Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Pokaż wątki - sportacademy

Strony: [1] 2 3 4
1
Czytelnia-Suplemantacja / Kurkumina na mięśnie
« dnia: Listopad 06, 2018, 10:59:20 pm »
Kurkumina na mięśnie

Art. Sławomir Amroziak

Kto z nas nie jadł nigdy w życiu curry? Chyba nie znajdziemy nikogo takiego…? Potrawy typu curry charakteryzują się specyficznym aromatem, pikantnym smakiem i żółtą barwą. Tę barwę zawdzięczają kurkuminie. Kurkumina to żółty barwnik popularnej przyprawy kulinarnej – kurkumy, składnika curry, który zdobywa coraz większą sławę jako środek wybitnie sprzyjający zdrowiu. Kurkumina jest przede wszystkim naturalnym środkiem przeciwzapalnym, który w eksperymentach in vitro (poza organizmem) oraz w przedklinicznych modelach badawczych wykazywał właściwości lecznicze względem takich chorób, jak różnego typu zespoły bólowe i choroby neurodegeneracyjne, zapalenie jelit i alergie, a także infekcje i nowotwory.

Kurkumina wywiera również dobroczynny wpływ na mięśnie, dzięki czemu może być wykorzystywana w walce z zanikiem (atrofią) mięśni towarzyszącym procesowi starzenia się organizmu, nazywanym fachowo sarkopenią, jak też we wspomaganiu treningu siłowego u osób ćwiczących rekreacyjnie i sportowców. Naukowcy wykonali np. badania dowodzące przydatności kurkuminy w powstrzymywaniu kacheksji, czyli wyniszczenia mięśni będącego efektem przebiegu jakiejś choroby wyniszczeniowej, np. choroby nowotworowej (Busguetes, 2001; Siddiqui, 2009, He, 2011). Do chorób przewlekłych, sprowadzających kacheksję, zaliczmy również cukrzycę. Atrofia mięśni związana z przebiegiem cukrzycy wynika z faktu niskiej wrażliwości tkanki mięśniowej na insulinę – hormonu, który z jednej strony „pompuje” do mięśni glukozę i tym sposobem normalizuje jej poziom we krwi, z drugiej zaś pobudza produkcję białek we włóknach mięśniowych. A w walce z atrofią towarzyszącą przebiegowi cukrzycy pomocna okazuje się właśnie kurkumina, na co dowodów dostarczają nam przynajmniej cztery doświadczenia – Kanga z 2010, Xaviera i Denga z 2012 oraz Ono z 2015 r., w których badano relacje pomiędzy kurkuminą a insuliną zachodzące w komórkach mięśniowych.

Natomiast w najnowszym badaniu naukowcy zajęli się sprawą przydatności kurkuminy w przeciwdziałaniu sarkopenii (Receno, 2017). W eksperymencie tym zbadano wpływ suplementacji kurkuminy na charakterystykę parametrów mięśniowych starzejących się szczurów. Czternaście 32-miesięcznych samców szczurów otrzymywało przez 4 miesiące odpowiednio skomponowane diety. Jedna grupa, kontrolna, otrzymała tzw. dietę ad libitum, czyli mogła po prostu zajadać się do woli. Ponieważ jednak jednej z przyczyn sarkopenii upatruje się w niedożywieniu osób starszych, dlatego druga i trzecia grupa spożywała taką samą dietę, ograniczoną kalorycznie, z których jedna zawierała 0,2-procentowy dodatek kurkuminy. Po okresie suplementacji, masę ciała zwierząt, ich masę mięśniową i cechy kurczliwości ich mięśni analizowano za pomocą niezależnych testów próbnych.

Masa mięśniowa (mierzona wagą jednego z wybranych do testu mięśni) gryzoni prowadzonych na diecie niedoborowej była faktycznie znacząco niższa i utrzymywała się na poziomie 0,190 g, podczas gdy masa mięśniowa zwierząt z grupy kurkuminowej i kontrolnej była podobna, i wynosiła odpowiednio 0,285 i 0,306 g. Szczytowe napięcie skurczowe i szczytowe napięcie toniczne mięśni nie różniły się istotnie pomiędzy grupami, jednak znormalizowane, szczytowe napięcie toniczne było o 30% większe w grupie kurkuminowej, w porównaniu z grupą diety niedoborowej.

Dalej naukowcy informowali, że obecnie prowadzą doświadczenia z większą liczby prób, będące kontynuacją badań mających na celu wyjaśnienie wpływu kurkuminy na parametry funkcjonalności mięśni, których wstępne wyniki sugerują, że kurkumina może osłabiać spadki masy mięśniowej powodowane zmniejszeniem spożycia pokarmu i procesami starzenia się organizmu.

A to oczywiście bardzo dobra wiadomość nie tylko dla seniorów korzystających z aktywności ruchowej, ale również tych sportowców, którzy z uwagi na strategię startową zmuszeni są do okresowego ograniczania poboru kalorii.


https://slawomirambroziak.pl/legalne-anaboliki/kurkumina-na-miesnie/#more-2032

2
Czytelnia-Suplemantacja / Czarny imbir – potencja, siła, wytrzymałość
« dnia: Wrzesień 20, 2018, 05:10:44 am »
Autor: Sławomir Ambroziak


Słowa kluczowe: czarny imbir, polimetoksyflawony, PDE5, tlenek azotu, testosteron, viagra, AMPK, potencja seksualna, wytrzymałość, siła mięśni.

Czarny imbir to roślina spokrewniona z popularnym imbirem, szeroko rozpowszechniona w tropikalnej Azji. Naukowcom znany jest jako Kaempferia parviflora, a w Japonii powszechnie nazywany „czarną kurkumą” lub właśnie „czarnym imbirem”. Tymczasem w kraju jego pochodzenia, w Tajlandii, tubylcy mówią o nim jako o Krachai Dam.

Tradycyjnie czarny imbir uznawany jest przez Azjatów za środek energizujący i tonizujący. W regionie Azji Południowo-Wschodniej, szczególnie w Tajlandii, ludzie piją herbatę gotowaną z plastrami czarnego imbiru, a także nalewki nastawiane na jego kłączu. W medycynie ludowej jest powszechnie stosowany jako energizer oraz środek w leczeniu dolegliwości żołądkowo-jelitowych.

Czarny imbir jest bogatym źródłem flawonoidów, o szczególnie wysokiej zawartości polimetoksyflawonów – najwyższej spośród wszystkich surowców flawonoidowych. Naukowcy z Kyoto Pharmaceutical University zidentyfikowali w ekstrakcie z czarnego imbiru 8 wariancji polimetoksyflawonu, przy najwyższej zawartość obecnego w nim 5,7-dimetoksyflawonu.

Wyniki badań klinicznych z udziałem ludzi wskazują, że ekstrakt z czarnego imbiru poprawia krążenie krwi obwodowej oraz unaczynienie tkanek obwodowych. Ekstrakt z czarnego imbiru to funkcjonalny składnik pokarmowy o działaniu krążeniowym i przeciwobrzękowym. Badania dowiodły również jego aktywności przeciwzapalnej i przeciwcukrzycowej, a także zdolności do wspomagania potencji seksualnej i tężyzny fizycznej. Ponieważ za potencję seksualną odpowiadają te same molekuły, które jednocześnie wnoszą największy udział w rozwój tężyzny fizycznej – hormon gazowy, tlenek azotu oraz męski hormon płciowy, testosteron – dlatego warto przedstawić wyniki pokazujące pozytywny wpływ czarnego imbiru na jeden i drugi czynnik.

I tak w jednym z badań wykonanym poza organizmem, z użyciem komórek ludzkiego śródbłonka naczyniowego, wykazano, że komórki hodowane na podłożu z dodatkiem ekstraktu z czarnego imbiru, w porównaniu z hodowlą kontrolną, produkują o 50% więcej enzymu syntetyzującego tlenek azotu i wytwarzają 2-krotnie więcej cząsteczek tego hormonu gazowego (Wattanapitayakul, 2007).

Tlenek azotu wpływa pozytywnie na mięśnie, a tym samym na tężyznę fizyczną, na dwa sposoby – albo w sposób niezależny, albo zależny od swojego przekaźnika sygnałowego, zapisywanego skrótem cGMP. Natomiast na potencję seksualną działa głównie tym drugim sposobem. A ponieważ ten przekaźnik rozkładany jest przez enzym PDE5, dlatego blokery tego enzymu, takie jak popularna viagra (sildenafil), wyraźnie wzmagają potencję. Okazuje się jednak, że na drodze tego samego mechanizmu viagra oddziałuje korzystnie na muskulaturę, zwiększając ponad 2-krotnie syntezę białek mięśniowych oraz poprawiając o ok. 80% wytrzymałość i o ok. 20% siłę mięśni (Sheffield-Moore, 2013). Dlatego bardzo istotny wydaje się wynik badania, w którym dochodziło pod wpływem ekstraktu z czarnego imbiru do 26-procentowego ograniczenia aktywności enzymu PDE5 (Temkitthawon, 2011).

Natomiast badanie odnośnie poziomu testosteronu wykonano jako porównanie aktywności na tym polu ekstraktu z czarnego imbiru i ekstraktu z maki peruwiańskiej, znanej jako popularny afrodyzjak. A tutaj, w porównaniu z kontrolną hodowlą komórek jąder, dodatek do podłoża hodowlanego ekstraktu z czarnego imbiru zwiększał o ok. 15% produkcję testosteronu, dodatek ekstraktu z maki peruwiańskiej – o ok. 50%, zaś dodatek obu ekstraktów – o ok. 60% (Oryza, 2016). Z tego wynika, że wprawdzie sam w sobie czarny imbir jest pobudzaczem produkcji testosteronu o umiarkowanej aktywności, to jednak wzmacnia wyraźnie podobną aktywność innych afrodyzjaków.

Ponadto w badaniach poza organizmem na komórkach mięśniowych wykazano, że ekstrakt z czarnego imbiru zwiększa o ok. 75% aktywność bardzo ważnego dla energetyki pracy mięśniowej enzymu – AMPK, a tym samym – o ok. 125% poziom produkcji energii komórkowej (Toda, 2016), czyli działa dokładnie tak samo, jak zakazany w sporcie środek dopingujący o nazwie AICAR. (Tak wysoki wzrost produkcji energii może przekładać się również na redukcję tkanki tłuszczowej.) W tej sytuacji nie powinniśmy się dziwić, że czarny imbir wpływa wyraźnie pozytywnie na naszą tężyznę fizyczną. Kiedy bowiem badacze podawali gryzoniom przez 4 tygodnie ekstrakt z czarnego imbiru w dawce odpowiadającej 450 mg dziennie w przeliczeniu na ludzi, myszy mogły pływać 2 razy dłużej od swoich konkurentek z grupy kontrolnej, pozbawionej podobnego wspomagania (Toda, 2016).

Doświadczenia z udziałem ludzi wykonane pod rygorem badań klinicznych wskazywały, że ekstrakt z czarnego imbiru wpływa wyraźnie dodatnio na sprawność fizyczną, a mianowicie na siłę chwytu, siłę mięśni nóg, równowagę, wytrzymałość i aktywność lokomotoryczną sportowców oraz starszych, ogólnie zdrowych osób. Przykładowo do jednego z tych badań zrekrutowano 24 zdrowych ochotników, gdzie każdy ochotnik zażywał raz dziennie, przez 4 tygodnie, jedną kapsułkę zawierającą 100 mg ekstraktu z czarnego imbiru lub taką samą ilość placebo. Zarówno przed rozpoczęciem suplementacji, jak też pod koniec okresu suplementacyjnego, przeprowadzono testy sprawności fizycznej, które pozwoliły ocenić, że – w porównaniu z grupą placebo – grupa czarnego imbiru poprawiła ponad 7.5-krotnie aktywność lokomotoryczną swoich mięśni, ponad 4-krotnie wytrzymałość mięśniową, ponad 3.5-krotnie siłę mięśni nóg oraz (uwaga!) ponad 10-krotnie siłę mięśni rąk (Wattanathorn, 2012; Promthep, 2015; Kazuya, 2016).

Wszystko wskazuje więc na to, że czarny imbir może być znakomitym suplementem diety zarówno dla Panów dbających w swoją sprawność seksualną i muskularną posturę, jak też sportowców wyczynowych – i to zarówno z dyscyplin wytrzymałościowych, jak też siłowych i sylwetkowych.


https://slawomirambroziak.pl/legalne-anaboliki/czarny-imbir-potencja-sila-wytrzymalosc/

3
Alasdair Fotheringham to uznany kolarski ekspert, autor m.in. biografii Miguela Induraina czy - uznawanego za najlepszego górala wszech czasów - Federico Bahamontesa
Z Brytyjczykiem rozmawialiśmy m.in. o Tour de Pologne i szansach Polaków podczas Vuelta a Espana
Jego zdaniem zarówno w Kwiatkowskim, jak i Majce drzemie gigantyczny potencjał
Skoro spotykamy się podczas Tour de Pologne, nie mogę nie zacząć od pytań o ten wyścig. Jeżeli się nie mylę, nie przyjechał pan na niego po raz pierwszy?

- Nie, nie. Po raz pierwszy pojawiłem się w 2010 roku, kiedy triumfował Dan Martin. To był znakomity, pasjonujący tydzień. To dość zabawne, bo w sumie w Polsce znalazłem się przypadkiem, pracując wtedy jako korespondent "Time". Temat Martina był nośny, bo to co prawda Irlandczyk, ale posiadający bardzo silne związki z Wielką Brytanią. Pamiętam niezwykle zaciętą rywalizację. Popraw mnie, jeżeli się mylę, ale zaczęliśmy chyba w Warszawie, a potem ruszyliśmy na południe.

Praktycznie rok w rok impreza kończy się na południu.

- No właśnie. Pamiętam, że odwiedziliśmy między innymi muzeum w Auschwitz. To było niezwykłe przeżycie, bardzo poruszające. Nie było dopingu, nie było świętowania... tylko skupienie. Kończyliśmy za to w Krakowie, sprinterskim etapem. Chyba wygrał Andre Greipel. Zapamiętałem ten wyścig jako bardzo przyjemny, kolorowy i emocjonujący. Bardzo chciałem na niego wrócić i to mi się udało.

Skoro ma pan takie ciepłe wspomnienia to powiedz: jak Ty postrzegasz Tour de Pologne? W naszym kraju nie brakuje opinii, że to jedna z najsłabszych imprez w kalendarzu World Touru.

- Najsłabszych? Byłem na wielu wyścigach najwyższej rangi i mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że to wręcz jedna z lepszych imprez. Organizacja jest wręcz fantastyczna. Z miejsca potrafię wymienić kilka tygodniówek, które pod tym względem są o wiele gorsze. Co do obsady... przyjeżdża na niego spore grono zawodników, którzy mają już w nogach "Wielką Pętlę" i chcą wykorzystać szczyt formy. Przykład mamy chociażby w postaci Michała Kwiatkowskiego. Pojawiają się też tacy, dla których polski wyścig otwiera drugą część sezonu.

Kilka lat temu wyścig został przesunięty w kalendarzu o parę dni. W założeniu - aby stał się lepszą opcją dla tych, którzy chcą jechać na Vueltę, ale nie wszyscy uważają to za dobre rozwiązanie.

- Nie rozumiem tego podejścia. Mamy przecież wielu kolarzy, którzy celują na Tour de Pologne w dobry wynik. W tym roku pojawili się przecież Aru, Pinot... wiadomo, w perspektywie mają Vueltę, ale w waszym kraju pokazali się ze znakomitej strony. To naprawdę jest świetny wyścig, dla wielu - cel sam w sobie. Wielu też tak naprawdę odkrywa go, kiedy pojawi się na nim po raz pierwszy. Przykład? Kilka dni temu rozmawiałem z Georgem Bennettem, który miał w kwestii startu w Polsce mieszane odczucia. Kilka dni później, kiedy spotkaliśmy się ponownie, był zachwycony

To na pewno cieszy, ale wróćmy jeszcze na moment do specyfiki wyścigu, a raczej – jej braku. Przez kilka lat jednym z etapów była "czasówka", ale z niej zrezygnowano. Teraz postawiono na krótkie, pagórkowate etapy. Wciąż eksperymentujemy, ale czy jest to dobra droga?

- Podobnym wyścigiem jest Vuelta a Catalunya. Tam także nie ma "czasówki", a kiedy przed rokiem pojawiła się jej drużynowa odmiana - odniosła spektakularny sukces. Myślę, że powrót jazdy indywidualnej byłby ciekawym rozwiązaniem. Oczywiście, odpowiednio krótkiej, powiedzmy 10-15 kilometrów. Może poprowadzonej po wzgórzach? To z pewnością wniosłoby trochę świeżości. Może też… przepraszam, ale wybaczysz mi moją geograficzną ignorancję?

Jasne, o co chodzi?

- Naprawdę nie macie w Polsce dłuższych podjazdów niż te, które oglądamy?

W całym kraju są tylko trzy takie, które według kryteriów organizatora Tour de France można klasyfikować jako premie I kategorii. Dwa z nich - na terenie Parku Narodowego, jeden - Parku Krajobrazowego.

- Ok, zatem zostańmy przy temacie "czasówki". Myślę że to ożywiłoby wyścig. Może spróbować prologu? Dołożyć jeszcze jeden dzień i poprowadzić go przez malownicze wzgórza na północ od Krakowa, pełne ruin zamków? Opcji jest wiele.

Tegoroczna edycja była starciem Michała Kwiatkowskiego i Team Sky z chcącym ich pokonać peletonem. W Polsce nie brakuje dyskusji na temat sposobu, w jaki „Kwiato” prowadzi swoją karierę. Czy twoim zdaniem jego przejście do Team Sky było dobrym wyborem? Patrick Lefevere uważał, że w przypadku pozostania w jego zespole, mógł się stać absolutną gwiazdą jednodniowych wyścigów. On sam jednak myśli chyba o walce w Grand Tourach.

- Myślę, że tak. Sky zdaje się mu odpowiadać, ale… wciąż myślę o tym, czy jest w stanie sprawdzić się w trzytygodniowych zmaganiach. Pokazał, że radzi sobie znakomicie w wyścigach takich, jak Tirreno-Adriatico, ale to jednak zupełnie coś innego. Co do klasyków: jako mistrz świata wygrał Amstel Gold Race, tymczasem w tym roku, podczas ardeńskiej kampanii zawiódł jako lider. Myślę, że ma jeszcze wiele tajemnic, które może przed nami odkryć.

A w jakim kierunku powinien pójść? Czy jest w stanie stać się pełnoprawnym grandtourowcem?

- Nie wiem. Jest kilku kolarzy którym się to udało, którzy przeszli tę drogę. To na pewno możliwe, ma potencjał, by zaistnieć w Tour de France. Czy wygrać ten wyścig – nie jestem w stanie powiedzieć. Kwiatkowski jest trochę jak Geraint Thomas, przypomina mi go. Obaj są niesamowicie wszechstronni. „G” wygrywał klasyki, jeździł na torze, wygrywał tygodniówki… „Kwiato” też ma na koncie sukcesy na prawie każdym polu. Jedno jest pewne – jest niesamowicie utalentowany.

Kwiatkowski może być następcą Froome’a i Thomasa w Sky? Kolejnym liderem grupy podczas Touru?

- Tak jak mówiłem: ma potencjał. Czy może być ich następcą? Może, aczkolwiek nie jest wcale powiedziane, że musi na stałe wiązać się z tym zespołem. Przykładem niech tu będzie Richie Porte, który po latach w ekipie odszedł, by poszukać swojej drogi.

Sporo mówi się u nas także na temat Rafała Majki. W tym roku zaliczył kolejne nieudane podejście do klasyfikacji generalnej Tour de France. Myśli pan, że jest w stanie jeszcze błyszczeć w trzytygodniowych wyścigach? Powtórzyć wyczyn z Vuelty kilka lat temu, kiedy stanął na podium?

- Sam sobie na to pytanie odpowiedziałeś. Jasne, że może. Wygrywał etapy podczas Tour de France, był tam dwukrotnie najlepszym góralem. Ma gigantyczny potencjał. Skoro był w stanie ukończyć Vueltę w pierwszej trójce, może zrobić to samo we Francji. Ma dopiero 28 lat i sporo czasu, by tego dokonać.

A czy Bora-Hansgrohe jest dla niego dobrym zespołem? Podczas tegorocznego Touru, kiedy Majce przydarzył się kryzys w trakcie alpejskich etapów, nikt nie był w stanie powiedzieć, co jest jego powodem. To już drugi sezon, podczas którego brakuje wartościowych wyników.

- Nie do końca się zgodzę, przecież przed rokiem wygrał etap podczas Vuelty, ale fakt – chyba musi powoli zacząć nadrabiać zaległości. W Borze dobrze radzą sobie z rozwojem sprinterów i pracą nad młodymi góralami, ale dla mnie to zagadka. Zdarza się, że zawodnicy mają słabszy jeden, dwa sezony, a potem wracają na szczyt. Według mnie dopiero trzy lata bez znaczących wyników mogą pokazać, że istnieje jakiś poważniejszy problem. To trudna sytuacja, ale popatrzmy na przykład Fabio Aru: od czasu pamiętnego Giro 2015 jeździł słabo, ale wrócił na szczyt i potrafi czarować.

Wybiegając myślami do mistrzostw świata: kto powinien być liderem naszej kadry: Majka czy Kwiatkowski? Czy jazda na dwóch liderów to dobry pomysł?

- Tegoroczna edycja będzie absolutnie fascynująca. Wiemy, że trasa będzie wymagająca, ale to nie wszystko. Wydaje mi się, że wbrew temu, co się mówi, nie czeka nas pojedynek wyłącznie między góralami. Szanse będą mieć też specjaliści od klasyków, dlatego posiadanie Kwiatkowskiego w talii to wielki atut. Powinniście jako zespół wykorzystywać wszystkie możliwe opcje i fakt, że wasza kadra będzie liczyć sześciu zawodników nie ma tu znaczenia. Popatrzmy na 2013 rok, mistrzostwa we Florencji i Rui Costę, na Petera Sagana… Czasami taktyczny zmysł znaczy więcej niż wsparcie partnerów, a to coś, co Kwiatkowski z pewnością ma.

4
Szatnia / Anthony Joshua vs Wladimir Klitschko
« dnia: Maj 01, 2017, 12:14:51 am »
Raduje się me serce jak ukraiński banderowiec wali sie na deski ,bardzo sie raduje.

poniżej cała walka do obejżenia.

https://www.youtube.com/watch?v=KSG4AJwigwk

5
Szatnia / Dobrodziejstwa i "Misje"USA.
« dnia: Kwiecień 30, 2017, 11:53:03 pm »
Pokażę wam teraz, ile to razy USA "musiało" wprowadzać na świecie "demokrację", tylko od początku XX wieku (pomijam "wprowadzanie demokracji" w samej Ameryce i milionach ofiar wśród - Indian, Francuzów, Brytyjczyków, Afrykańczyków itd.):

1901-wprowadzenie wojsk do Kolumbii
1902-najazd na Panamę
1903-USA skierowały do Przesmyku Panamskiego okręty wojenne w celu izolowania Armii Kolumbijskiej
1903-inwazja Hondurasu, Republiki Dominikany i Syrii
1904-inwazja Korei, Maroko i Republiki Dominikany
1904-1905-wojska amerykańskie interweniują w wojnie rosyjsko-japońskiej
1905-wojska amerykańskie ingerują w rewolucję w Hondurasie
1905-wprowadzenie wojsk do Meksyku (pomagano dyktatorowi Porfirio Diazowi w tłumieniu powstania)
1905-wprowadzenie wojsk do Korei
1906-inwazja amerykańska na Filipiny, stłumienie powstania narodowowyzwoleńczego
1906-1909-amerykańskie wojska wkraczają na Kubę w czasie wyborów
1907-wojska amerykańskie wprowadzają w życie protektorat „dolarowej dyplomacji” w Nikaragui
1907-wojska amerykańskie interweniują w rewolucję w Republice Dominikany
1907-wojska amerykańskie uczestniczą w wojnie Hondurasu z Nikaraguą
1908-wojska amerykańskie wkraczają do Panamy podczas wyborów
1910-Nikaragua. Wojska amerykańskie wkraczają do portów Bluifilz i Corinto
1911-Amerykanie lądują w Hondurasie w celu wsparcia powstania pod wodzą byłego prezydenta Manuela Bonnity przeciwko legalnie wybranemu prezydentowi Miguelowi Davila
1911-stłumienie antyamerykańskiego powstania na Filipinach
1911-wprowadzenie wojsk amerykańskich do Chin
1912-wojska amerykańskie wchodzą do Hawany (Kuba)
1912-wojska amerykańskie wchodzą do Panamy podczas wyborów
1912-napaść wojsk amerykańskich na Honduras
1912-1933-okupacja Nikaragui, ciągła walka z partyzantami. Nikaragua przekształciła się w kolonię monopolu „United Fruit Company” i innych firm amerykańskich
1914-wojska amerykańskie wchodzą do Republiki Dominikany, walki z powstańcami o Santo Domingo
1914-1918-seria najazdów na Meksyk
1914-1934-Haiti. Po licznych powstaniach Ameryka wprowadza swoje wojska, okupacja trwa 19 lat
1916-1924-8-letnia okupacja Republiki Dominikany
1917-1933-okupacja wojskowa Kuby, protektorat ekonomiczny
1917-1918-udział USA w I Wojnie Światowej. Początkowo Ameryka utrzymuje neutralność czyli sprzedaje broń za astronomiczne kwoty, bogaci się niewyobrażalnie, przystępuje do wojny dopiero w 1917 roku to znaczy prawie przy samym końcu, straciła zaledwie 40 tysięcy ludzi (przykładowo Rosjanie 2 miliony), ale po wojnie ogłasza się głównym zwycięzcą. Pretekstem do przyłączenia się do wojny, było wysłanie 07.05.1915 r., parowca transatlantyckiego - RMS Lusitania z blisko 3000 osób na pokładzie w rejon konfliktu. Statek został storpedowany przez niemiecki okręt podwodny w wyniku którego, śmierć poniosło 1198 pasażerów (w tym 139 obywateli Stanów Zjednoczonych). 06.04.1917 r., USA oficjalnie wypowiadają wojnę Niemcom i stają się przez to uczestnikiem w wojnie. Istnieją przekazy, iż agenci niemieccy w USA, wiedząc o planowanej przez USA operacji w stylu false flag, dążyli do uniknięcia tragedii (Niemcy bały się przystąpienia USA do wojny), publikując w amerykańskiej prasie ostrzeżenia, by amerykańscy pasażerowie nie wykupywali biletów na rejsy statków pasażerskich, wpływających na wody objęte działaniami wojennymi.
1918-1922-interwencja w Rosji
1918-1920-Panama. Po wyborach wprowadza wojska w celu pacyfikacji zamieszek
1919-Kostaryka. Powstanie przeciwko reżimowi prezydenta Tinoco. Pod naciskiem USA Tinoco zrezygnował ze stanowiska prezydenta jednakże niepokoje w kraju nie ustały. Lądowanie wojsk USA w celu „obrony amerykańskich interesów”. Wybór na urząd prezydenta D. Garia. W kraju przywrócono rządy demokratyczne
1919-wojska amerykańskie walczą po stronie Włoch przeciwko Serbom w Dalmacji 1919-wojska amerykańskie wchodzą do Hondurasu podczas wyborów
1920-Gwatemala. Dwutygodniowa interwencja
1921-Amerykańskie wsparcie dla rebeliantów walczących o obalenie prezydenta Gwatemali Carlosa Herrero w interesie „United Fruit Company”
1922-interwencja w Turcji
1922-1927-wojska amerykańskie w Chinach podczas powstania ludowego 1924-1925-Honduras. Amerykańskie wojska napadają na kraj podczas wyborów 1925-Panama. Wojska amerykańskie rozpraszają i tłumią strajk generalny
1926-amerykańska inwazja na Nikaraguę
1927-1934-Na całym terytorium Chin stacjonują wojska amerykańskie
1932-Salwador. Inwazja od strony morza. W tym czasie trwało powstanie
1936-Hiszpania. Wprowadzenie wojsk podczas wojny domowej
1937-pojedyncze starcie militarne z Japonią
1937-Nikaragua. Z pomocą wojsk amerykańskich Somoza dochodzi do władzy obalając legalny rząd Sacasa. Somoza zostaje dyktatorem, członkowie jego rodziny rządzili krajem przez 40 lat
1939-wprowadzenie wojsk do Chin
1941-1945-udział USA w II wojnie światowej, którą również same prowokowały (powtórka z I W.Ś.), udzielając na potęgę kredytów A.H i wspierając w zbrojeniach na olbrzymią skalę - obie strony konfliktu. Amerykanie prowokowali od dłuższego czasu Japonię i 07.12.1941 r. mieli już doskonały pretekst, by przyłączyć się osobiście do wojny. 9/10 marca 1945 roku podczas nocnego nalotu dywanowego na Tokio przy użyciu bomb zapalających, zabijają ok. 120 tys. osób.
W dniach - 6 oraz 9 sierpnia, Amerykanie dokonują ataku atomowego na Japonię w którym giną bezpośrednio i pośrednio (późniejsze choroby popromienne), setki tysięcy/miliony ludzi.
1950-1953-wojna w Korei. W działaniach bojowych brało udział 350 tysięcy ludzi, 1 tysiąc czołgów, ponad 300 okrętów. Przeważającą część kontyngentu i sprzętu wojskowego dostarczyły USA
1961, kwiecień-próba amerykańskiej inwazji na Kubę w rejonie Zatoki Świń w celu obalenia rządu Fidela Castro
1965-1973-wojna w Wietnamie. Największy udział sił zbrojnych USA po II Wojnie Światowej
1964-1973-operacja zbrojna USA przeciwko Frontowi Patet Lao w Laosie. Brało udział ponad 50 tysiące ludzi 25 października
1983-czerwiec 1985-operacja wojskowa USA „Nagła furia” na Grenadzie w celu obalenia lewicowego rządu tego wyspiarskiego państwa
1986, kwiecień-po wprowadzeniu sankcji ekonomicznych USA rozpoczęły akcje wojskowe przeciwko Libii. Zbombardowano dzielnice mieszkalne Trypolisu i Benghazi
1989, grudzień-wojskowa operacja USA pod nazwą „Just Cause” w Panamie w celu 1991-1995 i 1998-1999 usunięcia szefa kraju, prezydenta Noriegi, oskarżonego o handel narkotykami i o popieranie terroryzmu
1991, 17 stycznia-28 lutego-operacja wojskowa USA i ich sojuszników, o nazwie „Pustynna burza”, w wyzwoleniu Kuwejtu od irackiej okupacji
1991-1995 i 1998-1999-wojna etniczna w Jugosławii i agresja NATO przeciwko Federalnej Republice Jugosławii
1993, 17 stycznia-USA rozpoczęły atak rakietowy na iracki obiekt gdzie , według twierdzeń Waszyngtonu, prowadzono prace nad bronią jądrową w odległości 20 kilometrów od centrum Bagdadu
1993, 26 czerwca-USA dokonały uderzenia rakietowego w główny kompleks dowodzenia wywiadu irackiego w Bagdadzie w odpowiedzi na rzekome opracowanie przez Bagdad planów zabicia amerykańskiego prezydenta George’a Busha
1996, 3 września-USA dokonały ataku rakietowego na Irak po tym jak wojska irackie przeprowadziły operację przeciwko Kurdom w rejonie Erbil na północy Iraku
1998, 20 sierpnia-atak na „cele terrorystyczne” w Afganistanie i Sudanie w odpowiedzi na zamachy terrorystyczne na ambasady amerykańskie w Tanzanii i Kenii
1999, 24 marca-operacja „Sojusznicza siła”. Interesujący jest zwłaszcza ten historyczny przegląd na tle tego jak zachowują się USA i sojusznicy w sytuacji kiedy jeden niepodległy kraj próbował spacyfikować jedną samozwańczą republikę
2001, 7 października-Afganistan. USA przeprowadzają operację w Afganistanie w ramach operacji "Enduring Freedom", rozpoczętej rzekomo w odpowiedzi na zamach terrorystyczny z 11 września 2001 roku
2003, 20 marca-wojna iracka, konflikt który rozpoczął się od napaści sił USA i ich sojuszników na Irak w celu obalenia reżimu Saddama Husseina. Operacja nosiła nazwę „Iracka wolność”
2008, sierpień-konflikt zbrojny w południowej Osetii. Nieudana próba USA rozpoczęcia wojny z Rosją z wykorzystaniem Gruzji
2011, 19 marca-wojna w Libii. Pod wymyślonym i kłamliwym pretekstem stworzono powód do napaści na Libię
2013, wspieranie Al-Kaidy (co za perfidia!) w Syrii
2014, Obalenie legalnie wybranego Prezydenta i rewolta na Ukrainie

Obecnie wepchnęli się do Syrii, by "uwolnić" ten kraj od Assada.

6
Szatnia / Polonia Amerykańska
« dnia: Grudzień 30, 2016, 01:36:24 am »
Z racji tego ,że jesten na emigracji ok 20 lat i to w tym uSSamańskim regime pozwalam sobie zamieścic cały teks Stanisława Michalkiewicza dotyczący Poloni i nastrojów w niej od niedawna panujących bo przed tem wielu decydentów Polonijnych tokowało na nutę totalnie ubecką ,na dziś była by to nuta KOD czili Kurwy ,Opryszki i Darmozjady ,których należy spałować tak samo jak oni nas i mnie w 1981 pqlowali ,trzeba im odebrać wszysko co pochodzi z rabunku i kradzieży i należy ich oddać pod kuratelę Rosji i Prezydenta Putina ten mąż stanu chętnie tych zdrajców by przegnał po tajdze syberyjsjkiej ,kiedyś to były łagry ,dziś kolonie karne ,dzięki takim szujom iak te śmieci z KOD mój ojciec odbył 10 lat łagru na stepach Kazachstanu w kopalniach na Workucie.

Chała Bochaterom oraz Chwała Wielkiej Polsce.


http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3823

Z racji obowiązków publicystycznych jestem regularnym czytelnikiem „Gazety Wyborczej”, którą nazywam żydowską gazetą dla Polaków, co zaznaczyło się szczególnie od czasu, gdy współwłaścicielem spółki „Agora” został stary żydowski grandziarz finansowy Jerzy Soros, czytelnikiem portalu internetowego „Onet”, będącym internetową odkrywką TVN, którą z kolei podejrzewam o to, iż jest telewizyjną ekspozyturą Wojskowych Służb Informacyjnych, a którą też oglądam, żeby się zorientować, co myśli i do czego zmierza polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza, te wszystkie resortowe „Stokrotki”, której polityczną reprezentacją są właśnie Wojskowe Służby informacyjne, czyli stare kiejkuty. Powtórzę bowiem, gwoli przywołania do opamiętania wszystkich lamentujących nad „podziałami wśród Polaków”, że „wśród Polaków” żadnych tragicznych podziałów nie ma. Owszem – występują między nimi różnice ideologiczne, często nawet istotne i wzbudzające ostre polemiki, ale ich ramy wyznacza polska racja stanu. Tymczasem polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza, z którą od roku 1944 historyczny naród polski musi dzielić terytorium państwowe, do żadnego narodu polskiego zaliczać się nie może z tego prostego powodu, że stanowi ona na ciele tego narodu pasożytniczą narośl, rodzaj rakowego guza – bo jej celem jest pasożytowanie na narodzie polskim. A pasożyta niepodobna utożsamiać z jego żywicielem nawet, jeśli związany jest z nim na śmierć i życie. Bo pasożyt właśnie w taki sposób bywa ze swoim żywicielem związany i nawet jeśli doprowadzając go do śmierci, ściąga śmierć również na siebie, to nie zdaje sobie z tego sprawy. Podobnie stare kiejkuty, a za nimi cała rozbójnicza wspólnota, nie zdaje sobie sprawy z tego, że kiedy już doprowadzi historyczny naród polski do stanu bezbronności, w następstwie czego obca przemoc nad nimi zapanuje, wówczas we własnym interesie będzie chciała pozbyć się tubylczych pasożytów, choćby po to, żeby nie dzielić się z nimi łupem. Polityczna wojna, jaka przetacza się przez nasz nieszczęśliwy kraj, a która może zostać w którymś momencie przekształcona w wybuch przemocy, nie jest następstwem jakichś „podziałów wśród Polaków”, tylko kolejną edycją stanu wojennego, kiedy to polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza zbrojnie wystąpiła przeciwko niepodległościowym aspiracjom historycznego narodu polskiego.

Tedy czytam nie tylko publikacje sygnowane nazwiskami autorów, ale też i komentarze, które już są anonimowe, co może oznaczać tylko tyle, że część pracowników odnośnych redakcji została oddelegowana do preparowania opinii anonimowych. O takie praktyki podejrzewana była w latach 90-tych żydowska gazeta dla Polaków, w której funkcjonowała „Telefoniczna opinia publiczna”, gdzie publikowane były anonimowe opinie podobno czytelników. 27 grudnia portal „onet” opublikował anonimową informację pod tytułem „USA: polonijna organizacja popiera polski rząd i ostrzega przed KOD-em”. W publikacji jest mowa o liście, jaki Polonia Institute wystosował do polskiego ambasadora w USA, oferując swoją pomoc w „stawianiu czoła nieodpowiedzialnym działaniom postkomunistycznej kliki w Stanach Zjednoczonych”. List podpisał Jan Michał Małek i Leszek Pawlik. Wprawdzie autor publikacji zauważył, że Jan Michał Małek jest założycielem fundacji PAFERE, działającej na rzecz krzewienia wiedzy ekonomicznej w Polsce oraz, że jest jednym z fundatorów Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza – ale na komentatorach te informacje najwyraźniej nie robią wrażenia. Światowcy z Psiej Wólki oraz absolwenci akademii pierwszomajowych ku czci Rewolucji Październikowej uważają sygnatariuszy listu za przedstawicieli „zapyziałej Polonii” i wzywają ją, by pilnowała swego nosa, a nie psuła szyków polskojęzycznym Towarzyszom Szmaciakom. Wypada w związku z tym przypomnieć kilka rzeczy. Po pierwsze – szczere wyznanie Mieczysława Moczara, który tak naprawdę nazywał się Mikołaj Diomko – że „dla nas, partyjniaków, prawdziwą ojczyzną jest Związek Radziecki”. Polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza tradycyjnie wysługuje się Związkowi Radzieckiemu, a jeśli niekiedy można odnieść inne wrażenie, to tylko dlatego, że obecnie Związek Radziecki zmienił położenie. Po drugie – że wbrew wielu tubylczym autorytetom pacanowskim, Polonia w Ameryce skupia bardzo wielu wybitnych Polaków, którym uczestnicy polskojęzycznej „postkomunistycznej kliki”, w rodzaju byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju Aleksandra Kwaśniewskiego, nie są godni nawet czyścić butów. Takim wybitnym Polakiem był zmarły niedawno prof. Iwo Cyprian Pogonowski i takim jest również Jan Michał Małek. Gdyby anonimowy autor publikacji w „Onecie” zadał sobie nieco trudu, to dowiedziałby się, że Jan Michał Małek jest jednym z pięciu polskich członków Mont Pelerin Society , elitarnej, liczącej około 500 członków pochodzących z ponad 40 krajów świata, międzynarodowej organizacji, założonej w 1947 roku przez Fryderyka von Hayek’a. Stowarzyszenie to propaguje zasady gospodarki rynkowej, zwracając uwagę na zagrożenia płynące ze wzrostu roli państwa w życiu społecznym. Ośmiu ekonomistów – członków MPS – zostało uhonorowanych Nagrodą Nobla w dziedzinie ekonomii, wśród nich – Gary Stanley Becker – doktor honoris causa między innymi Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Taki jest ten think-tank, w którym bierze udział Jan Michał Małek, kierujący również Polonia Institute w Kalifornii. Jeśli tedy wystąpił z tak mocnym listem skierowanym przeciwko poczynaniom „postkomunistycznej kliki”, to najwyraźniej dostrzegł z tej strony zagrożenie dla państwa polskiego. Miejmy nadzieję, że dzięki takim wybitnym przedstawicielom Polonii Amerykańskiej, wszelkie „nieodpowiedzialne działania postkomunistycznej kliki” w Stanach Zjednoczonych, dokąd w latach 80-tych stare kiejkuty wyeksportowały licznych konfidentów, by dezorganizowali polonijne społeczności, blokowali każdą próbę politycznej integracji Polonii Amerykańskiej, a przy okazji przechwytywali stworzony przez nią majątek służący celom publicznym – że te wszystkie działania inspirowane i prowadzone na terenie USA przez starych kiejkutów, zostaną skutecznie i boleśnie udaremnione.

Stanisław Michalkiewicz

7
Szatnia / SYRIA-Aleppo
« dnia: Grudzień 19, 2016, 01:15:01 pm »
Z jakiegoś powodu, światowe media ignorują doniesienia o niezwykłym "odkryciu", choć informacja ma bardzo istotne znaczenie dla dalszego konfliktu w Syrii. Niektóre źródła podają, że w bunkrze we wschodniej części Aleppo znaleziono i aresztowano przynajmniej kilkunastu oficerów państw zachodnich. Ujawniono również tożsamość niektórych wojskowych.

 

Wydarzenie miało miejsce 16 grudnia w godzinach porannych. Syryjskie siły specjalne wkroczyły do bunkru, gdzie ukrywali się oficerowie z Arabii Saudyjskiej, Izraela, Jordanii, Kataru, Maroko, Turcji i Stanów Zjednoczonych. Syryjski parlamentarzysta oraz przewodniczący Izby Handlowej Aleppo, Fares Shehabi, ujawnił imiona i nazwiska oraz przynależność państwową części z nich.

 Mutaz Kanoğlu – Turcja
David Scott Winer – USA
David Shlomo Aram – Izrael
Muhamad Tamimi – Katar
Muhamad Ahmad Assabian – Arabia Saudyjska
Abd-el-Menham Fahd al Harij – Arabia Saudyjska
Islam Salam Ezzahran Al Hajlan – Arabia Saudyjska
Ahmed Ben Naoufel Al Darij – Arabia Saudyjska
Muhamad Hassan Al Sabihi – Arabia Saudyjska
Hamad Fahad Al Dousri – Arabia Saudyjska
Amjad Qassem Al Tiraoui – Jordania
Qassem Saad Al Shamry – Arabia Saudyjska
Ayman Qassem Al Thahalbi – Arabia Saudyjska
Mohamed Ech-Chafihi El Idrissi – Maroko
Organizacja Sieć Woltera powiadomiła, że jeszcze w dniu aresztowania zachodnich oficerów, zwołane zostało nadzwyczajne, zamknięte posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ. Informację w tej sprawie uzyskał również syryjski dziennikarz Said Hilal Alcharifi, który dodał, że wśród zatrzymanych są również brytyjscy, francuscy i niemieccy oficerowie. Jego zdaniem, powinno to ułatwić negocjacje z państwami, które próbowały obalić rządy Assada.

 

Można zatem domyślić się dlaczego w ostatnich dniach Zachodowi tak strasznie zależało na wprowadzeniu zawieszenia broni w Aleppo. Można uznać, że zachodni oficerowie, którzy najprawdopodobniej wspierali tamtejszych terrorystów, po prostu nie zdążyli się ewakuować.

 

Kampania zbrojna w Aleppo trwała kilkanaście miesięcy i dobiega już końca. Jest to z pewnością poważny cios dla tamtejszej rebelii, którzy narzekali na zbyt słabe wsparcie od Zachodu. Zaś Stany Zjednoczone, bogate państwa arabskie i kraje zachodnioeuropejskie powinny być teraz postrzegane nie jako wyzwoliciele, lecz jako agresorzy, którzy dzięki niejawnemu finansowaniu i dozbrajaniu zdestabilizowały obce państwo, przyczyniając się do śmierci setek tysięcy ludzi.

8
Szatnia / Therese Johaug przyłapana na dopingu
« dnia: Październik 23, 2016, 08:58:36 pm »
Gigantyczna ciężarówka serwisowa norweskiej reprezentacji w biegach narciarskich, budząca zachwyt i zazdrość innych ekip, okazała się służyć też innym celom niż przygotowywanie sprzętu. Jak ujawnili dziennikarze, są tam inhalatory polepszające wydajność płuc zawodników tuż przed startem, głównie w sprincie.
Zbudowany kosztem miliona dolarów piętrowy pojazd, z dumnym logo "Made by Norway", po wysunięciu wszystkich modułów ma 110 metrów kwadratowych. Posiada magazyn na tysiąc par nart i stanowiska dla 12 serwismenów pracujących jednocześnie. Na piętrze znajduje się pomieszczenie do wypoczynku o powierzchni 30 metrów kwadratowych. Taka była do niedawna oficjalna wersja przedstawiana przez ostatnie trzy lata przez federację narciarską NSF.

Dziennikarze wychodzącego w Oslo dziennika „Aftenposten” i w Trondheim „Adresseavisen”, gazet ściśle ze sobą współpracujących, od dłuższego czasu próbowali bez powodzenia dotrzeć do wnętrza pojazdu podczas zawodów. Teraz uzyskali „wstrząsające” informacje od zawodników.

Oeystein Pettersen ujawnił, że podczas zawodów Pucharu Świata ustawiony jest rząd nebulizatorów, czyli aparatów do inhalacji, które używają zawodnicy tuż przed startem i zawsze przy rozgrywaniu sprintu zaraz po każdym kolejnym biegu.

- Natychmiast po prologu wszyscy zmierzamy do ciężarówki i wchodzimy na pierwsze piętro. Tam stoi rząd stanowisk, przy których siadamy i zaczynamy wdychanie. Jedni otrzymują lekarstwa na astmę jak w moim przypadku, a inni, którzy nie cierpią na tę chorobę, wdychają opary roztworu wody z solą oczyszczające śluz z dróg oddechowych - powiedział biegacz.

Znany komentator narciarski „Adresseavisen” Kjetil Kroksaeter zapytał go wprost, dlaczego robią to w ukryciu przed rywalami, publicznością i kamerami telewizyjnymi, pomimo że nie łamią przepisów. Pettersen odpowiedział. - Według naszego kierownictwa nie powinniśmy tego robić otwarcie, ponieważ mogłyby to widzieć dzieci obecne na trybunach.

Dlatego gazeta w obszernym artykule zwraca uwagę na to, że jednak coś się dzieje w ukryciu przed publicznością i norweską opinią publiczną.

- Właśnie te aparaty w tym pojeździe były punktem centralnym w śledztwie w sprawie Marina Sundby'ego, u którego wykryto zbyt duże dawki lekarstw na astmę podczas zawodów PŚ w grudniu 2014 roku i styczniu 2015 - wspomniał Kroksaeter i zasugerował w najczęściej czytanym w Norwegii w weekend felietonie, że „oglądanie biegów narciarskich powinno być dozwolone od lat 18”.

Na doniesienia gazet o ciężarówce zareagowały natychmiast kluby narciarskie, nazywając praktykę inhalacji podczas rozgrywania konkurencji "straszną i niewiarygodną" oraz "silnie uderzającą w wizerunek norweskich biegów narciarskich".

- To do czego doprowadzili działacze NSF, nie jest naszą kulturą sportu. Norweskie biegi narciarskie przez całe generacje oparte były na otwartości, uczciwym treningu i uczciwiej rywalizacji w aurze zdrowego sportu. Teraz ta opinia staje się po prostu wyblakła - powiedział prezes klubu Lyn Ski Geir Moe na łamach „Aftenposten”.

9
Suplepedia / Triamcynolon-Polcortolon
« dnia: Październik 03, 2016, 03:56:09 am »
Działanie
Triamcynolon jest syntetycznym glikokortykosteroidem, fluorowaną pochodną prednizolonu o silnym działaniu przeciwzapalnym. Ma niewielkie działanie mineralokortykoidowe. Hamuje rozwój objawów zapalenia, nie wpływając na jego przyczynę. Hamuje gromadzenie się makrofagów, leukocytów i innych komórek w rejonie ogniska zapalnego. Hamuje fagocytozę, uwalnianie enzymów lizosomalnych oraz syntezę i uwalnianie chemicznych mediatorów zapalenia. Powoduje zmniejszenie rozszerzalności i przepuszczalności naczyń włosowatych, zahamowanie migracji leukocytów i zahamowanie tworzenia się obrzęków. Nasila syntezę lipomoduliny, inhibitora fosfolipazy A2 uwalniającej kwas arachidonowy z błony fosfolipidowej, z jednoczesnym hamowaniem jego syntezy. Mechanizmy działania immunosupresyjnego nie są całkowicie poznane, ale triamcynolon może hamować komórkowe reakcje immunologiczne jak również specyficzne mechanizmy związane z odpowiedzią immunologiczną. Zmniejsza liczbę limfocytów T, monocytów i granulocytów kwasochłonnych. Zmniejsza także przyłączanie się immunoglobulin do receptorów na powierzchni komórek i hamuje syntezę lub uwalnianie interleukin poprzez zmniejszenie blastogenezy limfocytów T i zmniejszenie nasilenia wczesnej odpowiedzi immunologicznej. Może także hamować przechodzenie kompleksów immunologicznych przez błony podstawne i zmniejszać stężenie składników dopełniacza i immunoglobulin. Triacynolon hamuje wydzielanie ACTH przez przysadkę, co prowadzi do zmniejszenia wytwarzania kortykosteroidów i androgenów w korze nadnerczy. Rozwój niewydolności kory nadnerczy i czas powrotu jej funkcji zależy przede wszystkim od czasu leczenia i w mniejszym stopniu od dawki, pory i częstotliwości podawania leku, jak również od okresu półtrwania triamcynolonu. Po długotrwałym stosowaniu dużych dawek czynność nadnerczy może powrócić w ciągu 1 roku, a u niektórych pacjentów nigdy. Triamcynolon nasila katabolizm białek i indukuje enzymy biorące udział w metabolizmie aminokwasów. Hamuje syntezę i powoduje zwiększenie degradacji białek w tkance limfoidalnej, łącznej, mięśniowej i skórze. Długotrwałe stosowanie może spowodować zanik tych tkanek. Lek zwiększa dostępność glukozy, poprzez indukcję enzymów glukoneogenezy w wątrobie, pobudzenie katabolizmu białek (co zwiększa ilość aminokwasów biorących udział w glukoneogenezie) i zmniejszenia zużycia glukozy w tkankach obwodowych. Prowadzi to do zwiększonego gromadzenia glikogenu w wątrobie, zwiększa stężenie glukozy we krwi i zwiększa oporność na insulinę. Nasila lipolizę i mobilizuje kwasy tłuszczowe z tkanki tłuszczowej, co zwiększa stężenie kwasów tłuszczowych w osoczu. Po długotrwałym leczeniu może dojść do nieprawidłowej redystrybucji tłuszczu. Triamcynolon upośledza tworzenie kości i nasila ich resorpcję. Zmniejsza stężenie wapnia w osoczu, co prowadzi do wtórnej nadczynności przytarczyc i jednoczesnej stymulacji osteoklastów i zahamowania osteoblastów. Te działania wraz ze zmniejszeniem białkowych składników wtórnie do katabolizmu białek mogą prowadzić do zahamowania wzrostu kości u dzieci i młodzieży oraz rozwoju osteoporozy w każdym wieku. Triamcynolon nasila działanie endo- i egzogennych amin katecholowych. Działanie triamcynolonu występuje po 1-2 h i utrzymuje się około 6-8 h. T0,5 w osoczu wynosi od 2 do powyżej 5 h, w tkankach 18-36 h. Czas działania wynosi 2,25 dnia. Lek wiąże się z białkami osocza w 40%. Triamcynolon metabolizowany jest głównie w wątrobie, w mniejszym stopniu w nerkach. Wydalany jest z moczem w postaci nieaktywnych metabolitów; mniej niż 15% dawki stanowi niezmieniony triamcynolon.

Wskazania
Choroby układu endokrynnego: niewydolność kory nadnerczy pierwotna (choroba Addisona) i wtórna (lekami z wyboru są hydrokortyzon i kortyzon, syntetyczne analogi mogą być stosowane z mineralokortykoidami); zespół nadnerczowo-płciowy (wrodzony, hiperplazja nadnerczy) - leczenie stosuje się w celu zahamowania wirylizacji spowodowanej nadmiernym wytwarzaniem androgenu w nadnerczach (zaleca się podawanie sodu; u niektórych pacjentów może być konieczne także podawanie mineralokortykosteroidów); hiperkalcemia związana z chorobą nowotworową; nieropne zapalenie tarczycy. Choroby reumatyczne - jako leczenie wspomagające w stanach zaostrzenia: zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa, łuszczycowe zapalenie stawów, reumatoidalne zapalenie stawów, młodzieńcze reumatoidalne zapalenie stawów (w przypadkach nie poddających się innym metodom leczenia), gorączka reumatyczna, ostre i podostre zapalenie kaletki maziowej, pourazowe zapalenie kości i stawów, zapalenie nadkłykcia, nieswoiste ostre zapalenie pochewki ścięgna, ostre dnawe zapalenie stawów, zapalenie błony maziowej u pacjentów z zapaleniem kości i stawów. Kolagenozy (w okresach zaostrzenia lub w niektórych przypadkach jako leczenie podtrzymujące): reumatyczne lub niereumatyczne zapalenie mięśnia sercowego, ostre gośćcowe zapalenie mięśnia sercowego, toczeń rumieniowaty układowy. Choroby skóry i błon śluzowych: złuszczające zapalenie skóry, opryszczkowe pęcherzowe zapalenie skóry, ciężkie łojotokowe zapalenie skóry, ciężki rumień wielopostaciowy (zespół Stevens-Johnsona), ziarniniak grzybiasty, pęcherzyca, ciężka łuszczyca. Choroby alergiczne o ciężkim przebiegu oporne na inne metody leczenia: całoroczny lub sezonowy alergiczny nieżyt nosa oporny na inne leki, kontaktowe zapalenie skóry, atopowe zapalenie skóry, choroba posurowicza, reakcje nadwrażliwości na leki, astma oskrzelowa. Choroby oka (cieżkie ostre i przewlekłe procesy alergiczne i zapalne): zapalenie tęczówki i ciała rzęskowego, zapalenie naczyniówki i siatkówki, rozlane zapalenie błony naczyniowej tylnego odcinka oka, zapalenie nerwu wzrokowego, współczulne zapalenie naczyniówki, zapalenie przedniego odcinka oka, alergiczne zapalenie spojówek, zapalenie rogówki (nie związane z zakażeniem wirusem opryszczki lub zakażeniem grzybiczym), półpasiec oczny, alergiczne owrzodzenie brzeżne rogówki. Choroby układu oddechowego: beryloza, zespół Löfflera, zachłystowe zapalenie płuc, objawowa sarkoidoza, piorunująca lub rozsiana gruźlica płuc (z jednoczesnym leczeniem przeciwprątkowym). Choroby układu krwiotwórczego: niedokrwistość hemolityczna nabyta (autoimmunologiczna), niedokrwistość aplastyczna wrodzona, erytroblastopenia (niedobór erytroblastów w szpiku), małopłytkowość wtórna u dorosłych, idiopatyczna plamica małopłytkowa dorosłych. Choroby nowotworowe (jako leczenie paliatywne, łacznie z odpoweidnim leczeniem przeciwnowotworowym): białaczki i chłoniaki u dorosłych, ostra białaczka u dzieci. Obrzęki: w celu wywołania diurezy lub remisji proteinurii w zespole nerczycowym, bez uremii, typu idiopatycznego lub w przebiegu tocznia rumieniowatego. Choroby przewodu pokarmowego (w okresach zaostrzenia; długotrwałe leczenie jest niewskazane): wrzodziejące zapalenie okrężnicy, choroba Crohna. Choroby neurologiczne: stwardnienie rozsiane w okresach zaostrzenia. Inne: gruźlicze zapalenie opon mózgowych z blokiem podpajęczynówkowym lub blokiem zagrażającym, jeśli jest stosowany razem z właściwym leczeniem przeciwgruźliczym; włośnica z zajęciem układu nerwowego lub mięśnia sercowego.
Przeciwskazania
Nadwrażliwość na triamcynolon lub inne składniki preparatu. Układowe zakażenia grzybicze. Szczepienia, zwłaszcza szczepionkami zawierającymi żywe wirusy.
Środki ostrożności
Podawanie triamcynolonu pacjentom z czynną gruźlicą powinno być ograniczone do przypadków gruźlicy rozsianej lub o przebiegu piorunującym i tylko z jednoczesnym leczeniem przeciwprątkowym. Pacjenci z gruźlicą utajoną lub dodatnią próbą tuberkulinową otrzymujący triamcynolon powinni być obserwowani pod kątem rozwoju gruźlicy. W przypadku długotrwałego stosowania glikokortykosteroidów powinni otrzymywać profilaktycznie leki przeciwprątkowe. Triamcynolon może maskować objawy zakażenia, zmniejszać odporność na zakażenie i zdolność jego lokalizacji. Może ujawnić utajoną pełzakowicę. U osób przybyłych z krajów tropikalnych lub pacjentów z biegunką o nieznanej przyczynie, przed leczeniem glikokortykosteroidami należy wykluczyć zakażenie pełzakiem czerwonki. U pacjentów z niedoczynnością tarczycy lub marskością wątroby triamcynolon działa silniej. W przypadku półpaśca ocznego stosować ostrożnie ze względu na ryzyko perforacji rogówki. Należy zachować ostrożność podczas leczenia kwasem acetylosalicylowym łącznie z triamcynolonem u pacjentów z hipoprotrombinemią. Lek stosować ostrożnie w nieswoistym wrzodziejącym zapaleniu okrężnicy jeśli istnieje zagrożenie perforacją, ropniach lub innych ropnych zakażeniach, uchyłkowatości jelit, świeżych zespoleniach jelitowych, czynnym lub utajonym wrzodzie trawiennym, niewydolności nerek, nadciśnieniu tętniczym, osteoporozie, nużliwości mięśni, cukrzycy, zaburzeniach wątroby, jaskrze, zakażeniach grzybiczych lub wirusowych, hiperlipidemii, hipoalbuminemii, ostrych psychozach, padaczce. W razie perforacji w obrębie przewodu pokarmowego u pacjentów leczonych dużymi dawkami triamcynolonu, objawy zapalenia otrzewnej mogą być nieznaczne lub nie wystąpić wcale. Niemowlęta i dzieci leczone długotrwale należy obserwować ze względu na ryzyko wystąpienia zaburzeń wzrostu i rozwoju. Pacjenci, którzy otrzymują leki hamujące układ immunologiczny są bardziej wrażliwi na zakażenia niż zdrowi pacjenci. Ospa wietrzna, półpasiec i odra może mieć ciężki przebieg u nieodpornych dzieci i dorosłych po podaniu kortykosteroidów. Szczególnie u tych pacjentów, którzy nie chorowali na te choroby, należy unikać narażenia na zakażenie. Jeżeli wystąpi ospa wietrzna należy rozważyć podanie leków przeciwwirusowych. Preparat zawiera laktozę i nie powinien być stosowany u pacjentów z dziedziczną nietolerancją galaktozy, niedoborem laktazy typu Lapp lub zespołem złego wchłaniania glukozy-galaktozy.
Ciąża i laktacja
Lek może być stosowany u kobiet w ciąży jedynie w przypadku, gdy korzyść dla matki przeważa nad potencjalnym zagrożeniem dla płodu. Matki leczone triamcynolonem nie powinny karmić piersią.
Działania niepożądane
Mogą wystąpić: przyspieszone lub nieregularne bicie serca, zastoinowa niewydolność krążenia, nadciśnienie tętnicze, drgawki, wzrost ciśnienia wewnątrzczaszkowego z tarczą zastoinową, ból i zawroty głowy, zaćma, zwiększenie ciśnienia śródgałkowego, jaskra z możliwością uszkodzenia nerwów wzrokowych, wytrzeszcz, zaburzenia widzenia, wrzód trawienny z możliwością perforacji i (lub) krwawienia, perforacje jelita grubego lub cienkiego, szczególnie u pacjentów ze stanem zapalnym w obrębie jelit, czarne, smoliste stolce, fusowate wymioty, zapalenie trzustki, wzdęcia, wrzodziejące zapalenie przełyku, zaburzenia trawienia, nudności, wymioty, zwiększone łaknienie, rozstępy skórne, trądzik, upośledzone gojenie ran, scieńczenie skóry, sińce, wybroczyny i wylewy krwawe, rumień, alergiczne zapalenie skóry, pokrzywka, obrzęk naczynioruchowy, osłabienie siły działania mięśni, miopatia posteroidowa, utrata masy mięśniowej, osteoporoza, złamania kompresyjne kręgów, aseptyczna martwica głowy kości udowej i ramieniowej, patologiczne złamania kości długich, nieregularne miesiączkowanie, zaburzenia miesiączkowania, zespół Cushinga, zahamowanie wzrostu u dzieci, wtórna niedoczynność kory nadnerczy i przysadki (szczególnie w sytuacjach stresowych, jak choroba, uraz, zabieg operacyjny), ujawniona cukrzyca i zwiększone zapotrzebowanie na insulinę i leki przeciwcukrzycowe u pacjentów z cukrzycą, hirsutyzm, ujemny bilans azotowy, zwiększenie stężenia glukozy we krwi i moczu, zwiększenie masy ciała, zespoły zakrzepowo-zatorowe, obrzęk stóp lub nóg, złe samopoczucie, wtórne zakażenia grzybicze lub wirusowe, zwiększenie lub zmniejszenie ruchliwości i liczby plemników, zaburzenia wodno-elektrolitowe (zatrzymanie sodu i płynów, utrata potasu, zasadowica z niedoboru potasu, zwiększone wydalanie wapnia), zaburzenia snu, przedłużający się ból gardła, przeziębienie lub gorączka, reakcje nadwrażliwości, w tym ciężkie reakcje alergiczne (wysypka, pokrzywka, świąd, trudności z oddychaniem, ucisk w klatce piersiowej, obrzęk twarzy, warg, języka), euforia, nagłe zmiany nastroju, zaburzenia osobowości, ciężka depresja, objawy psychozy.
Nagłe odstawienie leku może spowodować wystąpienie niewydolności kory nadnerczy. Przerwanie leczenia po długotrwałym stosowaniu może wywołać objawy zespołu odstawienia glikokortykosteroidów, takie jak: gorączka, bóle mięśni i stawów, złe samopoczucie. Objawy te mogą wystąpić nawet w przypadku, gdy nie stwierdza się niewydolności kory nadnerczy.
Interakcje
Jednoczesne stosowanie triamcynolonu i NLPZ lub alkoholu zwiększa ryzyko powstania wrzodu trawiennego i krwawienia z przewodu pokarmowego. Stosowanie jednocześnie triamcynolonu, amfoterycyny B lub inhibitorów anhydrazy węglanowej może powodować hipokaliemię, przerost mięśnia sercowego, zastoinową niewydolność krążenia. Stosowane jednocześnie steroidy anaboliczne, androgeny i triamcynolon mogą powodować obrzęki, trądzik. Stosowanie triamcynolonu z lekami cholinolitycznymi, głównie atropiną może spowodować zwiększenie ciśnienia śródgałkowego. Stosowanie triamcynolonu z lekami przeciwzakrzepowymi, pochodnymi kumaryny, indandionu, heparyną, streptokinazą, urokinazą zwiększa ryzyko wystąpienia wrzodu trawiennego i krwawienia z przewodu pokarmowego oraz zmniejsza, a u niektórych pacjentów zwiększa, skuteczność działania tych leków. Dawka powinna być ustalona na podstawie czasu protrombinowego. Trójpierścieniowe leki przeciwdepresyjne mogą nasilać zaburzenia psychiczne związane ze stosowaniem triamcynolonu. Lek zmniejsza działanie przeciwcukrzycowe insuliny i doustnych leków przeciwcukrzycowych. Stosowanie preparatu z lekami podawanymi w nadczynności tarczycy, hormonami tarczycy może zmieniać ich wpływ na czynność tarczycy. Może być konieczna zmiana dawki lub odstawienie leku przeciwtarczycowego lub hormonu tarczycy. Doustne leki antykoncepcyjne zawierające estrogeny mogą zmieniać metabolizm triamcynolonu i zmieniają jego wiązanie z białkami, co prowadzi do wydłużenia okresu półtrwania i nasilenia działania triamcynolonu. Triamcynolon zwiększa ryzyko wystąpienia zaburzeń rytmu serca i toksyczności po glikozydach nasercowych (glikozydy naparstnicy). Zmniejsza działanie leków moczopędnych oraz zwiększa występujące po lekach moczopędnych zmniejszenie stężenia jonów potasowych we krwi (hipokaliemia). Triamcynolon zwiększa zapotrzebowanie organizmu na kwas foliowy. Jednoczesne stosowanie triamcynolonu i leków immunosupresyjnych zwiększa ryzyko zakażeń, rozwoju chłoniaków i innych chorób limfoproliferacyjnych. Triamcynolon zmniejsza stężenie izoniazydu w osoczu. Lek przyspiesza metabolizm meksyletyny i zmniejsza jej stężenie w osoczu; nasila gromadzenie sodu w organizmie, powoduje obrzęki, zwiększenie ciśnienia tętniczego krwi. Może być konieczne ograniczenie sodu w diecie. Podczas jednoczesnego stosowania szczepionek zawierających żywe wirusy i immunosupresyjnych dawek glikokortykosteroidów możliwy jest rozwój chorób wirusowych i zmniejszona skuteczność szczepionki. Stosowanie triamcynolonu z innymi szczepionkami zwiększa ryzyko powikłań neurologicznych oraz zmniejsza wytwarzanie przeciwciał.
Dawkowanie
Doustnie. Dawkę należy ustalić indywidualnie, zależnie od rodzaju choroby i odpowiedzi na leczenie. Na ogół zaleca się podawanie leku raz na dobę, rano, zgodnie z rytmem dobowym. W niektórych przypadkach może być konieczne częstsze podawanie triamcynolonu. Dorośli: zazwyczaj 4-48 mg na dobę. Choroby układu endokrynnego: w niewydolności kory nadnerczy zazwyczaj dawka początkowa wynosi 4-12 mg na dobę z równoczesnym leczeniem mineralokortykosteroidami; duża zmienność dawek stosowanych w chorobach endokrynologicznych uniemożliwia podanie szczegółowego zakresu dawkowania. Choroby reumatyczne: w RZS, ostrym dnawym zapaleniu stawów, zesztywniającym zapaleniu stawów kręgosłupa, łuszczycowym zapaleniu stawów kręgosłupa, ostrym i podostrym zapaleniu kaletki maziowej, nieswoistym ostrym zapaleniu pochewki ścięgna dawka początkowa wynosi 8-16 mg na dobę, chociaż u niektórych pacjentów może być konieczne zastosowanie większych dawek. Kolagenozy: w toczniu rumieniowatym układowym dawka początkowa wynosi 20-32 mg na dobę, po uzyskaniu poprawy podaje się mniejsze dawki podtrzymujące; pacjentom z ciężkimi objawami podaje się większe dawki początkowe, 48 mg na dobę lub więcej i większe dawki podtrzymujące. Ostre reumatyczne zapalenie mięśnia sercowego: u pacjentów z ciężko przebiegającym ostrym reumatycznym zapaleniem mięśnia sercowego, z wysiękiem osierdziowym i (lub) zastoinową niewydolnością serca, wysięk osierdziowy i (lub) zastoinowa niewydolność serca (leczenie kortykosteroidami jest skuteczne w ostrych i ciężkich zmianach zapalnych): dawka początkowa 20-60 mg na dobę; po wystąpieniu poprawy dawkę dobową można zmniejszyć. Leczenie podtrzymujące trwa co najmniej 6-8 tyg. rzadko do 3 miesięcy. Leczenie kortykosterydami nie zastępuje leczenia przyczynowego. Choroby skóry i błon śluzowych: w pęcherzycy, opryszczkowym pęcherzowym zapaleniu skóry, ciężkim rumieniu wielopostaciowym, złuszczającym zapaleniu skóry, ziarniniaku grzybiastym dawka początkowa 8-16 mg na dobę. W ciężkiej łuszczycy dawka początkowa 8-16 mg na dobę; czas leczenia podtrzymującego zależy od reakcji pacjenta na lek. Choroby alergiczne: w całorocznym lub sezonowym alergicznym nieżycie nosa: 8-12 mg na dobę. W przypadkach nie poddających się leczeniu może być konieczne zastosowanie większych dawek początkowych i podtrzymujących. W astmie oskrzelowej - 8-16 mg na dobę. W alergicznym nieżycie nosa i w astmie oskrzelowej podawanie kortykosteroidów w celu łagodzenia ostrych stanów i długotrwałym leczeniu rzadko jest zalecane. W kontaktowym i atopowym zapaleniu skóry, leczenie miejscowe może być uzupełnione krótkotrwale przez doustne podanie 8-16 mg na dobę. Choroby oka: w alergicznym zapaleniu spojówek, zapaleniu rogówki, zapaleniu tęczówki i ciała rzęskowego, zapaleniu naczyniówki i siatkówki, zapaleniu przedniego odcinka oka, rozlanym zapaleniu błony naczyniowej tylnego odcinka oka, zapaleniu nerwu wzrokowego i współczulnym zapaleniu naczyniówki dawka początkowa 12-40 mg na dobę i zależy od ciężkości stanu, natury i stopnia procesu chorobowego struktury oka, ale poprawa jest zwykle szybka. Choroby układu oddechowego: w objawowej sarkoidozie, zespole Lofflera, berylozie, piorunującej lub rozsianej gruźlicy płuc (z jednoczesnym leczeniem przeciwprątkowym) dawka początkowa 16-48 mg na dobę. Choroby układu krwiotwórczego: dawka początkowa 16-60 mg na dobę. Dawkę podstawową należy dostosować w zależności od reakcji pacjenta na leczenie. Jeśli po odpowiednio długim okresie leczenia nie nastąpi poprawa, należy przerwać podawanie triamcynolonu i zmienić lek. Po uzyskaniu odpowiedzi klinicznej dawkę należy stopniowo zmniejszyć do najmniejszej skutecznej dawki. W sytuacjach stresowych (np. operacja, zakażenia, uraz) może być konieczne zwiększenie dawki. Choroby nowotworowe (w leczeniu paliatywnym): w ostrej białaczce u dzieci zwykle 1-2 mg/kg mc. na dobę, poprawa zwykle występuje pomiędzy 6. a 12. dniem podawania leku, a leczenie trwa 4-6 tyg. W białaczkach i chłoniakach u dorosłych 16-40 mg na dobę, chociaż w białaczce może być konieczne zwiększenie dawki do 100 mg na dobę. Obrzęki: w celu wywołania diurezy lub remisji proteinurii w zespole nerczycowym, bez mocznicy typu idiopatycznego lub w przebiegu tocznia rumieniowatego średnia dawka wynosi 16-20 mg (niekiedy do 48 mg) na dobę aż do wywołania diurezy. Diureza pojawia się zwykle 14 dnia, niekiedy może być opóźniona. Po wystąpieniu diurezy celowe jest kontynuowanie leczenia aż do ustąpienia objawów, wtedy dawkę należy zmniejszyć. W lżejszych przypadkach dawki wynoszą 4 mg na dobę. Gruźlicze zapalenie opon mózgowych: kiedy występuje blok podpajęczynówkowy lub zagrażający lek jest stosowany razem z właściwym leczeniem przeciwprątkowym, zwykle w dawce 32-48 mg na dobę w dawce pojedynczej lub dawkach podzielonych. Dzieci: dawkowanie u dzieci zależy od rodzaju i ciężkości choroby oraz od masy ciała. W niewydolności kory nadnerczy 0,117 mg/kg mc. na dobę lub 3,3 mg/m2 pc. na dobę w dawce jednorazowej lub w dawkach podzielonych. W innych wskazaniach 0,416-1,7 mg/kg mc. na dobę lub 12,5 - 50 mg/m2 pc. na dobę w dawce jednorazowej lub dawkach podzielonych.
W razie pominięcia dawki należy zażyć lek jak najszybciej lub, jeśli zbliża się pora dawki następnej, pominiętą dawkę opuścić. Nie należy zażywać dwóch dawek na raz. Jeżeli lek jest odstawiany po podawaniu dłuższym niż kilka dni, należy go odstawiać stopniowo.
Uwagi
Niektóre działania niepożądane (zawroty i bóle głowy, zaburzenia psychiczne) mogą wpływać na zdolność prowadzenia pojazdów, obsługę maszyn. Triamcynolon należy stosować w najmniejszych skutecznych dawkach. Jeśli możliwe jest zmniejszenie dawki, należy zmniejszać ją stopniowo.

10
Szatnia / Siostry Williams miały zgodę na doping?
« dnia: Wrzesień 14, 2016, 01:57:19 pm »
Hakerska grupa Fancy Bears' ujawniła tajne dokumenty WADA, z których wynika, że siostry Serena i Venus Williams, a także wielu innych sportowców z pierwszych stron gazet miało ciche przyzwolenie na zażywanie dopingu. O sprawie piszą nie tylko media z Rosji, skąd mógł nastąpić atak na bazę Światowej Agencji Antydopingowej, ale też między innymi "La Gazzetta Dello Sport"
Pierwsza partia dokumentów dotyczy w głównej mierze najbardziej rozpoznawalnych sióstr w świecie tenisa. Z poufnych dokumentów, które ujawnili hakerzy kryjący się pod nazwą Fancy Bear's, wynika, że Serena Williams w latach 2010, 2014 i 2015 miała zgodę na stosowanie takich substancji znajdujących się na liście środków dopingujących jak oksykodon, hydromorfon, prednizon i metyloprednizolon. Z kolei jej starsza siostra Venus na przestrzeni lat 2010-2013 mogła legalnie zażywać doping pod postacią prednizonu, prednizolonu i triamcynolonu.
O wycieku z WADA miała zostać już poinformowana Międzynarodowa Federacja Tenisowa.

Zapowiadając kolejne bulwersujące materiały, Fancy Bears' w pierwszym rzucie uderzyło również w objawienie ostatnich igrzysk olimpijskich gimnastyczkę Simone Biles. W Rio 19-letnia Amerykanka zdobyła cztery złote medale, ale jeśli wierzyć skanom zaprezentowanym przez hakerów, była na dopingu. 11 sierpnia, czyli w trakcie olimpijskich zmagań, multimedalistka igrzysk wpadła na stosowaniu zabronionego metylofenidatu, ale nie została pozbawiona olimpijskich krążków.
Udostępnij
Ciekawe ile środków Serena brała oprócz wymienionych. Ma sylwetkę jak Pudzian, a że w Strong Manach są delikatnie mówiąc bardziej tolerancyjni dla dopałek to Pudzian mówił wprost że "siłacze" mają swoje tajemnice, czyli każdy własną mieszankę. Jaką mieszankę brała Serena aby zbudować taką muskulaturę i mieć wydajność organizmu na 3 sety ? Pudzianowi starczało pary w klatce na 30 sekund, w porywach na minutę, a potem już był do uśpienia. Bokserzy bardzo pilnują masy bo ta decyduje o szybkości i kondycji. Oglądałem raz mecz Sereny z Agą . Przy 1:1 w setach Serena wzięła przerwę medyczną choć nie miała żadnej kontuzji. Ale po powrocie z szatni rozniosła Agę mimo że przed zejściem byłą bardzo cienka....Co wzięła ? Krew ? Tlen, drugi,, ? Zapewne WSZYSTKO!
 Warto tu jeszcze wspomniec o "przypadkowym" zniszczeniu 30 000 (tak, trzydziestu tysiecy) probek krwi sportowcow amerykanskich od lat 90-tych do 2016 roku. Sprzataczka "przypadkowo" potracila regal, na ktorym skladowane byly probki, ten padajacy regal potracil inne (efekt domina) no i wszystko sie roztluklo. Dowodow przeciw czystym, swietym i niewinnym sportowcom amerykanskim nie ma.
Prasa na wyspach wymienia że 4 zawodniczki są tylko "czyste" - Doi, Radwańska, Larson, Wickmayer. Czy jeszcz ktoś będzie twierdził że sport to zdrowie??
 

11
Czytelnie-Trening / Edy Merckx-"Oprych, wariat, potwór, kanibal"
« dnia: Sierpień 05, 2016, 02:15:42 pm »
Pieniądze w ogóle go nie interesowały: nie pytał, ile można było zainkasować za udział w zawodach. Jeśli w ciągu tygodnia nie wystartował chociaż w jednym wyścigu – ba! jeśli w ciągu kilku dni w jakimkolwiek wyścigu nie odniósł zwycięstwa – stawał się niespokojny. Dla kolarstwa był tym, kim dla futbolu był Pelé, a dla boksu – Muhammad Ali.


Eddy Merckx wśród fanów w Brukseli po jego zwycięstwie w Tour de France w 1969 rokuPEddy Merckx wśród fanów w Brukseli po jego zwycięstwie w Tour de France w 1969 roku
Gdy przyjrzeć się dokładnie jego dossier, nie sposób nie uznać, że Merckx był kolarzem totalnym. Triumfował nie tylko na szosie – w kilkutygodniowych tourach (jak Giro d’Italia) i jednodniowych klasykach (jak Liège-Bastogne-Liège) – ale również na torze i na trasach rajdów przełajowych. Na górskich zjazdach poruszał się na ogół z prędkością, za którą nie nadążały motocykle i wozy transmisyjne. Był tak dobry, że planując przebieg Giro d’Italia Włosi układali trasę tak, by sprawić mu jak najwięcej trudności, dając tym samym fory jego rywalom.

Jego ośmioletnia dominacja, rozpoczęta zwycięstwami z 1966 r., wydawała się w zasadzie nie do złamania. Była to, po części, zasługa jego żelaznego zdrowia. Odmiennie niż inni, wygrywał nie tylko wtedy, gdy sprzyjały mu warunki. Potrafił startować z powodzeniem także wówczas, gdy o komforcie, który daje jazda "na suchym", można było zapomnieć, i trzeba się było przebijać przez śnieg, deszcz i mgłę.

Jak w czasie pierwszego etapu Giro d’Italia z ’68, gdy mimo intensywnych opadów śniegu oraz wywołanej nimi awarii hamulców Belg zdołał najpierw wyrównać początkowe straty, by następnie w imponującym stylu sięgnąć po zwycięstwo. Między nim a zawodnikiem, który zajął 2. miejsce, było 10 minut różnicy!

Zdarzało się jednak, że końskie zdrowie Belga – na szwank wystawiane przecież raz za razem – nie nadążało za ambicją. Tak było m.in. w roku 1970, gdy w słynnym "Piekle Północy" (klasyku rozpiętym między Paryżem a Roubaix), którego 55-kilometrowy odcinek przebiega po XIX-wiecznym bruku, wystartował z wysoką gorączką. Zwyciężył wówczas na przekór własnemu ciału, zyskując nad resztą goniącej go stawki ponad pięć minut przewagi.

Merckx nie był ascetą: po wyścigach, "dla wyciszenia", popalał papierosy (co w tamtym czasie gotowi byli nawet zalecać lekarze). Gdy pił whisky, mało kto umiał dotrzymać mu tempa. O swoją dietę również przesadnie nie dbał. Członkowie jego drużyny obserwowali kiedyś z niedowierzaniem, jak po jednej z pijatyk – z żołądkiem wciąż pełnym od alkoholu – zjada talerz zupy serowo-cebulowej, sporą pierś kurczaka i nie mniejszy od niej stek. Sekret jego apetytu był dla nich równie niezgłębiony, jak tajemnica jego zwycięstw.

Za gruby na zawodowca

Dla urodzonego w 1945 r. Belga – inaczej, niż dla wielu jeżdżących przed nim kolarzy – sport nie był jedynym możliwym wyborem. Wychowany w Wolowe-Saint-Pierre, na przedmieściach Brukseli, i wywodzący się z klasy średniej, nie znał – jak na przykład wielki Fausto Coppi – ubóstwa i nie cierpiał głodu. I choć rodzina Eddy’ego przez całe lata gnieździła się w mieszkanku nad sklepem spożywczym, w którym pracowali jego rodzice, Jenny i Jules Merckx, to pieniądze na samochód czy na coroczne wczasy za granicą zawsze udawało się znaleźć.

Nie inaczej było ze środkami na edukację przyszłego czempiona, który jednak – trzeba przyznać – w szkole radził sobie raczej przeciętnie. Żeby zachęcić go do nauki, matka postawiła mu zresztą kiedyś ultimatum: albo poprawi stopnie, albo o organizowanych w wakacje zawodach będzie mógł zapomnieć. Rok ukończył wówczas z 6 najlepszym wynikiem w 36-osobowej klasie (po zdobyciu mistrzostwa juniorów Eddy zdecydował się jednak do szkoły nie wracać).

Nie wiadomo na dobrą sprawę, skąd wziął na siebie taki pomysł. Możliwe, że zadecydował przykład ojca, miłośnika kolarstwa, albo – co równie prawdopodobne – bliska znajomość jego rodziców z Guillaumem Michielsem, cyklistą, który wówczas już ścigał się zawodowo i mieszkał w ich bezpośrednim sąsiedztwie.

Ten sam Michiels, późniejszy totumfacki Merckxa (mówiąc ściśle: jego soigneur: masażysta i asystent), wspominał po latach z rozbawieniem, że gdy Eddy zakomunikował mu, iż zamierza w przyszłości uczynić z kolarstwa swój zawód, był w stanie odpowiedzieć tylko w jeden sposób: "Jak na kogoś, kto już teraz jest tak gruby, że za pięć lat nie będzie się w stanie przecisnąć przez żadne drzwi, masz dość śmiałe plany".

Przyszły zdobywca potrójnej kolarskiej korony (zwycięstwa w Tour de France, Giro d’Italia i mistrzostwach świata, odniesione, rzecz jasna, w ciągu jednego sezonu), na rowerze jeździł już w wieku 3 lub 4 lat. Gdy poszedł do szkoły, zaczął po lekcjach pomagać swojemu ojcu. Rozwoził wówczas zakupy zamówione przez klientów. Podczas jednego z takich kursów puścił się kiedyś w pościg za motorowerem. Na pedały naciskał z taką siłą, że udało mu się je połamać.

Kariera Merckxa – wtedy jeszcze amatora – zaczęła się, gdy miał 19 lat. Na zawodowstwo przeszedł rok później. Ćwiczył wówczas pod okiem Féliciena Vervaeckego, doświadczonego zdobywcy wielu etapów francuskiego Touru. Ułożony przez niego program treningowy nie należał jednak do szczególnie intensywnych. Miało to uchronić Eddy’ego przed przedwczesnym wyeksploatowaniem organizmu. Plan okazał się skuteczny: jeszcze na poziomie amatorskim, w 1964 roku, Merckx miał już na koncie 55 zwycięstw i z profesjonalistami był w stanie rywalizować jak równy z równym. Na szosie trzymał ich tempo bez większego kłopotu. Co więcej: potrafił to robić nawet wtedy, gdy oni jechali po asfalcie, a on sam – po nierównym bruku.

Nowe rozdanie mistrza

Mimo sukcesów nie został jednak wybrany do drużyny narodowej juniorów. Wada serca, którą wykryto u niego w czasie badań lekarskich, dyskwalifikowała go jako zawodnika. Z diagnozą, która w jawny sposób zakłamywała rzeczywistość (stwierdzono w niej, że Eddy trenował zbyt intensywnie), nie mógł się pogodzić nie tylko on, ale również, do tej pory zawsze przeciwna jego planom matka. Wezwany przez nią lekarz rodzinny ponownie zbadał serce nastolatka i oświadczył, że jest prawidłowo rozwinięte (temat jego wady serca był później przedmiotem licznych spekulacji; sam Merckx stwierdził zresztą w jednym z wywiadów, że wiedział, iż cierpiał na przerost mięśnia sercowego – w 2014 r. przeszedł operację mającą usunąć jego problemy z arytmią).

Powtórna diagnoza otworzyła mu drogę do startu w mistrzostwach świata juniorów, które wygrał w sposób zarezerwowany raczej dla starych wyjadaczy niż debiutantów. Ucieczka, którą rozpoczął na ostatnich kilometrach wyścigu, była tak raptowna, że jadący za nim Willy Planckaert myślał, iż finiszuje jako pierwszy.

Wrażenie, jakie robił Merckx na postronnych, najlepiej chyba ilustrują słowa Nino Defilippisa, blisko związanego z teamem Faema, dla którego jeździł później Eddy: "Był niesamowity: siła, którą pokazywał, sposób, w jaki brał zakręty, intensywność, z którą pedałował… Wziąłem Giacotto na stronę i zapytałem, czy ma długopis i kawałek kartki, cokolwiek, na czym moglibyśmy spisać z tym chłopakiem dożywotnią umowę, dając mu wszystko, czego by sobie zażyczył, bez pytań o pieniądze. Był objawieniem".

Życzeniu Defilippisa wkrótce stało się zadość. Kontrakt między Merckxem a zespołem Faema – opiewający na 400 tys. franków belgijskich – podpisany został 2 września 1967 r. Potrajał zarobki, które młody Belg otrzymywał w poprzednim teamie, związując go z nową drużyną na kolejne 10 lat. Dopiero we włoskiej Faemie zajęto się jego ułożeniem, zbijając jego wagę (schudł do 72 kg przy 185 cm wzrostu) i przygotowując go do profesjonalnych startów.


Eddy Merckx w barwach włoskiej Faemy
W barwach Faemy – rozwiązanej z przyczyn finansowych w 1970 r. – Merckx startował ostatecznie przez zaledwie dwa lata. W tym czasie udało mu się jednak dwukrotnie zwyciężyć w Giro d’Italia (1968, 1970) oraz w Tourze (1969, 1970). Pierwsze z jego zwycięstw we francuskim wyścigu zasługuje zresztą na miano "absolutnego": wygrywając w najważniejszych klasyfikacjach TdF (generalnej, sprinterskiej, górskiej, kombinacyjnej i najaktywniejszych) Belg osiągnął wynik, którego nie wyrównał dotąd żaden inny zawodnik.

Rozpoczął również w ten sposób serię zwycięstw obejmującą m.in. późniejsze wygrane w najważniejszych europejskich klasykach (w sumie ponad 30 zwycięstw), a także w Tour de France i Giro d’Italia (w obu triumfował pięciokrotnie) oraz w kolarskich mistrzostwach świata (trzy złote medale). Mało? W pewnym sensie tak: w ciągu swej kariery Eddy zwyciężał przecież i częściej, i więcej, po zwycięstwa sięgając w sumie aż 525 razy.

Partyzantka Eddy’ego Merckxa

Zarówno w Faemie, jak i w Molteni – zespole, do którego przeszedł kiedy, Włosi wycofali się ze wszelkich umów sponsorskich – dał się poznać jako lider wymagający i niełatwy w obejściu. Bali się go nie tylko współzawodnicy, ale i dyrektorzy sportowi jego drużyn. Ci pierwsi – mimo, że byli bardzo dobrymi kolarzami – w jego treningach brali udział bardzo rzadko. Intensywność, z jaką Merckx przygotowywał się do wyścigów, była po prostu tak wielka, że próbując dotrzymać mu tempa, mogliby się – całkiem zwyczajnie – wykończyć.

Patrick Sercu, mistrz olimpijski z 1964 r., w jednym z wywiadów opisał sytuację, którą obserwował w przededniu klasyku Liège-Bastogne-Liège: "Na miejsce zawodów wiózł mnie ojciec. Na całej trasie z Brukseli do Liège padał deszcz ze śniegiem, więc warunki do jazdy na rowerze były jak najgorsze. Nagle, w oddali, dostrzegłem kolarza. Nie potrafiłem zrozumieć, skąd pomysł, by jeździć w taką pogodę. Na dworze nie było zresztą żywej duszy. W gościu na rowerze rozpoznałem w końcu Merckxa: z Brukseli do Liège jechał całkiem sam, przez sto kilometrów".

W jego przypadku nie było to jednak nic wyjątkowego. Na zdjęciach z 1970 i 1971 r.  – wykonanych najprawdopodobniej w czasie Ronde van België, wyścigu "Dookoła Belgii" – widać Merckxa jadącego pod wiatr, przyprószonego śniegiem, w samych tylko rękawiczkach i kolarskim kaszkiecie. To, co dla innych skończyłoby się hipotermią, na nim robiło znikome wrażenie.

Mimo niewątpliwej skuteczności Eddy’ego, jego styl nie należał jednak do najpiękniejszych. Był brutalny, nieelegancki, gwałtowny. Siłowy raczej niż finezyjny. Prasa opisywała go następująco: "Jadąc, Merckx kołysze ramionami, szarpie za kierownicę, staje na pedałach i rusza biodrami jak wariat. Nie walczy jak wirtuoz, ale jak oprych". Coś było na rzeczy: w udzielanych dzisiaj wywiadach ludzie z jego otoczenia przyznają, że swoją kolarską rywalizację traktował jak partyzantkę – cel był jeden: zaskoczyć przeciwnika.

To wszystko nie byłoby oczywiście możliwe, gdyby Belg nie dysponował odpowiednimi "środkami". Albert Bouvet, dwukrotny wicemistrz świata w kolarstwie torowym, zauważył kiedyś, że Merckx "robi wrażenie człowieka o nadludzkiej sile": "Siedząc na siodełku, całym ciężarem swojego ciała naciska na pedały. Widać, jak wielką dysponuje mocą". Rzeczywiście: dzięki swej, legendarnej już, krzepie, przez większość kariery kwestiami taktycznymi nie zaprzątał sobie głowy. Bob Lelangue, dyrektor sportowy zespołu Molteni, nie ukrywał, że jego zawodnikowi układanie strategii wydawało się zwyczajnie niepotrzebne: "Był tak silny, że nie musiał niczego planować. W czasie wyścigu mógł improwizować, co dla reszty drużyny oznaczało konieczność pozostawania w ciągłej gotowości".

Przykład pierwszy z brzegu: rok 1969, Ronde van Vlaanderen, jeden z pięciu tak zwanych monumentów kolarstwa. W swoim charakterze najbliższy chyba klasykowi Paryż-Roubaix, albowiem i tu, i tam jedzie się spore odcinki po bruku. 70 km od mety Merckx oderwie się od peletonu, co – przy silnym deszczu i niesprzyjającym wietrze – będzie zakrawało na samobójstwo. Wynik, który ostatecznie osiągnie, dla jadącego za nim Felice’a Gimondiego – wówczas już zwycięzcy francuskiego Touru i triumfatora Giro d’Italia – okaże się miażdżący: będzie miał do niego 5 min. 36 s. straty.

"Kanibal", niekoronowany król Belgii

Plotka głosi, że najsłynniejszy przydomek Merckxa – "Kanibal" – wymyśliła córka jego kolegi z drużyny. Już wcześniej nazywano go, rzecz jasna, rozmaicie. We Włoszech mówiono o nim il mostro, potwór, odwołując się nie tylko do jego niespożytej siły, ale też do jego oryginalnej urody: wydatnych kości policzkowych, głęboko – i blisko – osadzonych oczu oraz ostrych, niemal posągowych, rysów twarzy. Ale to właśnie "Kanibal" przylgnął do niego na stałe, stając się w zasadzie znakiem jego wieloletniej dominacji.

Gdy znalazł się w szczycie kariery, zaledwie garstka próbowała mu dotrzymać kroku. Ci, którym się nie udawało, wypalali się psychicznie, fizycznie i finansowo. Domingo Perurena, hiszpański mistrz świata w kolarstwie szosowym, podsumowywał bez złudzeń: "Mogłeś być niemal pewien, że ścigając się z Merckxem, przez większość czasu będziesz oglądał jego tyłek".

Że nie było w tym ani grama przesady, Merckx potwierdził 15 lipca 1969 roku, w czasie siedemnastego etapu TdF. Mając już wówczas nad resztą stawki ponad 8 minut przewagi, wciąż nie przestawał atakować. Jeśli przypomnieć, że na tym odcinku kolarze mieli do pokonania wiele morderczych podjazdów – i to często pod wiatr – to stanie się jasne, dlaczego ekipa Faemy obserwowała poczynania Eddy’ego z tak wielkim niepokojem.

Mając za sobą najdłuższą, stutrzydziestokilometrową ucieczkę w historii kolarstwa, Belg ukończył tę rundę z przewagą 7 min. 57 s. nad drugim w kolejności zawodnikiem. W klasyfikacji generalnej dało mu to w sumie ponad 16 minut prowadzenia.

Eddy Merckx podczas 17. etapu Tour de France w 1969 roku

Eddy Merckx podczas 17. etapu Tour de France w 1969 roku
Ta nowa doktryna – którą prasa szybko okrzyknęła "merckxsizmem" – rychło zawładnęła wyobraźnią kibiców, czyniąc z Eddy’ego ikonę i niekwestionowany symbol Belgii – zjednoczonej, ponad wszelkimi podziałami, w kolarskiej komunii. Włoski dziennikarz sportowy, Bruno Raschi, wspominał: "Widziałem ludzi, którzy klękali przed Merckxem i bili mu pokłony, gdy ich mijał".

Te reakcje, choć przesadne, nie były jednak bezpodstawne. To on przecież uczynił z kolarstwa – sportu nieszczególnie wówczas w Belgii poważanego – obiekt powszechnego zainteresowania oraz dyscyplinę, do której przestała nareszcie podchodzić z rezerwą tamtejsza klasa średnia (do tej pory zajęta raczej śledzeniem tenisa czy szermierki).

Słabość do niego mieli nawet członkowie belgijskiej rodziny królewskiej: bywało, że podróżowali na wyścigi, w których brał udział, część swoich planów wakacyjnych podporządkowując harmonogramowi jego startów. Nikogo więc nie zdziwiło, gdy "Kanibal" otrzymał od króla Belgii zaproszenie na prywatną audiencję. Krótko po niej w prasie opublikowano ilustrację przedstawiającą obu mężczyzn ściskających sobie prawice. W podpisie padło ironiczne pytanie: "Kim jest ten facet obok Merckxa?"

"Afera z Savony" i wypadek w Blois

Reputację Merckxa – którą można było dotąd opisywać jako impregnowaną na kontrowersje – nadwątliły jednak oskarżenia o doping. Dowiedział się o nich w czerwcu 1969 r., już w czasie trwania Giro d’Italia. Podczas gdy członkowie Faemy zajęli się natychmiast odpieraniem zarzutów (argumentowali, że badanie próbek prowadzone było niestarannie i stwarzało pole do oszustwa), Belg – przekonany o swej niewinności – rozważał zakończenie kariery.

Odwiodła go od tego szybka decyzja komisji antydopingowej, która – uznawszy, że zgromadzony przez nią materiał dowodowy rzeczywiście nastręcza wielorakich wątpliwości – cofnęła wszelkie oskarżenia. To jednak nie wystarczyło jego rywalom. Jeszcze długo później zdarzało im się drwić, że skoro espresso parzone w drużynie Eddy’ego (sponsorowanej wszak przez włoskiego producenta ekspresów do kawy) tak go pobudza, to sami by nim nie pogardzili. Lekarze, którzy badali Merckxa w trakcie całej jego kariery, utrzymywali tymczasem, że trudno byłby im znaleźć "czystszego" zawodnika.

Afera dopinowa nie była jedynym, co w 1969 r. mogło pogrzebać jego karierę. Kilka miesięcy po zdarzeniach z Savony, na torze wyścigowym we francuskim Blois doszło do groźnego wypadku. Lista odniesionych przez "Kanibala" obrażeń wydawała się nie mieć końca: wstrząśnienie mózgu, uraz kręgosłupa szyjnego, trwałe przemieszczenie miednicy… Dochodząc do siebie, Eddy spędził w łóżku niemal 6 tygodni. Choć lekarze zalecali mu dodatkowe 2 miesiące rekonwalescencji, nie usłuchał. Już osiem tygodni po wypadku ścigał się (i zwyciężył!) w Scorzè nieopodal Wenecji.

Po wypadku stracił nieco na pewności siebie (wyznał kiedyś, że po Blois nie był "już dawnym sobą"). Ze względu na ból, który zaczął mu odtąd towarzyszyć, nie mógł się dłużej ścigać na swoich ulubionych, zwykle bardzo twardych, przełożeniach. Jazdy na rowerze musiał się więc, w konsekwencji, nauczyć w zasadzie całkiem od nowa.

Także od strony technicznej był to w jego karierze moment przełomowy. Walcząc z bólem, coraz bardziej ingerował w konstrukcję swoich rowerów. Razem z ich producentami – Ernestem Colnago i Ugo De Rosą – projektował ich geometrię i wszelkie detale, co sprawiło, że w latach ’70 wytwarzano je pod osobną, patronimiczną marką. Belg stał się tym samym jedynym kolarzem w historii, który ścigał się na maszynach sygnowanych własnym nazwiskiem.


Merckx kontra Ocaña

Godnym dla Merckxa rywalem okazał się dopiero Hiszpan Luis Ocaña. Na jednym z etapów "Wielkiej Pętli" – był rok 1971 – Belg miał wobec niego aż 9 minut straty. Forma Ocañii była tak wysoka, a jego przewaga czasowa tak duża, że "Kanibal" zaczął się godzić z myślą o przegranej. Oblicze wyścigu miało się jednak odmienić w 12 rundzie. Po jednej z najbardziej widowiskowych ucieczek w historii kolarstwa, Eddy zaczął powoli odbudowywać swoją pozycję. Udało mu się wówczas odzyskać pierwsze stracone minuty.

Tempo, które narzucili peletonowi razem z goniącym go Ocañą, zaskoczyło wszystkich. Na mecie pojawił się bowiem 90 minut wcześniej, niż zakładali organizatorzy. Ze średnią prędkością wynoszącą 45,35 km/h, Merckx pobił rekord 250-kilometrowego odcinka.

Osiągnięcie nie spodobało się jedynie władzom Marsylii, w której zaplanowano koniec etapu. Ponieważ mieszkańcy miasta – a wraz z nimi dziennikarze sportowi – nie sądzili, że któryś z kolarzy dotrze tu przed czasem, w porze finiszu nadal siedzieli w kawiarniach i restauracjach. Burmistrz Marsylii, poirytowany organizacją TdF, wycofał swoje miasto z grona gospodarzy wyścigu. Trzeba było 18 lat, aby "Wielka Pętla" zawitała tam ponownie.

Jeśli któryś z ówczesnych kibiców myślał, że po 12 etapie w wyścigu nie wydarzy się już nic zaskakującego, nadchodzące wydarzenia musiały go wprost pozostawić bez słowa. Oto bowiem na 14 odcinku TdF znów można było oglądać bezkompromisową rywalizację Merckxa i Ocañii, próbujących sobie nawzajem wydrzeć zwycięstwo.

W kulminacyjnym punkcie ich zmagań zaczął padać ulewny deszcz. W ciągu paru chwil trasa spłynęła wodą. Trudne warunki i ograniczona do 5 m widoczność sprawiły, że doszło do wypadku, w którym bardzo poważnie ucierpiał Ocaña. Osamotniony Merckx wygrał 14 etap (a później cały Tour) bez problemu, ale – nie uznawszy swego zwycięstwa w takich okolicznościach – odmówił przyjęcia koszulki lidera. Gdyby nie szefostwo zespołu, najprawdopodobniej w ogóle opuściłby wyścig. Nad Ocañą chciał bowiem zwyciężyć "na drodze", a nie dzięki zrządzeniu losu.

W ramach "Wielkiej Pętli" nie było im już jednak dane wyrównać rachunków. W Tourze, który w 1973 r. zdominował Ocaña, Merckx nie wziął udziału. (Prasa spekulowała później, czy ze świetnie wówczas jeżdżącym Hiszpanem dałby w ogóle radę powalczyć o zwycięstwo; Eddy szczerze zaś odpowiadał, że mógłby mieć z tym niemały problem).

Obu mężczyzn – dawniej zaciekłych wrogów – ostatecznie połączyła przyjaźń. W kolejnych latach Ocaña nie powtórzył wszelako swoich wcześniejszych sukcesów: delikatne zdrowie i podatność na kontuzje sprawiły, że sponsorzy wycofali się z zawartych z nim umów. Merckx pomagał mu wtedy jak mógł, wspierając go m.in. w jego przedsięwzięciach biznesowych.

Chory na depresję i zmagający się z chorobą nowotworową Jesús Luis Ocaña Pernía – zwycięzca Tour de France z 1973 r. i triumfator Vuelta a España z 1970 r. – 19 maja 1994 r. popełnił samobójstwo.


Rekord na meksykańskim welodromie

Pod względem prestiżu, godzinnego rekordu świata nie można porównać z żadnym innym wyścigiem kolarskim. Wyścig – ograniczony do tylko jednego zawodnika – organizowany jest na zamkniętym torze. Mimo prostych zasad (w ciągu godziny należy przejechać jak największą odległość) stawka jest wysoka. Choć zwycięstwo gwarantuje miejsce w kolarskim panteonie, to przegrana oznacza często upokorzenie. Jest to, być może, powód, dla którego giganci pokroju Grega LeMonda czy Lance’a Armstronga nawet nie podejmowali prób bicia rekordu.

Zresztą: stopień trudności tej próby również trudno umieścić na jakiejkolwiek skali. Jedzie się bowiem w okolicach progu mleczanowego, balansując na granicy, przy której organizm jest sobie jeszcze w stanie poradzić z wydzielanym do krwiobiegu kwasem mlekowym. Gdy jego stężenie we krwi rośnie, zasoby sił maleją. To zaś przekłada się zazwyczaj na stratę cennego czasu i, w konsekwencji, porażkę.

Merckx wystartował 25 października 1972 r. Tego dnia na meksykańskim welodromie "Agustín Melgar" pojawiło się ponad 2 tys. widzów (wśród nich znalazł się też oczywiście król Belgii). Pragnęli zobaczyć na własne oczy, jak "Kanibal" ustanawia nowy rekord świata. Merckx nie zawiódł. Pokonując 49,431 km osiągnął wynik, którego przez kolejne 12 lat nikomu nie udało się poprawić.

Kiedy wyścig dobiegł końca, Pietro Molteni – szef drużyny kolarskiej, w której barwach jeździł w tamtym czasie Merckx – po prostu się rozpłakał, a Ernesto Colnago, konstruktor "zwycięskiego" roweru, zasłabł z nerwów. Przybyli na miejsce dziennikarze przyznali potem, że nigdy wcześniej nie doświadczyli czegoś równie intensywnego.

Lęk "trzecioligowca"

Zapytany kiedyś o przyczyny, dla których w trakcie wyścigów zawsze próbował zwiększać swoje prowadzenie, Merckx dał nieoczekiwaną odpowiedź: "Nigdy nie można być pewnym wygranej. Niezależnie od tego, ile masz przewagi nad rywalami, może ci się przydarzyć zły dzień". Nie była to tylko kurtuazja. Jego bliscy przyznawali bowiem, że nie umiał radzić sobie ze stresem – przed ważnymi wyścigami źle sypiał i miewał problemy z żołądkiem.

Obawiał się przede wszystkim tego, czego nie mógł przewidzieć. Ponieważ awaria sprzętu – czy nawet zwyczajny "kapeć" – mogły mu się na trasie przydarzyć w każdej sekundzie, w trakcie wyścigów starał się zawsze powiększać swoją przewagę nad rywalami. Traktował ją jako polisę bezpieczeństwa, która – w razie wypadku – pozwoliłaby mu wrócić do rywalizacji.

Trafnie zatem obsesję Eddy’ego scharakteryzował jeden z jego rywali, którego zdaniem "nawet w szczycie kariery Merckx odczuwał lęk właściwy trzeciorzędnym sportowcom".


Eddie Merckx na prezentacji swojej biografii w październiku 2015 roku
 Korzystałam przede wszystkim z książki Williama Fotheringhama – "Merckx: Half-Man, Half-Bike".

12
Czytelnie-Trening / Doping Genetyczny -Prawdy i Mity
« dnia: Lipiec 31, 2016, 08:05:53 pm »
Za portalem Rowery  ;  http://rowery.org/2016/07/31/doping-genowy-prawdy-mity/

Czy zagrożenie dopingiem genowym jest realne?

Kilka dni temu świat obiegła wiadomość, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski dysponuje testem na doping genowy. Metodę opracowano w Australii i jest gotowa do użycia, ale żadne z akredytowanych przez Światową Organizację Anty-Dopingową (WADA) laboratoriów nie może jej jeszcze stosować. Jeżeli WADA zaakceptuję metodę sprawdzania manipulacji genetycznych, próbki pobrane podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio mają zostać poddane testom po zakończeniu imprezy.

Informacja, po poprzedzających brazylijską imprezę dopingowych skandalach i przepychankach, trafiła na bardzo podatny grunt. Sformułowanie „doping genowy” jedynie podgrzało atmosferę i zachęciło światowe media do umieszczenia wiadomości w dobrze eksponowanych miejscach. Czy słusznie? Czy istnieją realne obawy o to, że doping genowy jest już w użyciu, czy informacja MKOl jest raczej próbą ratowania wizerunku? Żeby odpowiedzieć na te pytania musimy przyjrzeć się problemowi od strony naukowej.

Czym jest doping genowy?

Zarówno MKOl jak i WADA dostrzegły możliwość wykorzystania dopingu genowego na początku obecnego tysiąclecia. Obie organizacje debatowały nad walką z tą formą dopingu, definiując i wpisując ją na listę zabiegów zabronionych. Według definicji WADA doping genowy to „nieterapeutyczne użycie komórek, genów, elementów genetycznych, które mogą poprawiać wyniki sportowe”. Opis jest bardzo ogólny i pozornie obejmuje wszystkie przypadki genetycznych manipulacji. Jednak słowo „nieterapeutyczny” stanowi furtkę, w przypadku ewentualnego zastosowania tej formy dopingu w przyszłości.

Z naukowego punktu widzenia doping genowy jest formą terapii genowej. Jednak zamiast leczyć chorobę, poprawia parametry zdrowego sportowca. Pomysł jest dokładnie taki sam, jak w przypadku innych form dopingu. U osób z anemią EPO jest zbawiennym lekiem, który pozwala im normalnie żyć. Dla zdrowych sportowców stosowanie EPO jest drogą, która pozwala podnieść wydolność organizmu ponad normalnie osiągalny poziom.

Warto również zauważyć, że niestety wiele osób, najczęściej bez odpowiedniego wykształcenia i wiedzy, pod mianem „dopingu genowego” opisuje inne praktyki dopingowe, takie jak np. stosowanie AICAR czy GW1516. Jest to nadużycie, nie tylko mylące, ale i błędne z naukowego punktu widzenia.

Terapia genowa

Doping genetyczny jest formą wykorzystania terapii genowej do poprawienia wyników sportowych, a nie leczenia chorób. Musimy zatem bliżej zapoznać się z aktualnym stanem wiedzy na temat tej formy leczenia.

Niemal każda komórka naszego organizmu zawiera w swoim jądrze cząsteczkę kwasu dezoksyrybonukleinowego – DNA. Zapisane w niej są dokładne instrukcje na temat budowy i funkcjonowania nie tylko danej komórki, ale poszczególnych tkanek, organów i wreszcie całego organizmu składającego się z miliardów komórek. Jeżeli w instrukcjach zapisanych w DNA pojawi się błąd, może się on objawić jako choroba. Wyobraźmy sobie, że jedno z białek budujących ludzką hemoglobinę, odpowiedzialną za transport tlenu, powstaje w formie, która uniemożliwia mu poprawne funkcjonowanie. W takiej sytuacji zdolność hemoglobiny do przenoszenia cząsteczek tlenu spadnie drastycznie, co objawi się w formie anemii. Z punktu widzenia medycyny idealną terapią takiej choroby byłoby nie leczenie objawów, a naprawa wadliwego genu.

Aby naprawa była możliwa spełnione muszą być dwa podstawowe warunki:

gen odpowiedzialny za chorobę musi być znany
sekwencja tego genu musi być znana
Biorąc pod uwagę postęp naukowy i osiągnięcia Programu Sekwencjonowania Ludzkiego Genomu potrafimy powiązać geny z większością chorób genetycznych, a także znamy ich sekwencję. Obecnie niemal wszystkie terapie genowe skupiają się na próbach wyleczenia chorób monogenowych. To znaczy takich, za które odpowiada jeden gen. Oczywiście, takie choroby to jedynie frakcja wszystkich chorób genetycznych, ale zdecydowanie łatwiejsza do opracowania skutecznych terapii.

Idea terapii genowej jest więc całkiem prosta. Należy zidentyfikować wadliwy gen, z biblioteki genomu uzyskać sekwencję jego poprawnej wersji, a następnie wymienić lub przynajmniej suplementować go w dotkniętych problemem komórkach. Brzmi banalnie, ale o tym, że tak nie jest, niech świadczy fakt, że do tej pory w Europie i USA do użytku komercyjnego dopuszczono jedną terapię genową (Glybera).

Może się to wydawać wynikiem kiepskim i zaskakującym, szczególnie że na przestrzeni ostatnich 25 lat w każdą z kategorii chorób genetycznych wymierzono co najmniej kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset, terapii genowych. Ponad 1700 terapii było w fazie testów klinicznych lub zostało zainicjowanych w ostatnim czasie. Czemu więc chorzy ciągle nie mogą zostać wyleczeni przez terapię genową?

staty gene ther

Powodów jest klika. Technologia precyzyjnych manipulacji genetycznych jest relatywnie nowa i dokładne jej zrozumienie, ulepszenie i zastosowanie zajęło trochę czasu. Pierwszą terapię genową zgłoszono do testów klinicznych w 1989 roku. Testy kliniczne, które sprawdzają najpierw bezpieczeństwo, a później pozytywne efekty terapii, trwają zazwyczaj od kilku do kilkunastu lat. W większości kończą się niepowodzeniem i zamknięciem próby. Nie można też zapomnieć, że przygotowanie tych prób poczynając od opracowania odpowiedniej techniki, poprzez testy na zwierzętach, a kończąc na sprawach związanych z biurokracją, to również kilka lat.

Największe problemy i przeszkody leżą jednak w samej metodzie. Banalna w swojej koncepcji, jest niesamowicie skomplikowanym i trudnym przedsięwzięciem. Największym problemem pozostaje dostarczenie poprawnej wersji genu do odpowiednich komórek i tylko do nich. Jest to ważne, z oczywistego powodu: nie chcemy, żeby wszystkie komórki organizmu zaczęły nagle produkować białka, których miejsce znajduje się w wąskiej grupie wyspecjalizowanych komórek w płucach.

Generalnie istnieją dwa podejścia na dostarczanie terapeutycznych genów do wybranych komórek. Pierwsze, ex vivo, czyli poza organizmem, opiera się na pobraniu komórek z ciała pacjenta, następnie wprowadzeniu genu w laboratorium i ponownej transplantacji komórek do organizmu. Ta metoda świetnie sprawdza się z komórkami układu immunologicznego obecnymi w krwiobiegu. Pierwszy udany zabieg terapii genowej polegał właśnie na pobraniu limfocytów i ponownym ich wprowadzeniu do organizmy Ashanti DeSilva. Druga metoda, in vivo, polega na wprowadzeniu terapeutycznego genu do wybranych komórek w organizmie pacjenta. Największym problemem w tym podejściu jest specyficzne dostarczenie genu tylko i wyłącznie do wybranych komórek.

Terapia Genowa

W obu przypadkach do wprowadzeniu genów używa się najczęściej zmodyfikowanych wirusów. Z ich sekwencji usunięto wszystkie geny odpowiedzialne za chorobotwórczość, a zostawiono jedynie te odpowiedzialne za wniknięcie do komórki i wprowadzenie materiału genetycznego. Do tak zmodyfikowanej sekwencji wirusa dodaje się sekwencję genu, który ma zostać naprawiony.

W tym miejscu pojawiają się kolejne problemy. Pojemność wirusów jest ograniczona, to przecież niesamowicie uproszczone byty z pogranicza materii ożywionej i martwej. W związku z tym nie każdy gen da się zmieścić w cząsteczce wirusa. Niektóre wirusy integrują materiał genetyczny w zupełnie przypadkowych miejscach genomu. Może to sprawić, że inne geny przestaną działać, albo doprowadzić do rozwoju nowotworu. Niektóre wirusy atakują jedynie komórki dzielące się, a tych w danej tkance może być bardzo mało, przez co efekt terapii będzie znikomy. Do tego dochodzi oczywista immunogenność niektórych wirusów, szczególnie przy podaniu bardzo wysokich dawek.

Super ludzie

Historia gatunku ludzkiego to nieprzerwany wyścig do ulepszenia nas samych – od zabiegów kosmetycznych, przez operacja plastyczne, na dopingu kończąc. Nie mogą więc dziwić pomysły wykorzystania terapii genowej jako formy dopingu. Stworzenie super-sportowców może wydawać się banalne, ale czy jest w ogóle możliwe?

Kandydatów na geny, które można by poprawić dla zyskania zwycięskiej przewagi z pewnością nie brakuje. Kilka terapii genowych opierających się na tych genach zostało opisanych w czasopismach naukowych, było testowanych na zwierzętach albo weszło do pierwszej fazy testów klinicznych. Kilka z nich opisano poniżej, ale możliwości jest zdecydowanie więcej i pojawiać się będą nowe.

Pierwszym genem do „naprawienia”, jaki przychodzi do głowy pewnie nie jednemu sympatykowi kolarstwa jest EPO, czyli erytropoetyna. Hormon ten wytwarzany przez nerki daje sygnał do produkcji czerwonych krwinek odpowiedzialnych za transport tlenu z płuc do mięśni i narządów.  Naukowcy z sukcesami wprowadzili dodatkowe geny na EPO myszom i małpom. Początkowo ich hematokryt wzrósł nawet o 80%. Jednak z czasem zwierzęta zaczęły produkować EPO na poziomie mniejszym niż fizjologicznym, rozwinęła się u nich anemia a także odpowiedź autoimmunologiczna. Podobne próby nie zostały przeprowadzone na ludziach.

Insulinopodobny czynnik wzrostu 1 (IGF-1) jest odpowiedzialny między innymi za masę mięśniową. W terapiach celujących w choroby związane z degeneracją mięśni, podanie tego czynnika  pozwala przywrócić lub utrzymać prawidłową masę mięśniową. Podczas eksperymentów ze zdrowymi zwierzętami laboratoryjnymi zaobserwowano, że po aplikacji dodatkowej kopii genu, ich masa mięśniowa wzrastała bez podjęcia żadnej aktywności fizycznej.

Miostatyna negatywnie odpowiada za regulację masy mięśniowej stanowiąc sygnał do zatrzymania przyrostu tkanki. Jej inhibitorem jest folistatyna, która blokując jej działanie pozwala mięśniom kontynuować wzrost. Nie trzeba dysponować wielką wyobraźnią, żeby znaleźć powiązanie pomiędzy terapiami z IGF-1 i miostatyną, a marzeniami sportowców.

Ryzyko

Do tej pory w ściśle kontrolowanych warunkach terapię genową przeprowadzono na kilku tysiącach pacjentów. Niestety, kilku z nich zmarło w wyniku powikłań związanych bezpośrednio z dostarczeniem genów do organizmu. Najgłośniejszym przypadkiem jest śmierć Jesse’go Gelsingera, który zmarł po wystąpieniu bardzo silnej reakcji immunologicznej po podaniu wirusa z terapeutycznym genem. Chłopiec dostał wysokiej gorączki, dreszczy, w jego płucach pojawił się płyn, a organy kolejno przestawały pracować. Przypadek ten doprowadził niemal do kompletnego zatrzymania wszystkich badań i testów klinicznych związanych terapią genową na początku XXI wieku. W rezultacie jeszcze bardziej zaostrzono kontrole i wprowadzono bardziej restrykcyjne przepisy. U niektórych pacjentów, których leczono na zagrażający życiu niedobór odporności, rozwinęła się białaczka. Przyczyną było wbudowanie się sekwencji genu w obszar kontrolujący namnażanie leukocytów.

Do powyższych dochodzą oczywiście specyficzne efekty uboczne związane z konkretnym genem. Tak samo jak w przypadku nadużywania syntetycznego EPO, dodatkowa kopia genu na ten hormon, może doprowadzić do wyższego ryzyka zawału serca.

Terapii genowej nie da się porównać do połknięcia tabletki lub zastrzyku. Jest to skomplikowana procedura przeprowadzana przez wysoko wykwalifikowany personel, stosujący się do wyśrubowanych regulacji. Mimo wszystko, w kilku przypadkach doszło do śmierci pacjenta. Nie trudno sobie wyobrazić, ile elementów tej precyzyjnej układanki mogłoby zostać zaniedbanych, gdyby przeprowadzono ją w niemal chałupniczych warunkach.

Koszty

Jak już wiemy, terapia genowa to skomplikowany proces, którego nie można porównać do stosowanie innych procedur medycznych. Większość z terapii, które pozwoliłyby uzyskać przewagę nieuczciwym sportowcom znajduje się ciągle w fazie testów na zwierzętach. Przeniesienie ich do użytku na ludziach trwa zazwyczaj lata i nie zawsze kończy się sukcesem. Jest również procesem wysoce kosztownym. Ryzyko, że jakiś diaboliczny naukowiec postanowi skopiować naukowe doniesienia i zastosować terapię testowaną na myszach na sportowcach jest znikome.

Oczywiście, odpowiednie wirusy, sekwencje DNA i inne potrzebne odczynniki są dostępne w wielu laboratoriach i u dostawców produktów dla nauki. Jednak żeby zwiększyć produkcję tak, by była ona odpowiednia dla ludzi potrzeba wysoce specjalistycznego sprzętu, który nie jest już powszechnie dostępny. Wystarczy porównać rozmiary przeciętnej myszy i przeciętnego człowieka. Dla przykładu objętość krwi u myszy to około 2 mililitrów, u człowieka ponad 5 litrów. Dawka teoretycznego wirusa skutecznego w przypadku myszy, w ludzkim organizmie po prostu by przepadła.

Nie można oczywiście zapomnieć o kosztach. Wyprodukowanie dawki odpowiedniej dla człowieka to koszt liczony w co najmniej setkach tysięcy dolarów. I to bez uwzględnienia kosztów infrastruktury i sprzętu. Fakt, personalizacji terapii dodatkowo podnosi jej koszty. Jedyna dopuszczona do użytku na Zachodzie terapia genowa kosztuje okrągły milion Euro.

Wykrywanie

Rowery.org skontaktowały się z australijskim laboratorium, które opracowało wspomniany na początku tekstu test. Ciągle oczekujemy na odpowiedź na pytanie o zasadę jego działania. Do tej pory doping genowy uznawany był przez wszystkich ekspertów za niemal niewykrywalny.

Produkowane w wyniku terapii białka byłyby identyczne z tymi już wytwarzanymi przez organizm, co uniemożliwiałoby ich detekcję. Jedynym rozwiązaniem dla niektórych genów, jak np. EPO, jest obecny już w kolarstwie paszport biologiczny. Istnieją jednak obawy, że i ta procedura mogłaby nie być przekonująca w wykrywaniu nieprawidłowości w liczbie erytrocytów spowodowanej dodatkową kopią genu EPO.

Innym sugerowanym rozwiązaniem są skomplikowane testy molekularne z wykorzystaniem sygnatur RNA, profili ekspresji i mikromacierzy. Same nazwy wskazują na poziom komplikacji, świadcząc też o wysokich kosztach i dużej inwestycji czasu, gdy rezultat wciąż pozostaje nieznany.

Doping genowy w akcji?

O dopingu genowym głośno jest od co najmniej kilkunastu lat. Jak wspomniano, zarówno WADA, jak i IOC, zauważyły ten problem na początku pierwszej dekady obecnego stulecia. Miłośnicy teorii spiskowych podejrzewali o tę formę wspomagania Lance’a Armstronga.

Do tej pory żaden zawodnik nie został przyłapany na dopingu genowym istnieją jednak dwa głośne przypadki, które rzucają nieco więcej światła na zagadnienie. Przed Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie w 2008 jedno z chińskich laboratoriów dziennikarzom podającym się za członków reprezentacji miało zaoferować „genetyczne ulepszenia”. Nie wiadomo, czy ktokolwiek skorzystał z usług chińskich naukowców. Na początku wieku trener części niemiecki lekko-atletów oficjalnie bez ich wiedzy kontaktował się z brytyjską firmą pracującą nad terapią o nazwie Repoxygen. Była to terapia dostarczająca dodatkową kopię genu na EPO u pacjentów z anemią. W momencie kontaktu znajdowała się ciągle w fazie testów na zwierzętach. Projekt skończył się niepowodzeniem i został przerwany w 2003 roku, a niemiecki trener został skazany wyrokiem sądu.

Czy zagrożenie jest realne?

Pomimo, że wielu grupom badawczym udało się uzyskać wspaniałe rezultaty w laboratoriach, tylko niewielki odsetek z tych terapii genowych dotarł do testów klinicznych i przyniósł chorym korzyści. Ten obszar nauki i medycyny ciągle musi się mierzyć z technologicznymi ograniczeniami i jest pod ścisłą kontrolą. Terapii genowej nie można po prostu kupić w aptece i użyć jej niezgodnie z przeznaczeniem, jak EPO czy sterydy.

Głównymi problemami, z którymi zmierzyć musieliby się sportowcy, są:

Bardzo ograniczony dostęp do odpowiednich terapii genowych.
Brak odpowiednich terapii genowych
Wątpliwa efektywność u ludzi lub wręcz brak testów na ludziach
Bardzo wysoki koszt
Wbrew wszechobecnej opinii, że doping genetyczny jest już stosowany, wydaje się to być mało prawdopodobne. Organizacje zarządzające światowym sportem powinny jednak trzymać rękę na pulsie.

13
Szatnia / Rosjanie mogą jechać na igrzyska olimpijskie w Rio.
« dnia: Lipiec 24, 2016, 08:05:33 pm »
Mnie ciekawi - jak zostanie ukarany glowny organizator dopingu - ktory po ujawnieniu procederu, wywaleniu ze stanowiska i ucieczce do USA sklada zeznania.

Czy fakt, ze wymuszal od "sportowcow" 5% ich zyskow, sam skomponowal substancje dopingowe i pod jego kierownictwem WYMUSIL na szeregowych pracownikach laboratorium ignorowanie wynikow testow ?.

Czy USA skaze go na kare wiezienia - czy jako "swiadek koronny" - moze liczyc na niewinnosc i gratyfikacje za to co robil ?.

Naprawde jestem ciekaw co zrobi amerykanskie ministerstow sprawiedliwosci. W koncu jest za nim list gonczy wydany w Rosji. Dostanie azyl ?

14
Sterydy ,EPO ,PH ,SARM / Erytropoetyna Alfa ,Cera etc.
« dnia: Lipiec 07, 2016, 10:49:10 pm »
Perspektywy leczenia niedokrwistości nerkopochodnej – nowe koncepcje, nowe preparaty

Perspectives in the treatment of renal anemia – new concepts and new drugs
Katedra i Klinika Nefrologii Endokrynologii i Chorób Przemiany Materii Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach
Kierownik Katedry i Kliniki: prof. dr hab. med. Andrzej Więcek
Streszczenie
W latach 80-tych ubiegłego wieku rozpoczęto leczenie niedokrwistości nerkopochodnej spowodowanej niedoborem endogennej erytropoetyny przy pomocy epoetyn uzyskanych metodą rekombinacji genetycznej. Zastosowanie epoetyn było kamieniem milowym w leczeniu niedokrwistości u chorych z przewlekłą niewydolnością nerek. W ciągu ostatnich lat wytworzono wiele nowych czynników stymulujących erytropoezę, które mogą w najbliższej przyszłości znaleźć zastosowanie w leczeniu niedokrwistości towarzyszącej przewlekłym chorobom nerek.
Niektóre z tych nowych czynników powstały przez modyfikację sekwencji aminokwasowej cząsteczki erytropoetyny i przyłączenie dodatkowych reszt węglowodanowych, co pozwoliło na poprawę własności farmakokinetycznych tych leków (darbopoetyna i CERA) poprzez wydłużenie ich okresu półtrwania, w porównaniu do klasycznych epoetyn. Czynniki te mogą być podawane w dłuższych odstępach czasowych niż epoetyny i pozwalają na uzyskanie lepszej stabilności stężenia hemoglobiny we krwi.
W najbliższym czasie należy spodziewać się wprowadzenia czynników stymulujących erytropoezę, podawanych doustnie. Do tych nie-peptydowych leków należą inhibitory hydroksylazy prolilowej i inhibitory czynnika transkrypcyjnego GATA-2, których mechanizm działania polega na zwiększeniu wytwarzania endogennej erytropoetyny w resztkowym miąższu nerek oraz w wątrobie.
Summary
The management of anemia in patients with chronic kidney disease caused by endogenous erythropoietin deficiency was revolutionized in the late eighties of the last century by introduction of the recombinant human erythropoietin (epoetin). Recently several new erythropoiesis stimulating agents that may potentially improve in the near future management of anemia in patients with chronic kidney disease were synthesized.
Some of the new erythropoiesis stimulating agents were synthesised by modification of the aminoacide sequence of the EPO molecule and hyperglycosylation and therefore they have improved pharmakokinetics (darbopoietin or CERA) by prolongation of the serum elimination half-life compared to epoietins. These agents may be administrated less frequently with better stabilisation of blood hemoglobin concentration.
There are promising attempts to overcome the parenteral way of drug administration. Such non-peptide drugs acts as inhibitors of prolyl hydroxylase and GATA-2 transcription factor enhancing the endogenous EPO synthesis by the failure kidneys or liver.
Słowa kluczowe: darbepoetyna alfa, CERA, EPO-mimetyki, inhibitor hydroksylazy prolilowej.
Key words: darbepoietin alfa, CERA, EPO-mimetics, inhibitor of prolyl hydroxylase.
WPROWADZENIE
Począwszy od lat 80-tych ubiegłego wieku, w leczeniu niedokrwistości towarzyszącej przewlekłej niewydolności nerek stosowana jest erytropoetyna uzyskana metodą rekombinacji genetycznej (rHuEPO) (1). Obniżone stężenie hemoglobiny we krwi jest znanym czynikiem ryzyka powikłań sercowo-naczyniowych u chorych na przewlekłą chorobę nerek (PChN) (2). W latach 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku, chorzy z przewlekłą niewydolnością nerek rozpoczynali leczenie rHuEPO jednocześnie z rozpoczęciem dializoterapii. U wielu z tych chorych występowały powikłania ze strony układu sercowo-naczyniowego częściowo związane z długotrwałą niedokrwistością. Aby uniknąć takich powikłań, należy zacząć leczenie niedokrwistości towarzyszącej PChN jeszcze przed rozpoczęciem leczenia nerkozastępczego. Takie postępowanie pozwala na zmniejszenie zarówno chorobowości jak i śmiertelności z powodu powikłań sercowo-naczyniowych (3). Zalecane docelowe stężenie hemoglobiny we krwi u chorych z PChN jest niższe niż stężenie hemoglobiny u osób zdrowych i identyczne dla obu płci, pomimo fizjologicznie wyższego stężenia hemoglobiny we krwi u mężczyzn. Zalecenia większości towarzystw naukowych dotyczące docelowego stężenia hemoglobiny we krwi u chorych na PChN leczonych w USA, Europie i Australii nie uległy istotnym zmianom od 1997 r. Zgodnie z zaleceniami europejskimi (European Best Practice Guidelines) stężenie hemoglobiny we krwi u chorych dializowanych powinno być wyższe od 11 g/dl (4). W myśl nowych zaleceń amerykańskich (National Kidney Foundation Guidelines) takie stężenie hemoglobiny we krwi również traktowane jest za dolną granicę zakresu docelowego. Jednocześnie w zaleceniach tych zwraca się uwagę, aby stężenie hemoglobiny we krwi nie przekroczyło 13.0g/dl (5). Normalizacja stężenia hemoglobiny we krwi nie jest zalecana nie tylko u chorych dializowanych (6), ale też u chorych z PChN nie wymagających jeszcze leczenia dializami. Wykazano bowiem, że takie postępowanie przynosi jedynie znamienną poprawę jakości życia, bez jednoczesnego zmniejszenia śmiertelności u chorych (badanie CREATE – Cardiovascular risk Reduction by Early Anaemia Treatment with Epoietin-β) (7), a nawet może zwiększać ryzyko wystąpienia udaru mózgu i zawału mięśnia sercowego (badanie CHOIR – Correction of Hemoglobin and Outcomes in Renal Insufficiency) (8). Po opublikowaniu wyników tych wieloośrodkowych badań nie można ustalić jednoznacznie górnej granicy stężenia hemoglobiny we krwi u chorych z PChN.
Endogenna erytropoetyna (EPO) jest białkiem wytwarzanym głównie w nerkach przez komórki okołocewkowe przypominające fibroblasty. Głównym czynnikiem stymulującym wydzielanie EPO jest niedobór tlenu, a zasadniczym fizjologicznym działaniem, stymulacja erytropoezy w szpiku kostnym. EPO po związaniu się z domeną pozakomórkową swoistego receptora zlokalizowanego na komórkach progenitorowych układu czerwonokrwinkowego (głównie CFU-E, w mniejszym stopniu na BFU-E i normoblastach) zapobiega ich apoptozie zwiększając powstawanie młodych erytrocytów.
Receptor dla EPO po przyłączeniu agonisty ulega dimeryzacji, a jego konformacja zmienia się (9) (ryc. 1). Pod wpływem tych zmian białko JAK2 ulega autofosforylacji, a następnie fosforyluje receptor dla EPO oraz białko STAT, które po przemieszczeniu do jądra komórkowego aktywuje transkrypcję genów docelowych. Mechanizmem wygaszającym pobudzenie kaskady sygnałowej receptora dla EPO jest defosforylacja białka JAK2 przez fosfatazę komórek hematopoetycznych (HCP).

Ryc. 1. Szlak wewnątrzkomórkowego przekazywania sygnału pobudzenia receptora dla EPO oraz mechanizm działania EPO-mimetyków.
Obecnie na skalę przemysłową wytwarzane są cztery izoformy ludzkiej rekombinowanej erytropoetyny: epoetin-α (Eprex(r), Procrit(r)), epoetin-β (NeoRecormon(r)), epoetin-ω (Epomax(r)) i epoetin-δ (Dynepo(r)). Te glikoproteiny są wytwarzane przez zmodyfikowane genetycznie klony komórek jajnika chomika chińskiego (epoetin-α i epoetin-β), noworodkowych komórek nerkowych chomika (epoetin-ω) lub komórek ludzkich (epoetin-δ). Glikoproteiny te różnią się między sobą miejscami przyłączenia reszt węglowodanowych i właściwościami farmakokinetycznymi (epoetin-β charakteryzuje się dłuższym czasem półtrwania), jednak ich skuteczność w leczeniu niedokrwistości u chorych z niewydolnością nerek jest niemal identyczna.
Dalsze modyfikacje struktury erytropoetyny poprzez przyłączenie dodatkowych reszt węglowodanowych oraz zmianę sekwencji aminokwasowej doprowadziły do powstania darbepoetyny alfa, Ciągłego Aktywatora Receptora Erytropoetynowego (CERA – Continuous Erythropoietin Receptor Activator) oraz Syntetycznych Białek Erytropoetycznych (SEP – Synthetic Erythropoiesis Protein), glikoprotein o znacznie dłuższym okresie półtrwania.
W ostatnich latach podjęto również próby dla uzyskania białek o większej aktywności hematopoetycznej niż EPO tworząc dimeryczne białka fuzyjne (np. EPO-EPO) i syntetyczne polipeptydy sprzężone z glikolem polietylenowym, takie jak Hematide (AF37702). Wyższa aktywność biologiczna tych dimerów jest następstwem łatwiejszej dimeryzacji receptora dla EPO. Jednak modyfikacje te nie umożliwiły zmiany parenteralnej drogi podaży potencjalnego nowego leku.
Ostatnio, pojawiła się nowa koncepcja leczenia niedokrwistości nerkopochodnej polegająca na stymulacji wydzielania endogennej EPO przez resztkowy miąższ nerek i przez wątrobę. Wykryto, że inhibitor hydroksylazy prolilowej, enzymu katalizującego hydroksylację HIF, nasila endogenną syntezę EPO. Wraz z odkryciem tego inhibitora o niepeptydowej strukturze narodziła się nadzieja na wytworzenie leku podawanego doustnie.
W najbliższych latach niektóre firmy farmaceutyczne stracą wyłączność na wytwarzanie wielu zarejestrowanych biofarmaceutyków, w tym erytropoetyny. Licencja na wytwarzanie epoietin alfa wygasła w Europie w 2004 r. i w związku z tym pojawiły się na rynku nowe odmiany tego leku, wykazujące dużą zgodność biologiczną z pierwowzorem, czyli tzw. „biosimilarytyki” (10). Produkcja biozgodnych peptydów jest znacznie bardziej złożona niż typowych leków generycznych. Takie biozgodne, heterogenne peptydy wytwarzane są zwykle w inny sposób niż leki oryginalne i w związku z tym własności farmakodynamiczne i efektywność kliniczna takich preparatów może się różnić. Nawet niewielkie różnice mogą przyczynić się do wystąpienia istotnych powikłań [np. wytworzenie przeciwciał antyerytropoetynowych grozi powstaniem czerwonokrwinkowej aplazji szpiku kostnego (PRCA)]. W ubiegłych latach stwierdzono, że niewielkie zmiany w procesie technologicznym konfekcjonowania erytropoetyny alfa przyczyniły się do zmiany immunogenności niektórych epoetyn (przede wszystkim dotyczyło to preparatu Eprex) i wytwarzania przeciwciał przeciw erytropoetynie z następowym PRCA. Jak wynika z dotychczasowych doświadczeń wymagania stawiane biosymilarykom przed dopuszczeniem do stosowania u ludzi są znacznie większe niż tylko potwierdzenie ich biorównoważności farmakokinetycznej. Dotychczas nie ustalono jednak jednoznacznych i jednolitych wymagań stawianych przed dopuszczeniem takich leków do stosowania u chorych. Niezbędnym warunkiem otrzymania zgody na wytwarzanie biozgodnej erytropoetyny przez firmy farmaceutyczne będzie przeprowadzenie odpowiednich badań klinicznych oraz prowadzenie ścisłego nadzoru występowania działań niepożądanych po wprowadzeniu leku na rynek (11). Z tych powodów niektóre firmy farmaceutyczne zrezygnowały z dalszych badań nad biosymilarykami erytropoetyny i wprowadzania tych preparatów do praktyki klinicznej. Biosymilaryki erytropoetyny stosowane są obecnie w takich krajach jak Chiny, Indie, Korea i Kuba a aktywność biologiczna tych preparatów wykazuje dużą zmienność (12).
NOWE PEPTYDY STYMULUJĄCE ERYTROPOEZĘ – NESP (DARBEPOETYNA ALFA)
Modyfikacja cząsteczki erytropoetyny przez przyłączenie dodatkowych reszt kwasu sialowego doprowadziła do wydłużenia czasu póltrwania w surowicy . Na tej podstawie stworzono darbepoetynę alfa, która w przeciwieństwie do natywnej cząsteczki EPO zawiera nie trzy, ale pięć reszt węglowodanowych (13, 14). Struktura aminokwasowa EPO została zmodyfikowana w 5 miejscach (Ala30Asn, His32Thr, Pro87Val, Trn88Asn i Pro90Thr), w celu przyłączenia dodatkowych reszt węglowodanowych do cząsteczek asparaginy w pozycji 30 i 88 (13, 14). Darbepoetyna alfa przyłącza się do receptora dla EPO tak jak natywna, nie zmieniona cząsteczka EPO. Profil farmakokinetyczny tej glikoproteiny jest jednak odmienny. Eliminacja darbepoetyny alfa z krążenia jest wolniejsza, a czas półtrwania 3-krotnie dłuższy (25,3 vs 8,5 godziny po podaniu dożylnym u chorych hemodializowanych) (13, 14). Podanie podskórne wydłuża czas półtrwania nawet do 48,4 godzin (13) (tab. 1).
Tabela 1. Czas póltrwania (godziny) epoetyn, darbepoetyny alfa oraz CERA po podaniu dożylnym i podskórnym (14, 20, 22).
Preparat   Droga podania
dożylna   podskórna
Epoetyna alfa   6,8 ? 0,6   19,4 ? 2,5
Epoetyna beta   8,8 ? 0,5   24,2 ? 2,6
Epoetyna omega   nie określono   nie określono
Darbepoetyna alfa   25,3 ? 2,2   48,8 ? 5,2
CERA   133 ? 10   137 ? 22
średnie ± SEM
Dłuższy czas półtrwania darbepoetyny alfa pozwala na podawanie tego leku w dłuższych odstępach czasowych w porównaniu z epoetynami. Darbepoetynę alfa można podawać raz w tygodniu, a nawet co drugi tydzień w początkowym okresie leczenia niedokrwistości, a następnie raz na 3-4 tygodnie w celu utrzymania stabilnego stężenia hemoglobiny we krwi (15).
Darbepoetyna alfa wykazuje podobną skuteczność, jak epoetyny w leczeniu niedokrwistości towarzyszącej przewlekłym chorobom nerek (16). Lek ten jest stosowany w praktyce klinicznej od 2002 r., a koszt terapii wydaje się być zbliżony do nakładów ponoszonych na zakup epoetyn (16).
Poza jednym opisanym w piśmiennictwie przypadkiem zespołu PRCA u chorego leczonego darbepoetyną alfa nie obserwowano powstawania przeciwciał anty-erytropoetynowych przy stosowaniu tego leku (17).
SYNTETYCZNE BIAŁKA ERYTROPOETYCZNE (SEP)
Kochendoerfer i wsp. opisali 166-aminokwasowy polipeptyd o sekwencji zbliżonej do EPO, wyróżniający się przyłączonymi do głównego łańcucha dwoma rozgałęzionymi peptydami, których celem było zwiększenie ładunku ujemnego cząsteczki i w konsekwencji przedłużenie czasu półtrwania in vivo (18). Aktywność biologiczna tego białka – SEP jest większa od aktywności epoetyny alfa dzięki 2-krotnie dłuższemu czasowi półtrwania (18). Jednak czas półtrwania SEP jest krótszy w porównaniu z darbepoetyną alfa (18), co zmniejsza szanse na wprowadzenie tego czynnika stymulującego erytropoezę do praktyki klinicznej.
CIĄGŁY AKTYWATOR RECEPTORA ERYTROPOETYNOWEGO (CERA)
CERA jest nowym czynnikiem stymulującym erytropoezę (syntetyczny polipeptyd sprzężony z metoksy-polietyleno-glikobursztynylo-butylowym kwasem). Ostatnio zakończono wieloośrodkowe badania przedkliniczne (faza III). Cztery badania I fazy wykazały, że CERA w sposób zależny od dawki pobudza erytropoezę i charakteryzuje się znacznie dłuższym od darbepoetyny alfa czasem półtrwania (19). Po podaniu dożylnym jak i podskórnym czas półtrwania dla CERA wynosi około 130 godzin (20) (tab. 1). Taki profil farmakokinetyczny CERA umożliwi podawanie tego leku w dłuższych niż dla darbepoetyny alfa odstępach czasu. Dotychczas wykazano, że podobny wzrost stężenia hemoglobiny we krwi uzyskuje się podając CERA jeden raz w tygodniu i raz na 3 tygodnie (21).
Białka fuzyjne
Koncepcja stworzenia białka fuzyjnego pobudzającego receptor dla EPO wiąże się z jego dimeryzacją po przyłączeniu agonisty, jako procesu niezbędnego dla aktywacji szlaku wewnątrzkomórkowego (22). Białka fuzyjne zbudowane są z 2 fragmentów polipeptydowych o dużym powinowactwie do receptora dla EPO oraz peptydu łączącego (23).
Dimeryczne białko EPO-EPO z 6-aminokwasowym peptydem łączącym uzyskane metodą rekombinacji DNA posiada zbliżony do natywnego EPO profil farmakokinetyczny oraz 3-4 krotnie wyższą aktywność biologiczną (24).
Istotny wpływ na aktywność biologiczną białek fuzyjnych ma długość oraz struktura peptydu łączącego. Zbyt długi peptyd łączący powoduje, że aktywność białka fuzyjnego jest zbliżona do aktywności monomeru (24).
Innym białkiem fuzyjnym jest GM-CSF i EPO (25). Idea wytworzenia tego białka fuzyjnego została oparta na współudziale GM-CSF (granulocyte/monocyte colony stimulating factor) lub interleukiny 3 (IL-3) w procesie różnicowania komórek prekursorowych układu czerwonokrwinkowego. Wykazano, że BFU-E (burst forming unit-erythrocyte) ulega pod wpływem tych czynników wzrostowych transformacji do CFU-E (colony forming unit-erythrocyte). Na powierzchni komórek CFU-E zwieksza się liczba receptorów dla EPO, którego agonistą jest druga składowa tego fuzyjnego białka. Aktywność biologiczna białka fuzyjnego GM-CSF – EPO w indukcji różnicowania komórek prekursorowych układu czerwonokrwinkowego jest większa niż aktywność mieszaniny obu składowych (GM-CSF i EPO) (25).
Nowym białkiem fuzyjnym o interesujących własnościach jest białko zawierające erytropoetynę i fragment Fc ludzkiej immunoglobuliny G. Połączenie EPO ze składową Fc umożliwia transport tego białka fuzyjnego poprzez nabłonek dróg oddechowych, w następstwie wiązania z receptorem specyficznym dla fragmentu Fc (FcRn). Dzięki temu mechanizmowi cząsteczka fuzyjna EPO-Fc może być podawana drogą wziewną przez inhalator. Badania I fazy wykazały zależne od dawki zwiększenie stężenia w surowicy białka fuzyjnego EPO-Fc z równoczesnym wzrostem odsetka retikulocytów we krwi u ochotników otrzymujących ten preparat (26).
EPO-MIMETYKI I INHIBITORY FOSFATAZY KOMÓREK HEMATOPOETYCZNYCH (HCP)
Dwa główne kierunki przyświecały poszukiwaniom substancji drobnocząsteczkowych o właściwościach naśladujących działanie natywnej EPO (ryc. 2). Poszukiwano substancji powodujących dimeryzację receptora dla EPO lub nasilających przewodnictwo wewnątrzkomórkowe sygnału pobudzenia tego receptora, np. poprzez hamowanie fosfatazy komórek hematopoetycznych (HCP) (27).

Ryc. 2. Regulacja syntezy erytropoetyny (EPO).
Pierwszy kierunek badań doprowadził do odkrycia grupy peptydów o działaniu EPO-mimetycznym. Jeden z nich – EMP1 (EPO mimetic peptide 1) jest małym (20-aminkwasowym) peptydem cyklicznym, zawierającym fragment struktury EPO (28). EMP1 wykazuje zbliżone do natywnego EPO powinowactwo do receptora dla EPO, jak również w podobny sposób aktywuje przewodnictwo wewnątrzkomórkowe sygnału pobudzenia (28, 29). Aktywność biologiczna EMP1 jest jednak mniejsza, zarówno in vitro jak in vivo (28). Mniejsza aktywność EMP1 nie jest następstwem obniżonego powinowactwa tego EPO-mimetyku do receptora dla EPO. Ten fakt przemawia za tym, że fizjologiczny ligand (EPO) aktywuje receptor wieloetapowo. Złożoność interakcji pomiędzy EPO i jej receptorem ostudziły nadzieje na szybkie znalezienie niepeptydowej substancji o charakterze EPO-mimetyku.
Drugi kierunek badań obejmował próby nasilenia przewodnictwa wewnątrzkomórkowego sygnału pobudzenia receptora dla EPO (27). Wykazano, że substancje o działaniu hamującym aktywność fosfatazy komórek hematopoetycznych (HCP), enzymu wygaszającego pobudzenie receptora dla EPO, mogą nasilać pobudzenie przy niższym stężeniu endogennej EPO (ryc. 1) (22). Przebadano kilka substancji posiadających zdolność hamowania HCP (27). Jak dotąd nie ujawniono jednak danych na temat ich aktywności biologicznej.
PEGYLOWANY, POLIPEPTYDOWY CZYNNIK STYMULUJĄCY ERYTROPOEZĘ
Hematide (AF37702) jest syntetycznym polipeptydowym dimerem sprzężonym z glikolem polietylenowym wytworzonym przez firmę Affymax (30). W odróżnieniu od białek fuzyjnych sekwencja aminokwasowa Hematide nie przypomina EPO. Pomimo odmienności struktury aminokwasowej cząsteczka Hematide wykazuje silne powinowactwo do receptora dla EPO i zdolność stymulacji erytropoezy (30). Profil farmakokinetyczny charakteryzuje się dłuższym niż epoetin alfa czasem półtrwania (58,4 godzin) (30).
Hematide może być szczególnie przydatne w leczeniu chorych z zespołem PRCA, ponieważ przeciwciała neutralizujące, przeciwko rhuEPO, nie wykazują reakcji krzyżowej z tym preparatem (30).
INHIBITOR HYDROKSYLAZY PROLILOWEJ HIF (HYPOXIA-INDUCIBLE FACTOR)
Hipoksja jest najsilniejszym stymulatorem wytwarzania endogennej EPO. Kluczowym elementem tzw. czujnika tlenowego komórki jest cytoplazmatyczny czynnik transkrypcyjny HIFα wytwarzany przez większość komórek organizmu (31). Przy prawidłowym dostępie do tlenu, podjednostka HIFα jest szybko rozkładana (32). Proces ten jest regulowany przez białko supresorowe VHL (von Hippel-Lindau), które ułatwia proces przyłączenia ubikwityny i transportu do proteosomów, gdzie HIFα ulega degradacji (33). Hipoksja powoduje stabilizację podjednostki HIFα, która ulega dimeryzacji z HIFβ (31). Kompleks HIF pośredniczy w regulacji transkrypcji genów zależnych od hipoksji, w tym aktywacji transkrypcji genu EPO (31).
Mechanizm zależnej od oksygenacji degradacji HIF jest regulowany przez proces hydroksylacji reszt prolilowych HIF (34). Ta modyfikacja jest katalizowana przez swoistą hydroksylazę prolilową HIF (35) (ryc. 2). FG-2216 jest inhibitorem hydroksylazy prolilowej HIF wytworzonym przez firmę FibroGen, który podobnie jak hipoksja powoduje stabilizację podjednostki HIFα i nasila syntezę EPO nie tylko w nerkach, ale również w wątrobie (36).
Ten potencjalny nowy lek wchłania się z przewodu pokarmowego (biodostępność> 75%) (37). FG-2216 wykazuje dużą skuteczność biologiczną. U zwierząt doświadczalnych, po podaniu doustnym, obserwowano nawet 300-krotny wzrost stężenia EPO w osoczu (37). Wzrost stężenia EPO w osoczu wykazano nawet u zwierząt po uprzedniej obustronnej nefrektomii (37).
U zdrowych ochotników FG-2216 podawany był doustnie w dawce do 10 mg/kg dwa razy w tygodniu. Takie leczenie powodowało wzrost syntezy endogennej EPO oraz istony wrost stężenia hemoglobiny we krwi (36). Wyniki badań przedklinicznych fazy II, u chorych z niewydolnością nerek, są jak dotąd bardzo obiecujące (38).
Wraz z odkryciem możliwości nasilania syntezy EPO, między innymi w wątrobie, próby terapii genowej, w tym implantacji kapsułek z rekombinowanymi komórkami z genem dla EPO, straciły znaczenie. Należy również podkreślić, że terapia genowa nie gwarantuje bezpieczeństwa i wiąże się z trudnościami w regulacji ekspresji tego genu w organizmie.
Inhibitory GATA-2
Czynnik transkrypcyjny GATA-2 hamuje transkrypcję genu erytropoetyny poprzez wysoce konserwatywne wiązanie się z sekwencją GATA w regionie promotorowym tego genu zawierającym również sekwencję wiążącą HIF-1 (39). Inhibitory czynnika transkrypcyjnego GATA-2 stymulują transkrypcję genu erytropoetyny w podobny sposób jak inhibitory hydroksylazy prolilowej. Podanie zarówno dootrzewnowe K-7174 jak i doustne K-11706 (obydwie substancje są specyficznymi inhibitorami GATA-2) zwierzętom doświadczalnym nasila wydzielanie erytropoetyny oraz zwiększa erytropoezę hamowaną przez wcześniejsze podanie IL-1β lub TNF-α (40, 41). Wyniki tych badań sugerują, że w przyszłości inhibitory GATA-2 mogą być zastosowane u chorych z niedokrwistością nerkopochodną oporną na leczenie erytropoetyna w następstwie współistniejących stanów zapalnych.
PODSUMOWANIE
W najbliższej przyszłości należy spodziewać się wprowadzenia nowszych czynników stymulujących erytropoezę, które poprawią skuteczność i bezpieczeństwo leczenia niedokrwistości towarzyszącej przewlekłym chorobom nerek. Niewątpliwym postępem będzie fakt, że niektóre z tych czynników będzie można podawać parenteralnie raz w dłuższych odstępach czasu (np. CERA), doustnie (np. FG-2216), lub drogą wziewną. Wprowadzenie tych nowych preparatów ułatwi leczenie niedokrwistości zwłaszcza chorych nie wymagających jeszcze dializoterapii, leczonych metodą dializ otrzewnowych oraz po transplantacji nerki.
Ponadto należy oczekiwać, że relacja pomiędzy nakładami a efektami leczenia niedokrwistości z zastosowaniem nowych czynników stymulujących erytropoezę będzie korzystniejsza niż w przypadku stosowanych aktualnie epoetyn czy darbopoetyny. Najbardziej oczekiwane jest jednak to, że nowe czynniki stymulujące erytropoezę przyczynią się do lepszego wyrównania niedokrwistości, poprawy jakości życia, a przede wszystkim do wydłużenia życia chorych z przewlekłymi chorobami nerek.

15
Czytelnie-Trening / Selegilina (deprenyl) – dobre info dla sportowców!
« dnia: Kwiecień 07, 2016, 10:01:15 pm »
Art. by Patryk

Sele – inhibitor prolaktyny

Selegilina (deprenyl) w dawkach do 10mg dziennie jest selektywnym inhibitorem MAO-B – enzymu, który „rozkłada” dopaminę. Po zahamowaniu działania tego enzymu w organizmie zwiększa się „naturalny” poziom dopaminy, która to pełni funkcję naturalnego inhibitora prolaktyny – zmniejsza jej poziom. A więc im więcej mamy dopaminy – tym mniej prolaktyny.

Jak powszechnie wiadomo wysoki poziom prolaktyny powoduje obniżenie poziomu Testosteronu, letarg (ospałość, senność, apatia, brak reakcji na bodźce), niskie libido i zaburzenia erekcji. Podwyższony poziom prolaktyny jest także niepożądanym skutkiem ubocznym niektórych sterydów, zwłaszcza nandrolonu (deca) i trenbolonu. Staje się więc oczywiste, że w wyżej wymienionych przypadkach selegilina okazuje się bardzo przydatna i skuteczna.

Selegilina jest także używana jako tzw. pro-sexual drug, czyli środek pozwalający bardzo szybko dochodzić do pełnej sprawności seksualnej po tzw. „orgazmie” – a więc pozwalający uprawiać sex po kilka razy dziennie ;)

W 1983 r. przeprowadzono wczesną II fazę badań dla leczenia sele parkinsonizmu wywołanego przez neuroleptyki. Uzyskano m.in. znaczne zmniejszenie ilości prolaktyny u 11 pacjentów.

W 1993 r. oceniano w badaniu wpływ selegiliny na poziom prolaktyny we krwi u kobiet z migreną. Pacjenci wykazywali znaczące zmniejszenie poziomu prolaktyny już w dawce 5mg dziennie.

W 1994 r. badano wpływ sele na poziom prolaktyny u szczurów
PRL -48% w grupie 10mg/kg już po 30 minutach
PRL -38% w grupie 5mg/kg już po 30 minutach
PRL bez zmian w grupie 2,5mg/kg po 30 minutach, jednak po 4h zanotowano spadek -48% !!

W 1995 r. opublikowano badanie na szczurach, w którym wykazano, że sele ponownie inicjuje cykl płciowy u starych samic szczurów, zmniejsza prolaktynę w surowicy oraz częstość występowania nowotworów sutka i przysadki mózgowej.

W 1999 r. opublikowano badanie na szczurach, w którym wykazano, że sele hamuje wzrost guza-nowotworu sutka i zmniejsza stężenie prolaktyny we krwi. Jak badania wykazują wzrost i rozwój raka sutka jest przede wszystkim zależny od ilości estrogenów i prolaktyny. Sele nie tylko zmniejsza ilość prolaktyny we krwi ale także ilość receptorów prolaktyny w tkance sutka.
PRL -30% w grupie 0,25mg
PRL -50% w grupie 5mg

W 2003 r. badano zastosowanie selegiliny dla pacjentów za schizofrenią w celu ograniczenia zaburzeń seksualnych spowodowanych neuroleptykami. 10 pacjentów przyjmowało 15mg/ed sele przez 3 tygodnie. Uzyskano wysoki spadek poziomów prolaktyny we krwi (P < 0.05)

W 2007 r. przeprowadzono badanie na psach. Jedna grupa otrzymywała 1mg/kg fluoksetyny ed. Druga grupa otrzymywała 0.5mg/kg sele ed. Leczenie sele przyczyniło się do znacznej poprawy (obniżenia prolaktyny) w grupie psów z hiperprolaktynemią.

http://link.springer.com/article/10.1007/BF02738621 - pełna wersja w pdf
http://journals.lww.com/clinicalneuropharm/Abstract/2003/07000/Selegiline_in_the_Treatment_of_Sexual_Dysfunction.8.aspx
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8139373
http://www.appliedanimalbehaviour.com/article/S0168-1591(06)00379-0/abstract
https://juicedmuscle.com/jmblog/content/selegiline-hcl
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8313454?dopt=Abstract
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/6140692?dopt=Abstract
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/7867565


Sele - stymulator LH i Testosteronu

Oś przysadka - gonady jest jedną z najbardziej skomplikowanych i aktywnych miejsc w organizmie, która nie tylko kontroluje funkcje rozrodcze, ale także wiele aspektów fizjologicznych takich jak: różnicowanie płciowe, rozwój drugorzędowych cech płciowych i zachowań poprzez syntezę i wydzielanie androgenów. Rozpoznawanie czynników, które w jakiś sposób wpływają na ten ośrodek oraz sposobów kontrolowania lub eskalacji tych procesów było od zawsze w kręgu zainteresowań badaczy i naukowców.

W 1997 r. udowodniono w badaniu in vitro, że deprenyl (selegilina) stymuluje uwalnianie LH z przysadki. Udało się osiągnąć aż 436% wzrost poziomu LH w stosunku do placebo.

W 2007 r. przeprowadzono badanie na 32 dorosłych samców szczurów, których to podzielili na 4 grupy i podawano selegiline w dwóch dawkach dzielonych w odstępach 12h (rano i po południu przez 30 dni) następnie 8h po podaniu ostatniej dawki pobrano próbki krwi
grupa A – kontrolna (placebo)
grupa B – 5mg/kg dziennie
grupa C – 10mg/kg dziennie
grupa D - 15mg/kg dziennie


 
W grupie 5mg poziom LH był wyższy o 6% a poziom Testosteronu o 28% w stosunku do placebo. Jednak należy zaznaczyć, że selegilina w dłuższej perspektywie zmniejsza ilość komórek Leydiga i ich wrażliwość, co może być spowodowane utrzymującym się zbyt niskim poziomem prolaktyny. Podobnie dzieje się przy wysokich dawkach HCG stosowanych przez długi okres czasu.
Celowo nie odniosłem się do grupy C i D – dawki bezsensownie wysokie (jak dla szczurów).

W kolejnym badaniu na szczurach (2015) badano wpływ na parametry rozrodcze po 30-dniowej terapii deprenyl. Pobrana krew od zwierząt eksperymentalnych zawierała znacząco wyższe poziomy Testosteronu (P<0.05)

http://scialert.net/fulltext/?doi=ajava.2007.229.233
http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0024320597008023
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/25725114


Sele – stymulator GH i IGF-1

Już w 1981 r. badanie przeprowadzone na 13 zdrowych mężczyznach wykazało, że Deprenyl znacząco potęgował działanie L-dopy na zwiększone uwalnianie hormonu wzrostu. Nic dziwnego skoro już dwa lata później (1983) dowiedziono, że zwiększenie poziomów dopaminy stymuluje produkcję i uwalnianie hormonu wzrostu z przysadki.

W 1997 r. naukowcy wykazali, że dawka 2mg/kg 3x w tygodniu przez 2 miesiące u „starszych” szczurzych osobników przywracała poziom IGF-1 w stężeniu zbliżonym do tych, które występują u młodych zwierząt. Postulowano, że właściwości „anti-aging” deprenylu mogą być spowodowane właśnie poprzez stymulacje wydzielania hormonu wzrostu.

http://www.unboundmedicine.com/medline/citation/6793694/Effects_of_L_deprenyl_on_human_growth_hormone_secretion_
http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S001429999789663X
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/6428151


Sele – stymulator NO

W 1998 r. opublikowano badanie, w którym wykazano, że sele wywoływało szybki wzrost produkcji NO w tkankach, w tym w tkankach mózgowych i naczyniach krwionośnych mózgu. W badania udowodniono także, że sele powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych zarówno poprzez stymulacje NO, ale także poprzez inne niezależne mechanizmy. 

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/9721939
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10867219


Sele – poprawa nastroju

W 1992 r. przeprowadzono badanie, w którym wykazano, że dawka 10mg/ed u osób chorych na parkinsonizm polepsza nastrój o ok. 47%.

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/1549214

Sele – przedłuża życie

W 1988 r. przeprowadzone badania na samcach szczurów w dawce 0.25 mg/kg, s.c. 3x w tygodniu. Leczenie sele skutkowało przywróceniem pełnej aktywności seksualnej u podstarzałych szczurów, a w tym samym czasie grupa kontrolna utraciła ostatnie oznaki aktywności seksualnej do 33 tygodnia leczenia. Średnia długość życia leczonych szczurów 197.98 weeks wzrosła nie tylko w stosunku do grupy kontrolnej, ale przerosła maksymalny wiek zgonu dla szczurów o 16 tygodni.

W 1990 r. w kolejnym badaniu na samcach szczurów w dawce 0,25 mg/kg dziennie potwierdzono, że szczury leczone sele wykazywały znaczny wzrost zarówno średniej długości życia jak i maksymalnej długości życia. Co ciekawe grupa z sele wykazywała mniejsze spadki masy ciała związane z wiekiem, co może potwierdzać pośrednie działanie anaboliczne/antykataboliczne sele – być może poprzez większy poziom Testosteronu, IGF-1 lub większą syntezę tlenku azotu (NO)

W 1992 r. przeprowadzono badanie tym razem na samcach mysz. Leczenie sele znacząco zwiększało funkcje pamięci (zapamiętywania) oraz wydłużało żywotność zwierząt. Co więcej, leczenie sele obniżało utratę masy ciała związaną ze starzeniem. Najbardziej efektywne było połączenie sele oraz Dinh lang root extract (DLRE)

Rok 1992 r. i kolejne badanie potwierdzające zwiększenie aktywności i sprawności seksualnej oraz długości życia u grupy samców szczurów dostających sele.

W 1993 r. przedstawiono kolejne dowody, że przewlekłe leczenie sele szczurów wydłuża długość życia nawet o 34 %. Kolejny raz także udowodniono, że sele pomaga zachować masę ciała w okresie starzenia.

Badanie z 1994 r. wykazało, że sele zwiększa żywotność szczurów jak również działanie dysmutazy ponadtlenkowej i katalazy w niektórych obszarach mózgu.

Szczurom płci męskiej wstrzykiwano podskórnie sele w dawce 0,5mg/kg 3x w tygodniu przez okres 18 miesięcy. Odnotowano 34% wzrost średniej długości życia.

W kolejnym badaniu w 1994 r. wykazano, że mniej aktywne/sprawne seksualnie samce szczurów umierają wcześniej niż ich rówieśnicy sprawni i aktywni seksualnie. Co ciekawe, leczenie sele całkowicie eliminuje tą różnice. Szczury po leczeniu sele  0.25 mg/kg 3x w tygodniu stały się aktywne seksualnie i żyły o 18 tygodni dłużej. Co więcej w grupie sele szczury osiągały lepsze wyniki naukowe. 

Rok 1996 i kolejne badanie – tym razem na samicach szczurów. Sele znacząco wydłużyło długość życia.

W 1997 r. przeprowadzono badanie, które potwierdziło, że mała dawka selegiliny (0,05mg/kg) znacznie przedłuża długość życia u chomików płci żeńskiej.

1997 rok i kolejne badanie – tym razem na psach i kolejny dowód na to, że sele przedłuża życia.



Rekomendowane dawkowanie sele przez specjalistów w celach anti-aging i przedłużających życie to 10-15mg tygodniowo czyli na przykład 1-2mg dziennie. Dobrze jest zacząć już stosować sele w wieku 40 lat, ale można także od 30 lat. Im wcześniej tym lepiej. Im więcej lat tym większa dawka rekomendowana. Dawka maksymalna to 10mg/ed.


źródło: https://juicedmuscle.com/jmblog/content/selegiline-hcl

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/9258898
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8030852
http://www.hubmed.org/display.cgi?uids=3147347
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8152326
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/2118586
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8423709?dopt=Abstract
http://www.hubmed.org/display.cgi?uids=1304677
http://www.hubmed.org/display.cgi?uids=1304678
http://www.hubmed.org/display.cgi?uids=9219605
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/9307048?dopt=Abstract


Podsumowanie

Podsumowując sele wydaje się po pierwsze idealnym dodatkiem do PCT – stymuluje LH, Testosteron, obniża prolaktynę, działa antydepresyjnie, neuroprotekcyjnie, stymuluje GH i IGF-1, zwiększa działanie naturalnych antyoksydantów – dysmutazy ponadtlenkowej i katalazy, pomaga zachować masę mięśniową, stymuluje syntezę tlenku azotu (NO), polepsza nastrój, dodaje motywacji i energii, nie uzależnia, brak skutków ubocznych w dawkach do 1-5mg dziennie.

Po drugie jest to bardzo dobry środek o działaniu zwiększającym libido, aktywność i sprawność seksualną, wydłużającym orgazm i możliwość doświadczania nawet kilku stosunków seksualnych dziennie. Połączenie z viagrą, cialisem i innymi sex-wzmacniaczami może okazać się dla niektórych strzałem w dziesiątkę.

Po trzecie jest to wielka nadzieja dla starszych osób dla zastosowania w celach anti-aging, przedłużającym życie, wzmacniającym sprawność umysłową i seksualną oraz w celu ograniczenia spadku masy ciała związanego ze starzeniem.

Opracowane przez Patryk dla sportacademy.com.pl

Strony: [1] 2 3 4