6/-0
    • Zobacz profil
Odp: Metabolic Damage
« Odpowiedź #2 dnia: Kwiecień 12, 2018, 07:57:51 am »
czemu na kilka dni oxandrolon?
i na jaki % btw w high carb będziecie schodzić?
oxandrolon, zwiększa wychwyt t3 w ustroju, czy nawet samą konwersję... nie znam dokładnie mechanizmu tego działania, ale są badania, że oxa vs. placebo podnosi t3, więc chwilowo chce zastosować takie coś jak booster /1/
Co do BTW to będzie carbcycling, w dni nietreningowe większy udział tłuszczy, a w dni treningowe większy udział węgli i większa kaloryka. Białko na poziomie 2g kmc, tłuszcze będą ok 20-30%, reszta carbsy.

1 - https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16135924
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 12, 2018, 07:59:35 am by reprezentant »

 

Stats

użytkowników
Stats
  • Wiadomości w sumie: 10410
  • Wątków w sumie: 638
  • Online Today: 41
  • Online Ever: 179
  • (Styczeń 31, 2018, 03:58:13 pm)
Użytkownicy online